Miller i dziennikarki

Miller i dziennikarki

Trwa festiwal recenzji książki Ludwika Stommy o Leszku Millerze. Piszą panie. I kręcą nosem. Pisze Agnieszka Wołk-Łaniewska w „NIE”: Miller wydaje się dziś postacią bardziej nawet frapującą, ale, niestety, o nim hagiograficzna praca prof. Stommy mówi niewiele”.

Pisze Eliza Olczyk w „Rzeczpospolitej”: „Witkacy (…) prowadził firmę portretową, świadczącą usługi dla ludności. Firma oferowała portrety różnego rodzaju, wśród nich portret „wylizany”. Odpowiedni raczej dla twarzy kobiecych niż męskich. Wykonanie „gładkie” z pewnym zatraceniem charakteru na korzyść upiększenia, względnie zaakcentowania „ładności”. Portret Leszka Millera pióra Ludwika Stommy należy z całą pewnością do portretu typu A”.

Pisze Agata Nowakowska w „Gazecie Wyborczej”: „Przemian Leszka Millera z Mr. Hyde’a w dr. Jeskyla jest tematem na świetną książkę. Na opowieść o polityku, któremu udało się wydźwignąć z izolacji nie tylko wśród swoich przeciwników (niegdyś prawica opuszczała salę obrad Sejmu, gdy Miller wstępował na mównicę), ale też wśród partyjnych kolegów, Miller skutecznie jak mało kto wykreował swój wizerunek „silnego człowieka” i „polityka z charakterem”, a także „patrona młodych”. Tego wszystkiego nie znajdziemy w jego biografii. Zabrakło też arcyciekawego wątku – relacji szefa SLD z prezydentem”.

Tu hagiografia, tam portret wylizany, tam z kolei litania brakujących wątków… No, wszystko nie tak. Więc może wy, drogie panie, napisałybyście o Millerze? Bo przecież nikt was nie hamuje, prawda?

Wydanie: 33/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy