O aborcji ani słowa

O aborcji ani słowa

Sejmem rządzi 700 mln zł. Tyle jest warte podziemie, gdzie można przerwać ciążę

Pomysł PiS (na razie zgrabnie realizowany) jest następujący – tak kręcić i przeciągać, żeby projekt ustawy o świadomym macierzyństwie w ogóle nie wszedł pod obrady Sejmu tej kadencji. To nowość. Nawet odrzucenia po pierwszym czytaniu nie będzie.
Zupełnie niepotrzebnie Federacja Ruchów Obrony Życia rozsyłała posłom petycję „przeciwko mordowaniu narodu polskiego” i groziła pikietami przed Sejmem, w których miała zamiar użyć tych samych od lat zdjęć z sekcji zwłok niemowląt, co jest obrazą macierzyństwa, a nie jego apoteozą. Do tych drastycznych scen nie doszło, bo marszałek Sejmu, Józef Oleksy, po prostu zdjął z programu obrad pierwsze czytanie projektu ustawy. I po kłopocie, zarówno PiS, jak i Oleksego, który w ten sposób też uniknął jasnego wypowiedzenia się w tej kwestii. I tak sobie tego nie wyobrażam.
Na pytanie prof. Joanny Senyszyn (SLD), która promuje ustawę w Sejmie, marszałek odpowiedział, że projekt jest być może niezgodny z konstytucją.
– Już dwa tygodnie temu, kiedy pierwsze czytanie wpisano do obrad warunkowo, wiedziałam, że opozycja zrobi wszystko, by słowo aborcja nawet nie zostało w Sejmie wypowiedziane – mówi prof. Senyszyn. – Teraz, żeby sprawę przeciągnąć, wymyślono, że czekamy na ekspertyzy. Ma być ich aż siedem, bo to zajmie więcej czasu. Na razie wpłynęły trzy – dwie stwierdzają zgodność z konstytucją, jedna jest innego zdania.
Prof. Joanna Senyszyn dysponuje jeszcze jedną, pozytywną opinią, ale takie mnożenie ekspertyz, jej zdaniem, nie ma sensu. Projekt ustawy nie musi być zgodny z konstytucją. Po to jest pierwsze, drugie i trzecie czytanie, by ten problem przedyskutować, ewentualnie przepisy poprawić.
To wstyd, że posłowie boją się już nawet dyskutować o ustawie o świadomym macierzyństwie. Przecież projekt leży w Sejmie pół roku. To wstyd, że parlamentarzyści uznali, że w sprawie dopuszczalności przerywania ciąży najlepiej kręcić i odwlekać podjęcie decyzji. Skąd taki paniczny lęk? Nawet liderzy SLD dają się zastraszyć. Jeden tłumaczy, że wcale by nie chciał, żeby jego 15-letnia córka była w ciąży. Po pierwsze – byłoby to przestępstwo popełnione na nieletniej, a to reguluje inna ustawa, po drugie – z takiej niechęci do złamania dziecku życia chyba nikt nie musi się tłumaczyć. Z kolei drugi lider, nieproszony wcale przez promującą ustawę Parlamentarną Grupę Kobiet, zapewnia, że są możliwe autopoprawki. – Jakie? – pytają posłanki. – Czy tam, gdzie piszemy o refundacji antykoncepcji, czy może tam, gdzie domagamy się tzw. uświadamiania od podstawówki?
Jedno jest pewne – Sejmem rządzi 700 mln zł, bo tyle rocznie jest warte podziemie aborcyjne. To bardzo silne lobby.

Wydanie: 40/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy