Listonosz z pustą torbą

Listonosz z pustą torbą

Poczta Polska staje w obliczu konkurentów, którzy wkrótce wejdą na rynek

Gdy Zenon Laskowik, najsłynniejszy polski listonosz, rozpoczął swą służbę po latach scenicznych występów, adresaci początkowo uważali, że jego wizyta z torbą to kolejny pomysł mistrza kabaretu. Natychmiast jednak w nowej roli zyskał sympatię, która przeniosła się również na instytucję, którą reprezentuje.
Być może, powszechne zatrudnianie artystów jako listonoszy byłoby dobrym pomysłem promocyjnym dla Poczty Polskiej, ale z pewnością nie rozwiąże wszystkich problemów, przed którymi stoi nasza poczta na parę lat przed wejściem Polski do Unii Europejskiej.

Kurierzy atakują

Od dłuższego czasu kondycja Poczty Polskiej nie jest najlepsza. Sprawdza się prawidłowość, że wolniejsze tempo wzrostu gospodarczego powoduje spadek zapotrzebowania na usługi pocztowe. Urzędy, instytucje i przedsiębiorstwa wysyłają coraz mniej przesyłek. W rezultacie poczta notuje regres we wszystkich praktycznie rodzajach swoich usług, zaś przychody firmy następują niemal wyłącznie w drodze wzrostu cen usług. W latach 1999-2001 wydajność pracy jednego zatrudnionego spadła o 2,4%, a wydatki na płace zwiększyły się realnie o 7%. W dodatku poczta ponosi koszt potężnych inwestycji rozpoczętych w minionych latach (ponad 450 mln zł), spłaca kredyt zaciągnięty w ubiegłym roku, musi regulować zobowiązania wynikające z licznych umów podpisanych przez poprzednią ekipę. Wiele z nich zawarto na szkodę firmy, toczą się w tych sprawach dochodzenia prokuratorskie.
Wzrost cen usług i kosztów działalności nie jest metodą, którą można kontynuować, gdy Poczta Polska spotyka się i będzie spotykać w przyszłości z coraz silniejszą konkurencją. W tej chwili tylko dla naszej poczty zastrzeżone jest przekazywanie przesyłek o masie do 2000 g. Obszary zastrzeżone – wyjaśnijmy – są rozwiązaniem powszechnie przyjętym w całej Europie, mającym chronić interesy narodowych operatorów pocztowych. W przeszłości większość państw Unii Europejskiej także zastrzegała dla swoich poczt przesyłki o wadze do 2000 g, ale od 2001 r. obszar zastrzeżony kończy się na listach przekraczających 350 g (rozwiązanie takie przyjęły też Węgry, a Holandia, mająca najsprawniejszą chyba pocztę świata, zastrzegła tylko wagę do 100 g). Inni operatorzy mogą również wysyłać lżejsze listy, ale muszą pobierać co najmniej pięciokrotność taryfy pocztowej za najlżejszy. Jeśli zatem znaczek na najlżejszy list kosztuje dziś w Polsce 1,1 zł, to firma kurierska może przesłać jakikolwiek list, niezależnie od wagi, pod warunkiem że każe sobie zapłacić co najmniej 5,50 zł. Firmy kurierskie działające na polskim rynku śmiało wchodzą jednak w obszar zastrzeżony, nie stosując cen minimalnych, bo – po pierwsze – kary są za to niewielkie, najwyżej kilkusetzłotowe – a po drugie – przepisy są tak skonstruowane, że łatwo je ominąć. Wystarczy inaczej nazwać to, co się przesyła, bez używania słów „list” czy „przesyłka pocztowa” (zastępując je np. określeniem „pakiet”).

Ludzie listy piszą

Od początku przyszłego roku obszar zastrzeżony dla Poczty Polskiej ma być ograniczony tylko do listów lżejszych niż 500 g, zaś w chwili wejścia do UE – do obowiązujących tam obecnie 350 g. – Oznacza to dla nas zmniejszenie obrotów o 3% i spadek przychodów o 54 mln zł rocznie. I, szczerze mówiąc, nie jest to wielkie zagrożenie – mówi Leszek Kwiatek, dyrektor generalny Poczty Polskiej.
Istotnie, suma ta nie ma znaczenia na tle przychodów przekraczających 5,5 mld zł rocznie. Ale problem polega na tym, że w chwili wejścia do Unii Europejskiej do Polski, będącej już częścią wspólnego rynku, zdecydowanie wkroczą nie tylko firmy kurierskie, ale i poczty z innych państw. W 2006 r. obszar zastrzeżony w UE zostanie obniżony do 50 g, co bardzo ograniczy monopol Poczty Polskiej. Chociaż sztuka epistolarna w dobie SMS-ów zanika, to jednak nasza poczta w ubiegłym roku przesłała ponad półtora miliarda listów zwykłych, prawie 300 mln poleconych i ponad 380 mln druków bezadresowych. Do tego dochodzi 220 mln wpłat na rachunki bankowe, 85 mln przekazów emerytalno-rentowych i najrozmaitsze inne usługi, takie jak np. prenumerata, wpłaty dla ZUS czy przekazy pocztowe.
O tę pulę warto się bić. Nie jesteśmy bez szans, bo nasza poczta ma atut w postaci ludzi – zatrudnia ok. 100 tys. dobrze na ogół wykwalifikowanych pracowników (dla porównania: w poczcie niemieckiej pracuje 276 tys. osób, zaś w holenderskiej 63 tys. osób). Najważniejsze zaś, że dysponuje ona ponad 8 tys. placówek. Tak gęstej sieci nie ma żadna inna instytucja w kraju. Ale ostatecznie zwyciężą ci, którzy będą obsługiwać 38 mln Polaków szybciej, taniej i bardziej niezawodnie niż konkurencja. To zaś można osiągnąć dzięki automatyzacji obrotu pocztowego, modernizacji urzędów i włączeniu ich do sieci informatycznej, unowocześnieniu taboru. A na to potrzeba pieniędzy.

Kto skoczy na pocztę?

Analitycy rynku pocztowego przewidują, że za kilka lat rynek unijny podzieli pomiędzy siebie czterech-pięciu największych operatorów: najprawdopodobniej poczta niemiecka, holenderska, francuska, brytyjska i włoska. Deutsche Post – najbliższy i najbardziej agresywny sąsiad Poczty Polskiej – już dziś opanowała 24% rynku listów, ale w ostatnich latach otrzymała od państwa niemieckiego 12 mld marek na restrukturyzację. Nasza poczta z własnych środków może zaś pokryć tylko minimalną część nakładów, potrzebnych na dostosowanie swojej infrastruktury do standardów unijnych.
Konkluzja jest prosta – Poczta Polska przestanie być liczącym się operatorem na rynku usług pocztowych w kraju, jeśli nie otrzyma znaczącego wsparcia finansowego ze strony państwa. A byłaby to inwestycja wprawdzie długofalowa, ale na pewno opłacalna, bo dostępność usług pocztowych w Polsce jest wciąż jeszcze wyraźnie mniejsza niż w większości państw zachodnioeuropejskich. Dość powiedzieć, że w Polsce jeden pocztowiec obsługuje 377 mieszkańców, podczas gdy we Francji – 202, w Holandii – 250, w Niemczech – 297, w Szwecji – 190. We wszystkich tych państwach poczta jest lepiej wyposażona i w większym stopniu zautomatyzowana niż u nas. Dystans, który trzeba nadrobić, jest więc jeszcze spory i jeśli nie nadrobi go Poczta Polska, z pewnością uczynią to jej potencjalni konkurenci.


Zmiany w sieci placówek pocztowych w latach 1998-2001
Rok Placówki likwidowane Placówki nowo tworzone Przekształcenia placówek w agencje pocztowe Stan placówek i agencji pocztowych na koniec roku
1998 30 85 164 7837
1999 71 122 356 7888
2000 87 263 324 8064
2001 97 253 341 8223

 

Wydanie: 16/2002

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy