MSZ od środka – ciąg dalszy

MSZ od środka – ciąg dalszy

President of #Finland received credentials from new Ambassador of #Poland Jaroslaw Suchoples. 7.09.2017 Twitter TPKanslia

Kolejny ambasador „dobrej zmiany” opowiada, jak został wykończony Prof. Jarosław Suchoples – były ambasador RP w Finlandii (2017-2019), samodzielny pracownik naukowy Uniwersytetu w Jyväskylä w Finlandii Panie ambasadorze, po długich wahaniach zgodził się pan na wywiad. Dlaczego? – Widzi pan, od dawna obserwuję walkę toczoną przez mojego kolegę, ambasadora Jacka Izydorczyka, z całą tą machiną, za którą stoi wielu wysoko postawionych urzędników MSZ. Chcą, by prawda o ich działaniach nigdy nie wyszła na jaw, a Izydorczyk po prostu został opluty i zniszczony albo w najlepszym przypadku przedstawiony jako pieniacz lub nieudacznik. Udzielenie mu jakiegokolwiek wsparcia to po prostu kwestia elementarnej przyzwoitości. To tak jak w tej scenie z „Dwunastu gniewnych ludzi”, kiedy Henry Fonda czeka na poparcie kogokolwiek z sędziów przysięgłych. Jeśli je dostanie, dalej będzie mógł bronić swoich racji, de facto życia oskarżonego o morderstwo chłopaka. Jeśli nie, to po sprawie. I jeden z sędziów wbrew temu, co początkowo sam myślał, udziela mu tego poparcia. Różnica jest taka, że ambasador Izydorczyk mówi prawdę, a moje osobiste doświadczenie po prostu to potwierdza. To MSZ chodziło za mną Jak pan trafił na stanowisko ambasadora?21 – To bardzo ciekawa historia. Trochę zaskakująca. Jestem obywatelem polskim i tylko polskim, ale ze względów zawodowych od dawna mieszkam poza Polską. Moja żona pracowała w instytucjach naukowych w Poczdamie i Berlinie, ja też pracuję naukowo. Przez kilka lat pracowałem również jako profesor na uniwersytecie w Malezji. Jeden z tematów badań, które prowadziłem, dotyczył Azji Południowo-Wschodniej i Polski w okresie komunizmu. Dlatego bodajże w październiku 2013 r. odwiedziłem archiwum MSZ. Szukając depesz i raportów z tamtego okresu… – W znalezieniu materiałów archiwalnych pomagało mi dwóch pracowników MSZ, którzy okazali się dyplomatami w niełasce. Czyjej niełasce? – Ówczesnego ministra spraw zagranicznych, pana Sikorskiego. Szkoda, że nie zajął się dostatecznie energicznie, takie przynajmniej odnoszę wrażenie, choćby zmniejszeniem skali nieprawidłowości czy wręcz patologii trawiących MSZ (a ministrem był przecież stosunkowo długo), tym bardziej że spora część pracowników ministerstwa to przecież ich ofiary. Wielu trudno odmówić kompetencji i zaangażowania, ale to nie oni nadają ton. Kolejne ekipy wykorzystywały to, co zastały, i dodawały nowe warstwy patologii. Podczas kwerendy w archiwum poznałem więc pracującego tam dyplomatę, pana Antoniego Wręgę; wcześniej był konsulem w Kopenhadze, nie wiem, dlaczego trafił do archiwum, czym się naraził. Poznałem się z nim, przez następne trzy lata mieliśmy dość luźny kontakt – życzenia świąteczne, urodzinowe, to wszystko. W grudniu 2016 r., już po moim przyjeździe z Malezji, gdzie pracowałem na Państwowym Uniwersytecie Malezyjskim, dostałem od niego krótki mejl, zawierający pytanie: „Czy chce pan być naszym ambasadorem w Finlandii?”. I co pan na to? – Byłem zaskoczony. Początkowo myślałem, że to żart. Jednak okazało się, że nie. Odpowiedziałem pozytywnie, ale wtedy też zacząłem sondować, co na moją współpracę z ekipą sprawującą od półtora roku władzę powiedzieliby świat i ludzie. Ja uważam, że moim największym atutem jest reputacja. Wiem, jaką mam opinię w Finlandii, wiem, jaką mam reputację w świecie. I nie chciałem narazić jej na szwank jakimś, nazwijmy to, nieodpowiedzialnym ruchem. Dlatego pytałem ludzi: z lewa, z prawa, z centrum. Pana znajomych także. I w zasadzie wszyscy, po prostu wszyscy, mówili mi: „Bierz! Bierz, bo byłbyś głupi, gdybyś nie wziął. Bierz, bo lepiej, żeby ciebie wysłali, bo ty się znasz”. Nie ukrywam, że była to dla mnie atrakcyjna propozycja, choć miałem obiekcje i dylematy. Chociaż, powiadam, ja za nikim nie chodziłem. To MSZ chodziło za mną. I zgodził się pan. – Pod koniec grudnia 2016 r., po świętach, zaproszono mnie do MSZ. Na spotkanie z ówczesnym szefem gabinetu politycznego. To był Jan Parys. Wczytano się w moje papiery i zastanawiano, czy może wysłać mnie do Malezji. No bo przecież parę lat tam przepracowałem, parę rzeczy o tamtym regionie napisałem. Ostatecznie wybór padł na Finlandię. Było to dla mnie lepszym rozwiązaniem, ponieważ Finlandia od zawsze była zasadniczym obiektem moich zainteresowań badawczych. Znam ten kraj, i to bardzo dobrze. Rolą, jaką Finlandia odgrywa w międzynarodowej polityce, zajmuję się od 30 lat. Dlatego kiedy wspominam tę rozmowę z Parysem, pojawił się wtedy tylko jeden taki element, który… wtedy mną nie wstrząsnął,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 06/2021, 2021

Kategorie: Kraj