Minister gorszy niż powódź

Minister gorszy niż powódź

Jak jednym podpisem można uszczuplić skarb państwa o miliard, a może i dwa miliardy złotych

Ostatnie miesiące urzędowania gabinetu Jerzego Buzka sprawiają wrażenie nieprzerwanego pasma klęsk i kataklizmów – kolejne afery, powódź, załamanie finansów państwa i nieszczęścia zdają się nie mieć końca. Tymczasem w zaciszu gabinetów ludzie dobrej pracy nie szczędzą wysiłków, by pomóc gospodarce. No, może nie całej.
Przez łamy prasy – a także salę sejmową – przechodzi cyklicznie fala dyskusji na temat systemu podatkowego. Liberałowie chcą zmniejszyć podatki, by ulżyć przedsiębiorcom i zachęcić ich do tworzenia nowych miejsc pracy, inni chcą je podwyższyć albo przynajmniej utrzymać na obecnym poziomie, twierdząc, iż nie możemy sobie pozwolić na

pustoszenie i tak pustej kasy

państwa. Tymczasem wiceminister finansów, Jan Rudowski, postanowił najwyraźniej wziąć ciężar decyzji na swoje barki, wprowadzając pismem najniższej możliwie rangi drobną zmianę do obowiązującego systemu podatkowego. Jej efektem będzie uszczuplenie wpływów podatkowych państwa w wysokości trudnej do obliczenia, ale na pewno idącej w setki milionów, a być może nawet w miliardy nowych złotych.
Aby zrozumieć, co się stało, musimy przejść krótki kurs księgowości. Jednym ze źródeł dochodów państwa są opłaty za koncesje. Najbardziej spektakularne koncesje rząd sprzedał w ub.r. operatorom telefonii komórkowej. Każdy z trzech operatorów obecnych na rynku polskim zobowiązał się zapłacić za koncesje na telefonię UMTS 650 mln euro. W sumie z tytułu samych koncesji na UMTS w br. wpłynie do skarbu państwa ponad 2,5 mld zł. Ministerstwo Łączności sprzedawało też inne koncesje, już nie tak drogie, ale równie interesujące dla przedsiębiorstw telekomunikacyjnych. Nawiasem mówiąc, efektem raportu NIK nt. sposobu sprzedaży tych koncesji była dymisja ministra Szyszki i zlikwidowanie ministerstwa. Licencje są też sprzedawane jednostkom chcącym

handlować alkoholem, benzyną, bronią,

a także przedsiębiorstwom wydobywającym zasoby kopalniane spod powierzchni ziemi czy morza. W sumie sprzedaż koncesji stanowi istotny składnik wpływów budżetu państwa.
Opłata koncesyjna ma dla przedsiębiorstwa charakter podobny do inwestycji. Nie jest wykazywana w rachunku zysków i strat jako jednorazowy koszt, lecz dzielona na raty w liczbie równej liczbie lat, na które została przyznana i co roku wpisywana w koszty. Te koszty z kolei pomniejszają w danym roku zyski, od których przedsiębiorstwo płaci podatki. Tak więc przedsiębiorstwo – nawet jeśli zapłaci w pierwszym roku 100 mln zł za koncesję, która została wydana na 10 lat – to pomniejsza swoje zyski z tego tytułu o 10 mln zł w każdym roku z kolejnych 10 lat. W efekcie, przy założeniu, że przedsiębiorstwo osiąga zysk, a skala podatkowa dla przedsiębiorstw wynosi w tym roku 28%, to przez 10 kolejnych lat podatki tego przedsiębiorstwa będą mniejsze o 2,8 mln zł rocznie.
Tak było do tej pory. Pan minister Rudowski uznał najwyraźniej, iż jego rządowi

podatki już nie będą potrzebne,

a następcy mogą się martwić sami o dochody budżetowe.
20 czerwca wysłał do izb skarbowych oraz urzędów kontroli skarbowej pismo, w którym wyjaśnia, że opłaty koncesyjne powinny być zaliczane do kosztów w roku podatkowym, w którym zostały poniesione. Oznacza to, iż przedsiębiorstwa mogą obniżyć swoje podatki natychmiast po zapłaceniu koncesji, zamiast obniżać je w ratach przez kilka czy kilkanaście lat.
Ta zmiana ma daleko idące znaczenie dla przedsiębiorstw. Po pierwsze, każdy woli zapłacić podatek później niż wcześniej. Korzyść jest tym większa, im wyższa inflacja, a co za tym idzie – stopy procentowe obowiązujące w kraju. Obecna długoterminowa stopa procentowa w Polsce wynosi ok. 11%. Skarb państwa, zmniejszając w powyższym przykładzie przedsiębiorstwu podatek od razu zamiast w 10 ratach, traci ok. 11,5 mln zł!
I nie jest to jedyna strata dla skarbu państwa. Sejm uchwalił długoterminowy plan zmniejszania podatku dochodowego od przedsiębiorstw (CIT). O ile w roku bieżącym i przyszłym stawka podatku CIT wynosi 28%, to w 2003 r. spadnie do 24%, a w 2004 r. do 22%. Nasze przykładowe przedsiębiorstwo „zarobi” więc na omawianym przepisie również z tego powodu, iż będzie mogło odzyskać cały podatek według skali 28%, natomiast bez tej zmiany w przyszłych latach skarb państwa zwracałby podatki według stawek niższych o dwa i cztery punkty procentowe. W sumie w skali kraju mówimy tu o gigantycznych pieniądzach porównywalnych w skali spadku dochodów skarbu państwa ze szkodami wyrządzonymi przez powódź.
Pismo ministra Rudowskiego na razie zostało rozesłane drogą służbową i powinno się przedostać do wiadomości publicznej dopiero poprzez publikację w kolejnym biuletynie Ministerstwa Finansów, który powinien się ukazać przypuszczalnie pod koniec sierpnia. Tymczasem na jego podstawie niektóre przedsiębiorstwa zażądały

zwrotu nadpłaconych podatków

już za czerwiec, a izby skarbowe uznały ich roszczenia!
Ustalenie, o ile zmaleją podatki zapłacone przez koncesjonobiorców w tym roku, jest niemożliwe, ponieważ koncesje są wydawane przez różne organy państwowe i samorządowe. Jednakże wziąwszy pod uwagę tylko dwa największe, osiągające zyski przedsiębiorstwa telefonii komórkowej – Era i Plus GSM – można oszacować, że dzięki panu ministrowi zmniejszą one swoje tegoroczne podatki o nie mniej niż 500 mln zł. Skarb państwa nie dysponuje po prostu takimi sumami. Wydaje się więc, że Ministerstwo Finansów, aby dostosować się do interpretacji pana ministra, będzie musiało zaciągnąć dodatkową pożyczkę na rynku. Pożyczkę, którą spłaci w przyszłości rząd SLD – oczywiście, z naszych podatków.
Warto byłoby się dowiedzieć, czy minister Bauc, przedstawiając tragiczną sytuację tegorocznego budżetu w trakcie dyskusji nad jego niezbędną nowelizacją, zechciał poinformować posłów o darowiźnie swojego ministerstwa na rzecz przemysłu.

Wydanie: 33/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy