Mieszkanko dla neonazisty

Mieszkanko dla neonazisty

Rząd Niemiec szuka różnych sposobów, aby powstrzymać falę brunatnej przemocy 

Schwedt, miasto w Brandenburgii na granicy z Polską. Kiedy w ubiegłym tygodniu odwiedził je kanclerz Gerhard Schröder, czekali na niego nie tylko zachwyceni gospodarze. Grupa ostrzyżonych na zero wyrostków powitała szefa rządu Niemiec okrzykami: “Obłudnik!”. Skini nieśli transparent z napisem: “Nie damy się uciszyć, panie Schröder”.
Podobne sceny rozegrały się w Prenzlau. Tu nawet do opancerzonej limuzyny kanclerza dotarły wrzaski młodzieńców z “Oporu Narodowego”: “Zdrajca robotników!”. Schröder zobaczył też w Prenzlau plakaty głoszące: “Zakazowi NPD – nasze nie!”. NPD to skrajnie prawicowa partia, o której delegalizację wystąpił do Federalnego Trybunału Konstytucyjnego rząd Niemiec. Komentatorzy zwracają uwagę, że kiedy latem ubiegłego roku kanclerz Schröder odwiedzał nowe kraje związkowe, brunatni ekstremiści nie odważyli się wystąpić tak otwarcie.
Demonstracje w Schwedt i Prenzlau są swoistym znakiem czasu. Mimo wysiłków władz, Kościołów, inicjatyw obywatelskich i organizacji społecznych fala skrajnie prawicowej przemocy bynajmniej nie opada, wręcz przeciwnie. Jak ujawnił w lutym minister spraw wewnętrznych, Otto Schilly, w ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy 2000 r. liczba przestępstw o tle ksenofobicznym, neonazistowskim, antysemickim i skrajnie prawicowym wzrosła w RFN o 40%. Najbardziej niebezpieczna sytuacja panuje na terenie byłej NRD. “Na 100 tys. mieszkańców w nowych krajach związkowych przypada trzy razy tyle przestępstw o skrajnie prawicowym tle niż na terenie dawnej RFN. Jeśli uwzględnimy, że na Wschodzie żyje o wiele mniej cudzoziemców, wówczas te liczby stają się jeszcze bardziej ponure” – oświadczył Schilly w wywiadzie dla tygodnika “Die Woche”. Według magazynu “Die Zeit”, ideologia szowinistyczna i neonazistowska zdominowała w wielu wsiach i małych miastach środowiska młodzieżowe.

Rasizm i antysemityzm

należą do dobrego tonu. Uczniowie wyzywają się od “czarnuchów”, a jeśli coś im się nie podoba, mówią: “Ale żydowate!”. Tygodnik “Die Woche” wskazał na terenie byłej NRD 25 “stref strachu” czy też, w żargonie neonazistów – “stref wyzwolonych narodowo” (national befreite Zone), w których obcokrajowiec, bezdomny czy nawet Niemiec o niezbyt aryjskim wyglądzie nie powinien pokazywać się po zmroku. Takie “strefy strachu” znajdują się w położonych przy granicy z Polską, Forst, Schwedt, Cottbus, czy Guben. Policjanci “z przyczyn taktycznych” wolą nie interweniować.
Zdaniem komentatorów, w nowych landach neonaziści czują sprzyjający klimat: o ile w dawnej RFN rzucają nocą butelki z benzyną w schronisko dla azylantów i pospiesznie uciekają (jak we wrześniu 2000 r. w Wuppertalu; w ubiegłym tygodniu sprawcy zostali skazani na wyroki więzienia do 10 lat), o tyle na Wschodzie skini na oczach wszystkich biją i kopią Afrykanina na placu dworcowym, wiedząc, że i tak nikt nie interweniuje, ze strachu, z obojętności, a może nawet z sympatii dla napastników. Zagraniczni akademicy w malowniczym Greifswaldzie, który miał wszelkie szanse, by stać się wielokulturowym ośrodkiem nauki,

żyją w strachu.

W ub.r. nastoletni skini skopali tu na śmierć dwóch bezdomnych. “Jesteśmy kaleczeni, wyzywani, opluwani” – żali się rzecznik islamskich studentów, Abdulrahman Al-Makhadi. Polska studentka, Agata Wiśniewska, uważa, że mieszkańcy Greifswaldu po prostu z obcokrajowcami obcować nie chcą. Urzędnicy miejscy przyznają, że studentów zagranicznych zakwaterowano w upiornym blokowisku, w którym nie chcieliby zamieszkać studenci niemieccy. W dodatku w blokowisku znajduje się jedna z kwater głównych “młodzieży narodowej Greifswaldu”, więc do spięć dochodzi prawie codziennie.
Oto krótka kronika przemocy:
– 6 lutego w Magdeburgu trzej nieznani sprawcy ranią nożem w twarz i obrzucają ksenofobicznymi wyzwiskami Niemca o wyglądzie południowca, który nie chciał im dać papierosów.
– 8 lutego w Eilenburgu w Saksonii młodociani ekstremiści biją sześciu Turków.
– 9/10 lutego policja w Hagen aresztuje kilku uczestników neonazistowskiej demonstracji, którzy wznosili okrzyki: “Cześć i sława Waffen SS” i nosili oznaki “sprzeczne z konstytucją” (swastyki). W tych dniach w Magdeburgu za kratki trafia kilku nastolatków strzelających ze straszaka i krzyczących: “Sieg Heil”.
– 17 lutego policja w Eisenhüttenstadt aresztuje dwóch młodych ludzi, którzy ciężko skopali Turka.
– 19 lutego w Norymberdze turecki informatyk z niemieckim paszportem trafia do szpitala po spotkaniu z dwoma pijanymi chuliganami, którzy pobili go, gdy ośmielił się przejść przez ulicę przy czerwonym świetle.
Eksperci Federalnego Urzędu Kryminalnego obawiają się, że neonaziści wkrótce zaczną popełniać akty terroru. W mieszkaniu 21-letniego bezrobotnego w Bremie znaleziono 90 gramów wysokiej jakości materiału wybuchowego, który miał posłużyć do

zamachu na schronisko
dla azylantów.

19 lutego w Poczdamie do więzienia trafił 35-latek, który w mieszkaniu miał kałasznikowa, masę amunicji oraz ulotki głoszące: “Precz z cudzoziemcami”.
Na temat przyczyn wciąż zagrażającej Niemcom brunatnej gangreny wypisano tony papieru. Niewątpliwie jedną z nich jest upadek gospodarczy nowych landów. W Bernsdorf co trzeci młody człowiek nie ma pracy, a nieosiągalnym marzeniem większości uczniów jest zdobycie zawodu lakiernika samochodowego. Schwedt jest miastem dosłownie “zwijającym się”. Bezrobocie sięga 23%, kto może, wyjeżdża na Zachód, 2700 mieszkań stoi pustych, a byłoby ich więcej, lecz władze zburzyły ostatnio dwa 11-piętrowe wieżowce. Istnieją plany zrównania z ziemią całych osiedli. W takich warunkach młodzież łatwo daje posłuch wezwaniom brunatnych wabiszczurów. Z drugiej strony, niemieccy bezrobotni nie umierają z głodu, a młodzi ludzie z inicjatywą mogą znaleźć pracę lub zdobyć dobry zawód np. w kwitnącej gospodarczo Bawarii. Fenomen brunatnego ekstremizmu ma liczne korzenie. Premier Brandenburgii, Manfred Stolpe, wskazuje, że ideologiczna trucizna, pozostała w spadku po III Rzeszy, wciąż może tumanić umysły.
Władze próbują różnych sposobów, by powstrzymać kompromitującą dla Niemiec spiralę przemocy. We Forst na granicy z Polską rozmieszczono jednostkę specjalną Federalnej Straży Granicznej (BGS). Jej funkcjonariusze mają opinię “twardych chłopów, którzy się nie patyczkują”. BGS pomaga policji, legitymuje podejrzanych, ochrania antyfaszystowskie demonstracje. Rząd jednak zdaje sobie sprawę, że

“nie sposób przy każdym skinie postawić policjanta”.

W lutym Otto Schilly i ministrowie landów rządzonych przez SPD opracowali nowy projekt. W całym kraju zainstalowane zostaną linie telefoniczne dla neonazistów, którzy pragną zerwać z brunatną przeszłością. Oprócz tego funkcjonariusze policji będą przeprowadzać rozmowy z prowodyrami. Ekstremiści, którzy zdecydują się rozpocząć nowe życie, będą mogli liczyć na pomoc państwa. W razie konieczności urzędnicy załatwią im miejsce pracy i mieszkanie. Według informacji magazynu “Der Spiegel”, koszt “nawrócenia” jednego neonazisty sięgnie 100 tys. marek. Wydatek ten jednak się opłaci, “nawrócony” może przecież wydać swych kamratów. Inicjatywa ta wzoruje się na poczynaniach urzędnika Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji, legendarnego już Hansa Benza (nie jest to jego prawdziwe nazwisko), który w latach 80. skutecznie nakłaniał do złożenia broni lewackich terrorystów z RAF. Koncepcja ministra Schilly’ego spotkała się jednak także z krytyką. Czy państwo ma wynagradzać szowinistycznych zabijaków mieszkaniami? “Jeśli ktoś subwencjonuje neonazistów “wysiadających”, jednocześnie zachęca innych do “wsiadania”” – powiedział premier Turyngii, Bernhard Vogel.

Wydanie: 9/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy