Przewodnik po Sejmie

Przewodnik po Sejmie

W parlamencie posłowie walczą o pomieszczenia dla klubów

Tydzień przed pierwszym posiedzeniem czwartej kadencji w Sejmie panują pustki. Czasami wyłożone marmurami korytarze ożywają, gdy przemykają nimi szkolne wycieczki albo przebiegnie jakiś poseł. Po gmachu kręcą się też robotnicy, bo kilkanaście sal jest remontowanych. Przed pomieszczeniami dotychczas zajmowanymi przez Unię Wolności (która zniknie z sejmowej mapy) piętrzą się stosy mebli. W kilku toaletach mało gustowne, seledynowe kafelki wymieniane są na eleganckie płytki w kolorze kawy.
Jednak ten marazm to tylko pozory. Cały czas trwa cicha walka. Tym razem nie polityczna – boje toczą się bowiem o… pokoje dla klubów i ich miejsca na sali.

SLD i PSL bez zmian

Sejmowa administracja wyliczyła już powierzchnię biurową przypadającą na jednego posła: dwa metry kwadratowe. To norma niższa niż standard utrzymywany w więzieniach. Pracownicy Kancelarii Sejmu nie chcą jednak zdradzić, jak z ciasnotą poradzą sobie kluby i w jaki sposób się rozmieszczą.
– Wszystko odbywa się na zasadzie porozumień i dogadywania się między partiami – mówi dyrektor biura informacyjnego, Stanisław Kostrzewa. – My tylko przygotowujemy wstępną propozycję.
SLD nie chce wprowadzać zamieszania możliwego po zmianie numerów telefonów. Dlatego Sojusz pozostanie na swoim miejscu, choć czeka go kilka zmian. Lewica zajmie m.in. pokój 103, znany z tego, że – według sejmowego zwyczaju – urzęduje w nim szef najliczniejszego klubu. Gabinet jest położony w wygodnym miejscu: w głównym korytarzu, blisko sali obrad. SLD miał na niego chrapkę już wtedy, gdy z AWS wystąpił SKL i Akcja przestała być największą partią w parlamencie.
Sojusz zyskał również salę im. Rataja, w której przez ostatnie cztery lata AWS organizował konferencje prasowe. Do swojej dyspozycji mają też kilkanaście sal (w nie uwzględnionym na rysunku korytarzu B).
Lokalizacji na pewno nie zmieni klub PSL. – Zajmiemy niewiele więcej przestrzeni niż dotychczas. Dostaniemy jeden dodatkowy pokój po Unii Wolności, naprzeciwko naszych obecnych pomieszczeń – mówi rzecznik PSL, Przemysław Szustakiewicz. – Cieszymy się, że naszymi sąsiadami będzie Unia Pracy.
Znacznie mniej posłów PSL uradowała wiadomość, że otoczy ich Samoobrona, ale robią dobrą minę do złej gry: – Dzięki temu będziemy mieć znakomity punkt do obserwowania ich zachowań – twierdzi Szustakiewicz.

Sejmowi nowicjusze

Platforma Obywatelska wprowadzi się do kilku pomieszczeń zwolnionych przez SLD. Przeszłość głównego pokoju (numer 110), który zajmie PO, jest interesująca ze względu na częste zmiany – co kadencję urzęduje w nim inne ugrupowanie. Najpierw rezydowała tam Unia Pracy, potem SLD, teraz PO. Posłowie Platformy będą musieli przejść długim korytarzem, by trafić do pozostałych pomieszczeń, należących do ich klubu, a leżących w jednym z bocznych przejść.
Dwa pokoje po UW, położone w rogu budynku, dość daleko od sali obrad, zajmie Unia Pracy, która – mimo koalicji z SLD – utworzy własny klub parlamentarny. – Są bardzo skąpe, ale zdaję sobie sprawę, że Sejm ma ograniczoną powierzchnię – mówi lider UP, Marek Pol. – Taka była propozycja Kancelarii Sejmu i my ją po prostu przyjęliśmy.
W hierarchii liczebności pomieszczeń znacznie awansuje ugrupowanie braci Kaczyńskich. Zamiast zaledwie dwóch pokojów PiS będzie miał ich aż siedem. Mimo to rzecznik ugrupowania, Adam Bielan, nie do końca jest zadowolony z takich ustaleń. – Chcieliśmy zostać tam, gdzie byliśmy w poprzedniej kadencji, czyli w części dawnych pomieszczeń AWS. Naszym sąsiadem jest PO, czyli ugrupowanie, do którego nam blisko – wyjaśnia. – Ale powierzchnia przypadająca na jednego posła jest zbyt mała. Będzie ciasno.
W kilku sporych pomieszczeniach po unitach ulokuje się też Samoobrona. Ta lokalizacja jest niezbyt fortunna, bo przed UW mieścił się tu klub KPN, który również przegrał wybory. – Jeszcze ich nie widziałem, ale z tego, co wiem, są dobre – cieszy się przewodniczący Samoobrony, Andrzej Lepper. – Obyśmy nie skończyli jak Unia Wolności.
Kolejna nowa partia w Sejmie, LPR, dostała do dyspozycji pięć małych sal.

Bałagan na sali

Spore problemy były też z rozmieszczeniem ugrupowań na sali obrad. Zgodnie z sejmową tradycją, po lewej ręce marszałka licznie zasiądzie lewica. Rozgorzały jednak spory, z kim ma sąsiadować. Teoretycznie fotele obok SLD powinni zająć posłowie Samoobrony – partii uznanej za lewicową. Taki wariant nie podobał się PSL-owi. Ostatecznie jednak miejsce między Sojuszem a ludowcami przypadło Lepperowi i jego współpracownikom. – Będziemy ich godzić, gdy się pokłócą – zapowiada szef Samoobrony.
Kłopoty sprawiała też Liga Polskich Rodzin, której przypadły miejsca po prawej ręce marszałka. Jednak LPR nie uważa się za partię skrajnie prawicową i chce się zamienić miejscami z PiS. – Nigdy się na to nie zgodzimy – protestuje Adam Bielan z PiS. Czyżby utarczki o lokale były zapowiedzią przyszłych sejmowych bitew?


W Sejmie można funkcjonować, w ogóle go nie opuszczając. Wszystko, co potrzebne człowiekowi do życia, znajduje się na miejscu. Jest fryzjer, basen, kwiaciarnia, sklepy, kaplica, bankomaty. Kwitnie też życie towarzyskie. W sejmowych lokalach często można złapać na przyjaznej pogawędce posłów z przeciwnych ugrupowań, którzy na widok kamery błyskawicznie odskakują od siebie i udają, że nie mają ze sobą nic wspólnego.

Bar za Kratą – ulubione miejsce spotkań (nie tylko służbowych) posłów i senatorów. Nazwa wzięła się od artystycznie wykutej kraty, oddzielającej lokal od sejmowego korytarza.
Hawełka – czyli hotelowa restauracja. Oparła się zabiegom warszawskich radnych, którzy chcieli zabronić w niej sprzedaży alkoholu. Można dobrze i całkiem tanio zjeść.
Kwity – czyli druki z projektami ustaw i wszelkie inne dokumenty.
Okrągły stół – czyli miejsce spotkań dziennikarzy, przede wszystkim radiowych, ale także telewizyjnych i prasowych. Kiedyś rzeczywiście okrągły, teraz kwadratowy. Zmienił się kształt, nazwa pozostała.

 

Wydanie: 2001 42/2001

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy