Młodszy brat Farfała

Młodszy brat Farfała

Związany z LPR absolwent szkoły medialnej ojca Rydzyka rozkłada olsztyński ośrodek Telewizji Polskiej

Tego jeszcze w historii Telewizji Polskiej nie było. Po raz pierwszy nie nadała programu informacyjnego z przyczyn pozatechnicznych; nawet w stanie wojennym „Dziennik Telewizyjny” ukazywał się na bieżąco. Gdy więc we wtorek, 28 kwietnia, zamiast „Informacji” w regionalnym paśmie TVP pojawiła się bez żadnej zapowiedzi zapchajdziura TVP Info, była olsztyńska opozycjonistka, aktorka Irena Telesz, wystraszyła się, że zaraz na ekranie zobaczy gen. Jaruzelskiego.

Dziennikarze na bruku

„Dość milczenia o TVP! Telewizja publiczna, nie polityczna”, wołały nazajutrz czarne litery na banerze przed siedzibą olsztyńskiego oddziału. Mieści się on na uboczu, więc grupa pikietujących dziennikarzy, kamerzystów, dźwiękowców i montażystów nie rzucała się w oczy. Ale skąd tu polityka, skoro poszło o zatrudnienie?
– Protestujemy przeciwko temu, żeby na funkcje dyrektorów oddziałów czy jakiekolwiek inne odpowiedzialne funkcje w Telewizji Polskiej wystawiani byli politycy. Ludzie, którzy kompletnie nie mają pojęcia, co robić. Robert Żłobiński, dyrektor TVP Olsztyn, jest właśnie takim człowiekiem, a dowodem jest to, że nie ukazał się program informacyjny. Ten pan jest politykiem, nie menedżerem, i dlatego nie potrafił utrzymać „ciągłości produkcji” – mówił w imieniu pikietujących reporter Michał Górski.
Nie potrafił, choć na etatach miał tylko czwórkę dziennikarzy. Resztę (61 osób) w różnej formie zatrudniała firma zewnętrzna TV Media, która przygotowywała ramówkę, płaciła ludziom za robotę, a Telewizja Polska jej to zwracała plus 9% prowizji. Żłobińskiemu nie podobała się ta prowizja, kazał ją wstrzymać, więc producent zewnętrzny wypowiedział umowę. Czas wymówienia minął, nic się nie zdarzyło i ludzie zostali na bruku.

Z Koszalina do Olsztyna

– Od początku wypowiedzenia dyrektor nas zwodził, nie miał żadnego pomysłu, odkładał problem na później. W końcu zapowiedział, że z każdym z nas podpisze miesięczne umowy, ale i tego nie zrobił – dodaje Michał Górski.
Kiedy więc doszło do przesilenia, cztery osoby na etacie nie były w stanie przygotować programu, choć podobno dyrektor im kibicował. Tak jak niedawno, gdy Olsztyn odwiedził Donald Tusk. TVP Olsztyn transmitowała spotkanie premiera ze studentami, dyrektor Żłobiński patrzył w ekran i w końcu zapytał: „My też to mamy?”.
Dziennikarze opowiadają, że w lutym tego roku, po odwołaniu poprzedniego dyrektora, Żłobiński, którego jak kilku innych w kraju przywieziono w teczce, pochwalił się, że zna to środowisko, bo jego dwaj koledzy pracują w telewizji. Poza tym ma dobre pochodzenie – absolwent politologii na Uniwersytecie Szczecińskim oraz toruńskiej szkoły medialnej o. Rydzyka, od lat związany z Ligą Polskich Rodzin, były asystent europosła LPR Sylwestra Chruszcza i doradca ministra gospodarki morskiej Rafała Wiecheckiego, tak samo jak on wszechpolaka. W końcu Żłobiński został wiceprezesem Radia Koszalin, a w 2008 r. wicedyrektorem Biura Administracyjnego Polskiego Radia.
Na pytanie reportera „Gazety Wyborczej”, jakie ma doświadczenie w mediach, odpowiedział: – Pisałem do różnych gazet. Do jakich? M.in. do tygodnika „Myśl Polska” i portalu internetowego Prawy.pl. Dziennikarz musiał te wypowiedzi notować, bo dyrektor zabronił mu korzystać z dyktafonu. Taki ostrożny.

Słoń w składzie porcelany

– Trzeba rozerwać te układy i powiązania producenckie w telewizji, ale Żłobiński zabrał się od d… strony, zachował się jak słoń w składzie porcelany – mówi jeden ze znawców tematu. A że młody stażem dyrektor nie miał pojęcia o kierowaniu ośrodkiem, świadczy fakt, że w dniu pikiety został odsunięty od negocjacji z TV Media. Przyjechał na nie z Warszawy Wojciech Bosak, szef Biura Zarządu TVP, i ustalił prowizję 6% na najbliższe pół roku. Jeszcze tego dnia nadano pięciominutowe „Informacje”, bez komentarza, jakby nic się nie zdarzyło. Widocznie dyrektor wyszedł z założenia, że skoro telewizja nie pokazała, to znaczy, że tego nie było.
On sam dzień wcześniej pojawił się w pracy przed godz. 8, ale gdy ujrzał szykujących się do pikiety, szybko zarządził odwrót. Nazajutrz nie chciał się w tej sprawie wypowiadać i odesłał do biura prasowego Zarządu TVP. Chyba zdaje sobie sprawę, że długo na tej posadzie już nie pobędzie.
Ma rację Janina Paradowska, pisząc w „Polityce”, że „czytanie o tym, co dzieje się w telewizji, jest często o wiele ciekawsze, niż oglądanie jej”. Słusznie też podejrzewa, że Jarosław Kaczyński nie zawahałby się zrobić porządków w publicznej TV. Donald Tusk i PO podchodzą do niej jak pies do jeża, a przy telewizyjnym żłobie robi się i smieszno, i straszno.

Wydanie: 18/2009

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy