Złodziej na słupie

Złodziej na słupie

Kradzież 10 km przewodów energetycznych pozbawiła prądu kilkanaście tysięcy mieszkańców Zabrza

Połacie zarośniętych chaszczami nieużytków. Wysoka trawa jest wydeptana, widać ślady końskich kopyt. Co sto metrów leżą połamane słupy wysokiego napięcia. W sumie – kilkadziesiąt. Obok nich kawałki pociętego drutu i rozbite izolatory. Ukradziono ponad 10 km przewodów.
W Zabrzu ten proceder jest nagminny. Energetycy nie nadążają z naprawami. Złodzieje najpierw naruszają żelbetonowe słupy – uderzeniami siekiery lub kilofa w dwóch miejscach, około metr od ziemi i mniej więcej w dwóch trzecich wysokości. Przygotowują mocną linę i czekają na dogodny moment. Żeby ukraść przewód wysokiego napięcia, nie ryzykując życiem, trzeba odciąć dopływ prądu. Najlepiej nocą, zwalając kilka słupów. Wówczas prąd wyłącza się automatycznie. Potem szybko zwija się kabel, ładuje do samochodu lub na wóz konny i ślad po złodziejach znika.

Zabrze – krok od katastrofy

– Jeszcze jedna tak duża kradzież i może dojść do poważnej awarii – obawia się oprowadzający mnie pomiędzy zwalonymi słupami Józef Bek z Rejonu Energetycznego w Zabrzu – Ostatnio nie było prądu tylko przez kilka godzin, udało nam się dosyć szybko dokonać przełączeń. Dzielnice Rokitnica i Mikulczyce mają dwie główne linie zasilania, z których teraz jedna praktycznie nie istnieje.
Z kabla energetycznego złodzieje oddają do zbiornic złomu wierzchnią, aluminiową warstwę. Można ją stosunkowo łatwo oddzielić od stalowej linki, nawet za pomocą noża. Te 10 km kabla to mniej więcej 1,5 tony aluminium. W skupach można dostać za kilogram ok. 4 zł, przestępcy zarobią więc przy dobrym układzie jakieś 600 zł.
Okazuje się, że cena skupu (4 zł) jest przybliżona do ceny, jaką Rejon Energetyczny musi zapłacić za nową linę energetyczną. Metr bieżący kosztuje 4,43 zł netto, a jeden metr waży niecały kilogram. Straty dla Rejonu Energetycznego w Gliwicach są jednak dużo większe – minimum 100 tys. zł. Trzeba odbudować infrastrukturę w trudnym terenie, użyć specjalistycznego sprzętu. Na razie szkody są szacowane przez inspektorów ubezpieczyciela.
– Niedawno byłem przedstawicielem rejonu na procesie przeciwko dwóm złodziejom, których złapano na wykopywaniu przewodów – opowiada Bek. – Sędzina pytała ich, czy zdają sobie sprawę, na jakie koszty narazili rejon. Nie mieli pojęcia.

Sygnalizatory kontra przestępcy

Przestępców energetycznych można podzielić na dwie grupy: profesjonalistów i amatorów. Ci ostatni często przypłacają chęć zarobienia paru groszy poważnym wypadkiem. Dwa tygodnie przed głośną kradzieżą także w Mikulczycach 16-letni chłopak postanowił odciąć trochę kabla. Przewód był pod napięciem. Przez ciało chłopaka przeszło 6000 V. Leżał na ziemi i tlił się. Świadkowie nie udzielili pierwszej pomocy, bo bali się wtórnego porażenia prądem.
– Jego stan jest ciężki, ma głębokie oparzenia, grozi mu amputacja kończyn – mówi ordynator siemianowickiej oparzeniówki, Marek Kawecki. – Trafia do nas wiele ofiar podobnych wypadków. Trzeba apelować, zrobić coś, aby ten rynek zniknął. Nie będzie popytu na kable, nie będzie złodziei i ofiar.
Profesjonalistom takie wypadki rzadko się zdarzają.
– Mam nawet wrażenie, że wnikliwie nas obserwują – mówi Bek. – Działają wszędzie tam, gdzie położymy nowe przewody. Teraz robimy to etapami i od razu podłączamy do wysokiego napięcia.
Niedawno złodzieje w Tarnowskich Górach próbowali zmylić policję. Anonimowo poinformowali, że gdzieś trwa awantura rodzinna. Chodziło o odciągnięcie policjantów z terenu upatrzonego na „łowisko”. Nie przewidzieli jednak, że Rejon Energetyczny w Gliwicach zaczął właśnie testowanie sygnalizatorów braku napięcia.
– Mamy oczywiście system monitorowania sieci – mówi rzecznik prasowy rejonu, Łukasz Zimnoch. – Jednak w praktyce wygląda to tak, że każdy zanik energii trzeba sprawdzić w terenie. Odległości między punktami zasilania wynoszą po kilka kilometrów. Zanim ekipa techniczna sprawdzi cały teren, po złodziejach nie ma śladu.

Nasz klient, nasz pan

– W związku z licznymi kradzieżami robi się nagonkę na punkty złomu, a zapewniam, że trudno odróżnić kabel kradziony od niekradzionego – mówi proszący o anonimowość jeden z szefów Wtórmetu w Radzionkowie. – Jeśli ktoś kradnie duże ilości, musi mieć szybki zbyt. Nie opłacałoby mu się np. ciąć tego i sprzedawać kilka razy w małych paczkach.
Wtórmet był do 1989 r. jedyną składnicą złomu w Polsce przerabiającą kable energetyczne. Od dwóch lat zakład jest sprywatyzowany i skup linki energetycznej stanowi margines jego działalności. Przestępcy są prawdziwą zmorą zarówno dla energetyki, jak i telekomunikacji. W tym drugim przypadku kable wykopuje się dla uzyskania miedzi. Aby wyłuskać ją z otuliny, trzeba opalić plastik.
Walka z tym procederem jest trudna, gdyż nie można prowadzić stuprocentowej kontroli. Rejon Energetyczny w Gliwicach jest bardzo rozległy. Dostarcza energię elektryczną do miliona stu tysięcy odbiorców indywidualnych. Sprawdzanie każdego sygnału w terenie wymaga czasu. Grupy techniczne szukające awarii w terenie nie są grupami pościgowymi. Złodziejami zajmuje się policja. Jedynym sposobem jest wprowadzenie regulacji prawnych dotyczących skupu złomu. Do ubiegłego roku trzeba było mieć koncesję na skup takich surowców, teraz nie jest już ona wymagana.

 

 

Wydanie: 44/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy