Co gryzie prokuratorów

Co gryzie prokuratorów

Który z podległych Andrzejowi Seremetowi ludzi zdecyduje się odważnie powiedzieć, co myśli?

Gdyby nie tragiczne zdarzenie związane z samobójczą próbą płk. Przybyła i konflikt między prokuratorem generalnym Andrzejem Seremetem a naczelnym prokuratorem wojskowym gen. Krzysztofem Parulskim, niewiele osób interesowałoby się tym, co się dzieje w tej instytucji. Ostatecznie szef wojskowych prokuratorów stracił stanowisko, a płk. Przybyła skierowano na obserwację w klinice psychiatrycznej. Przy okazji kilka tysięcy prokuratorów i asesorów otrzymało surową lekcję – jakakolwiek niesubordynacja i krytyka przełożonych spotka się z natychmiastową reakcją.

Zewsząd krytyka

I tak tocząca się od miesięcy debata na temat nowelizacji Ustawy o prokuraturze stała się bardzo trudna. Który bowiem z podległych Andrzejowi Seremetowi ludzi zdecyduje się odważnie powiedzieć, co myśli? Choćby o niskich zarobkach będących największą bolączką 5597 prokuratorów i 679 asesorów zatrudnionych w prokuraturach rejonowych i okręgowych.
To słuszne, że prokurator generalny domaga się przyznania autonomii budżetowej. Bo jak można mówić o niezależności, skoro dziś o wysokości budżetu decyduje minister sprawiedliwości?
Na zrozumienie i wsparcie ze strony polityków prokurator Seremet liczyć nie może. Ich poglądy kształtuje wspomnienie o porządkach Zbigniewa Ziobry i jego zaufanych prokuratorów: Engelkinga, Święczkowskiego, Barskiego, Ocieczka…
By obraz stał się pełniejszy, dodajmy negatywne publikacje prasowe i program Polsatu „Państwo w państwie”, prezentujący sprawy, o których prokuratura wolałaby zapomnieć. Prokurator Seremet robi, co może. Lecz na niewiele zdadzą się uwagi podobne do tej, wygłoszonej przez niego 2 lutego w Senacie: – Łatwo jest czytać ukazujące się obecnie w prasie artykuły, które wskazują na miażdżące uzasadnienia sądów niektórych aktów oskarżenia czy niektórych działań prokuratorów. To z pozoru wydaje się rzeczywiście proste.
I dalej: – Bywa również tak, że Sąd Najwyższy, kiedy uchyla wyroki w postępowaniach kasacyjnych, w miażdżących słowach krytykuje oba sądy, sądy pierwszej i drugiej instancji. Ważne jest to, żeby w ocenie dowodów i sposobie prowadzenia sprawy nie doszło do rażącego i oczywistego naruszenia prawa.
Praktyka bywa inna. Nie brakuje przykładów wskazujących, że jeśli w uzasadnieniu prawomocnego wyroku znajdą się opisy „rażącego i oczywistego naruszenia prawa”, to minie wiele lat, nim odpowiedzialny za to prokurator zostanie rozliczony. Co gorsza, mimo rozdziału funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości większość prokuratorów nadal uważa, że obowiązujące rozwiązania ustrojowe i gwarancje mające zapewnić im niezależność są niewystarczające. Prezentują oni także pogląd, że obecne usytuowanie, skład i kompetencje Krajowej Rady Prokuratury nie są wystarczającym gwarantem realizacji jej podstawowego zadania, to znaczy stania na straży niezależności prokuratorów.

Wędrujące akta

Okazuje się, że ostatecznie jedyną gwarancją niezależności jest nie ustawa, ale siła charakteru. Oczywiście nikt nie sięga do jednoznacznych uwag czy gróźb. O wiele skuteczniejsze są metody subtelne i zgodne z prawem. Akta mogą zacząć wędrować z jednej jednostki do drugiej. Mogą zmieniać się prowadzący sprawę prokuratorzy. Można awansować zbyt dociekliwego referenta do wydziału, gdzie spraw się nie prowadzi…
Wielu prokuratorów uważa też, że zbyt rozbudowane zostały struktury zajmujące się nadzorem nad ich pracą. Zwracają uwagę, że ich decyzje i jakość aktów oskarżenia weryfikowane są na co dzień przez sądy. Na zawarte w ankiecie prokuratora generalnego pytanie: „Czy pozytywnie ocenia Pani/Pan wprowadzenie systemu ocen pracy i planowania rozwoju zawodowego prokuratorów?”, zdecydowana większość odpowiedziała, że nie.
Moim zdaniem prokuratorzy nie mają zaufania do tych, którzy ich oceniają, i traktują system ocen jako zamach na swoją niezależność.
Nikt też nigdy nie badał warunków pracy prokuratorów, zwłaszcza w prokuraturach rejonowych. Nie pytał, czy są zadowoleni z pracy. Nie interesował się tym, jaki jest jej wpływ na życie osobiste, rodziny, znajomych i przyjaciół. Nie jest tajemnicą, że nawał obowiązków często prowadzi do kłopotów rodzinnych i rozwodów. Prokuratorom nie wypada też bywać w lokalach rozrywkowych, bo nie wiadomo, kogo mogą tam spotkać i czy ktoś nie zrobi zdjęcia, z którego przyjdzie się potem tłumaczyć. W 2003 r. przytrafiło się to rzecznikowi prasowemu Prokuratury Okręgowej w Katowicach, prokuratorowi Tomaszowi Tadli, gdy się okazało, że bawił się na imprezie z Henrykiem M., podejrzewanym wówczas o udział w mafii paliwowej.
Myślę, że minister sprawiedliwości i prokurator generalny, nim wezmą się do nowelizowania Ustawy o prokuraturze, powinni zlecić badania socjologiczne prokuratorów. Ci bardzo niechętnie mówią o swoich kłopotach. A przecież mają one wpływ na jakość ich pracy. Jeśli zależy nam, by ta ważna instytucja właściwie pełniła swoją funkcję w społeczeństwie, powinniśmy o tym wiedzieć.

Wydanie: 7/2012

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy