Ty głąbie kapuściany

Ty głąbie kapuściany

Polski uczeń nie utożsamia się ze swoją szkołą i nie chce do niej chodzić

Ponad 40% polskich uczniów ma „niskie poczucie przynależności” do swojej szkoły. Wleczemy się w ogonie edukacji, bo nasze dzieci mają najniższe, obok Korei i Japonii, poczucie związku ze szkołą. Za to jesteśmy w czołówce innej, niechlubnej tabeli. Najwyższa jest u nas statystyka wagarowania i spóźniania się. Gorzej od nas wypadła tylko Hiszpania. Być może, wynika to z nudy i przesytu, bo polski uczeń spędza w szkole więcej czasu, niż wynosi światowa średnia. Taki – alarmujący – jest wynik kolejnego, właśnie opublikowanego fragmentu raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju.
Pierwsza część badań pokazała, że znajdujemy się w trzeciej dziesiątce państw (na 40 badanych) w testach sprawdzających umiejętność rozumienia tekstu i liczenia. Ci sami uczniowie, pytani o swoich pedagogów, odpowiadali, że rzadko mogli liczyć na ich pomoc. Ale ponieważ wtedy nikt, łącznie z resortem edukacji i ZNP, wynikami się nie przejął, można przypuszczać, że i teraz zostaną one odebrane jako wtrącanie się w naszą polską edukację, trwającą w systemie od dzwonka do dzwonka. Będzie nadal jak w hiphopowej piosence, gdzie „nauczyciele nastawieni do ciebie jak do wroga, wroga numer jeden”.
– Przymus i dyscyplina panujące w polskiej szkole to elementy sztucznego środowiska, tak jak betonowe tamy w przyrodzie – komentuje prof. Stefan Mieszalski z Wydziału Pedagogicznego UW. – Są to mechanizmy zawodne, bo nigdy nie dają gwarancji sukcesu pedagogicznego, niepewne, czasem niebezpieczne. Oczywiście, dyscyplina jest w systemie edukacji niezbędna, ale wielu nauczycieli nie umie się nią posługiwać. Najczęściej nadużywają jej.
Bowiem władzą, także w szkole, trzeba się posługiwać subtelnie. Poza tym trzeba pamiętać, że ma służyć wyższym celom, np. propagowaniu postaw prospołecznych.
Prof. Jan Potworowski z Brunel University w Londynie zauważa, że to polskie wyobcowanie jest rozłożone nierównomiernie: – W niektórych placówkach aż 80% uczniów nie ma w ogóle poczucia przynależności do społeczności szkolnej, chęci uczestniczenia w jej życiu ani poczucia wspólnego celu. Jest również wiele takich szkół, głównie liceów, gdzie przytłaczająca większość uczniów identyfikuje się ze szkołą i dobrze się w niej czuje. Dziwne, że nie ma wielu szkół w środku tej skali – są albo na jednym, albo na drugim jej końcu.

Jak się urwać z budy?

Dlaczego polski uczeń bezkarnie wagaruje? – Nauczyciele egzekwują to, co mogą. Za to przymykają oczy na to, wobec czego są bezsilni – komentuje prof. Mieszalski. W rezultacie na świadectwach wagarowiczów są tylko lekko obniżone stopnie z zachowania, a przedmioty taki uczeń zalicza pod koniec semestru, jakby uczył się korespondencyjnie.

Wrzesień był ciepły. Wagary w pełni. Na razie jedyną reakcją na snujących się uczniów jest przypomnienie przepisu, że za wagary dziecka rodzice mogą zapłacić karę w wysokości nawet 5 tys. zł. Na to internauci odpowiedzieli, że karać trzeba raczej nauczycieli za nudne lekcje. „Po co siedzieć w szkole i nudzić się na lekcjach, raz po raz słuchając nauczycielskich uwag typu „ty nic nie umiesz, głąbie kapuściany”, „jak ty się tu dostałeś?” plus ostrzejsze epitety. Lepiej zwiać, a potem przyjść i nawciskać coś belfrowi”, tak w gazetce szkolnej napisała Anna Garska z warszawskiego liceum im. Żeromskiego.
Tymczasem metody na wagarowiczów bywają banalnie proste. Nauczycielka z warszawskiego liceum im. Wyspiańskiego dzwoniła natychmiast do rodziców nieobecnego ucznia. Przeważnie dowiadywała się, że „Maciuś poszedł na klasówkę”. Metoda poskutkowała i nikt (no, prawie) nie uciekał z lekcji.
Ale wagary to nie tylko wygłup. Czasem są znakiem, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. Anna Grzeszczuk, nauczycielka z warszawskiej podstawówki, nie zlekceważyła znikania z lekcji nowego ucznia, Pawła. Odkryła trudną sytuację domową, zmobilizowała klasę, by pomogła chłopcu, sama się nim zaopiekowała. Ale ilu takich Pawłów szwenda się teraz po mieście, a nauczyciel ogranicza się tylko do wpisania w dzienniku słowa „nieobecny”?

Co to jest patriotyzm szkolny?

Etos szkoły bywa pustym dźwiękiem. Są solidne, przedwojenne licea, w których jest on podtrzymywany akademiami i wnoszeniem sztandaru. Nie ma to żadnego związku z teraźniejszością i uczniów nie interesuje. Ale są młodsze placówki, które szkolny patriotyzm budują już dziś. Metody bywają różne, np. w łódzkim liceum im. Norwida dumą szkoły jest uczniowski teatr.
Pociesza fakt, że dzisiejsza młodzież i tak bardziej szanuje szkołę niż pokolenie lat 80. Z badań Anny Wiłkomirskiej (Wydział Pedagogiki UW) wynika, że dominowała wtedy niechęć, a nawet nienawiść. Teraz (pytano nie tylko uczniów, lecz także nauczycieli i rodziców) jedna piąta określa atmosferę w szkole jako konfliktową i napiętą.
Nauczycielom najczęściej zarzucano brak zwykłej życzliwości, brak opanowania i nieuprzejmość. Poza tym uczniowie czuli się traktowani z góry. Druga grupa zarzutów wiązała się z brakiem kompetencji oraz stereotypowym prowadzeniem zajęć. Padło też słowo obojętność. Trudno się utożsamiać z takimi ludźmi.
– Oczywiście, najlepiej byłoby, gdyby uczeń trafił do szkoły z mądrze wykorzystywaną dyscypliną, przyjaznej, ale o tych zaletach nie dowie się z żadnego rankingu. Ich celem jest tylko promocja szkoły. Nie ma to nic wspólnego z pedagogiką – mówi prof. Mieszalski i dodaje, że nie jest sukcesem mieć świetne wyniki w placówce, do której przeprowadza się egzamin konkursowy, więc dostają się do niej tylko urodzone prymusy.
Prawdziwe sukcesy osiąga się w zwykłych szkołach. Na razie najtrudniej zachęcić uczniów, by w ogóle przyszli na lekcje.

Wydanie: 40/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy