Nieludzki Gucci

Nieludzki Gucci

Słynny dom mody oskarżony o dręczenie pracownic w Chinach

Słynny dom mody i producent luksusowych artykułów Gucci został oskarżony o nieludzkie traktowanie i dręczenie pracownic salonu w chińskim mieście Shenzhen. Kobiety musiały pracować 14 godzin dziennie, nie płacono im za nadgodziny, na odpoczynek nie pozwalano nawet ciężarnym. Podobno kilka poroniło.
Pięć byłych już pracownic napisało list otwarty do władz firmy, która jest częścią francuskiego koncernu Pinault Printemps Redoute. Kobiety stwierdziły, że Gucci „jest jak wspaniała suknia, w której jednak kryje się mnóstwo wszy”. O sprawie poinformował anglojęzyczny chiński dziennik „Global Times”.
Do skandalicznych wydarzeń doszło w trójpoziomowym salonie firmy Gucci, w centrum handlowym MixC. Byłe pracownice twierdzą, że menedżerowie ustanowili dla nich 100 różnych reguł i zakazów. Musiały prosić o pozwolenie na napicie się wody czy skorzystanie z toalety, przy czym w toalecie mogły przebywać

najwyżej pięć minut.

Pewna ciężarna pracownica dostała naganę, ponieważ ośmieliła się zjeść jabłko.
„Musiałyśmy stać ponad 14 godzin dziennie, co było prawdziwą torturą. Na krótki odpoczynek, napicie się wody czy jedzenie nie pozwalano nawet ciężarnym”, piszą autorki listu. Jedna z nich, przedstawiająca się tylko imieniem He, żaliła się dziennikarzom:
„Dwie moje koleżanki poroniły, ponieważ każdego dnia musiały bardzo długo być na nogach. Obie opuściły firmę, nie otrzymawszy żadnego odszkodowania. Na skutek tych nieludzkich przepisów wiele spośród nas zapadło na choroby zawodowe. Ja cierpię na dolegliwości żołądkowe oraz chorobę dróg moczowych”. Teoretycznie dzień pracy trwał do godz. 22, jednak pracownice musiały zostawać do drugiej lub trzeciej nad ranem i liczyć towary na półkach. Nie otrzymywały wynagrodzenia za nadgodziny. Musiały płacić z własnej kieszeni za przedmioty, które zginęły lub zostały skradzione, mimo że towar był ubezpieczony. Od 2009 r. do sierpnia 2011 r. z salonu zginęło 16 przedmiotów, za które personel musiał zapłacić ponad 70 tys. juanów (ponad 11 tys. dol.). „Gucci otrzymał więc za te towary podwójną rekompensatę – od firmy ubezpieczeniowej i od swoich pracowników”, powiedziała He reporterowi agencji Xinhua.
Zazwyczaj pracownicy koncernów dostają karty rabatowe na towary firmy, w której są zatrudnieni. Pracownice salonu w Shenzhen usłyszały, że takich kart nie dostaną, ponieważ są za biedne, aby coś kupić.Była menedżer biura Gucciego w Pekinie, występująca pod imieniem Gan, powiedziała, że złe traktowanie pracowników zdarza się często w sklepach tej firmy w Chinach (jest ich tam ogółem 42). Adwokat Yang Qianwu, reprezentujący pięć byłych pracownic, poinformował, że każda z nich domaga się zapłaty za nadgodziny oraz rekompensaty za doznany

uszczerbek na zdrowiu

w wysokości 100 tys. juanów (ok. 15,5 tys. dol.).
Chiński oddział Gucciego zareagował szybko. Dwóch menedżerów salonu w Shenzhen zostało zwolnionych. Poinformowano, że ekspedientki otrzymają możliwość bezpośredniego kontaktowania się z kierownictwem wyższego szczebla. Firma wynajęła też zagranicznych konsultantów, którzy dokonają kontroli jej oddziałów w Chinach. Gucci nie jest jednak gotów wypłacić byłym pracownicom odszkodowań, podobno dlatego, że trudno jest ustalić ich wysokość.
Urzędnicy i związkowcy w Państwie Środka zazwyczaj patrzą przez palce na praktyki zagranicznych koncernów wyzyskujących miejscową siłę roboczą. Nie chcą bowiem zrażać inwestorów, przyczyniających się do ekonomicznego rozwoju kraju. Skandal wokół Gucciego jest jednak tak wielki, że władze Shenzhen wszczęły śledztwo w tej sprawie. Jak poinformował Rong Weihua z biura zasobów ludzkich miasta, wyniki dochodzenia zostaną podane za dwa miesiące. Wang Tongxin, wiceprzewodniczący Federacji Związków Zawodowych w Shenzhen, spotkał się z dyrektorami Gucciego, wezwał ich do zbadania sprawy i do przeproszenia za każdy przypadek złego traktowania personelu. Obiecał też pomoc pracobiorcom i podkreślił, że zagraniczne koncerny nie pozwalają swoim pracownikom w Chinach na tworzenie związków zawodowych, dlatego związkowcom trudno jest bronić ich praw.
Komentatorzy zwracają uwagę na to, że chińscy pracownicy także wcześniej byli wyzyskiwani w osławionych sweatshopach, tj. zagranicznych przedsiębiorstwach źle traktujących swój personel, zatrudniony za marną płacę. W chińskich zakładach tajwańskiego koncernu Foxconn, będących kontrahentem komputerowego koncernu Apple, na przestrzeni ostatnich dwóch lat wśród zatrudnionych

doszło do samobójstw

i prób samobójczych. Personel grupy Foxconn żalił się na fatalne warunki pracy. Kobiety musiały tam pracować 15 godzin dziennie za równowartość 130 dol. miesięcznie. W 2009 r. o łamanie zasad etycznych i praw pracowników oskarżone zostały przedsiębiorstwa w Chinach, pracujące dla amerykańskiej sieci supermarketów Walmart.
Skandal wokół salonu w Shenzhen może poważnie zaszkodzić interesom Gucciego w Państwie Środka, które obecnie jest najszybciej rosnącym rynkiem zbytu dla artykułów luksusowych na świecie. Chińscy internauci są oburzeni. „Za słoneczną stroną (zagranicznych koncernów) kryją się krew i pot taniej siły roboczej”, stwierdził blogger mr_right aichuse. „Chińczycy nie powinni kupować produktów Gucciego”, wezwał internauta o nicku gniewny ptak.

Wydanie: 43/2011

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy