Młody Tyrmand, czyli amerykańskie nieszczęście

Młody Tyrmand, czyli amerykańskie nieszczęście

Im mniej wiem, tym głośniej mówię. Nie jest to, niestety, reklama aparatów słuchowych, ale wierny opis Matthew Tyrmanda. Nie znacie? Nie szkodzi, bo nikt nie zna. Może jeszcze ci, którzy byli aktywni w latach 50., pamiętają starego Tyrmanda, czyli Leopolda. No właśnie, tego od kolorowych skarpetek. A młody? Uwierzył, że jest prorokiem, i przyjechał do kraju przodków z misją cywilizacyjną. I zarobkową. Bo przytargał książczynę o sobie i ojcu. Czy może odwrotnie? Jak na autora Matthew ma bardzo widoczny kłopot z rozumieniem słów, których używa. Tuska i Rostowskiego uważa za bolszewików, a rząd USA za socjalistów. Obawiamy się, że nasza medycyna nie jest w stanie mu pomóc. Dobra wiadomość jest przy tym taka, że Matthew zapowiedział, że nie będzie inwestorem na polskim rynku finansowym. No i chwała Bogu, bo chciałoby się rzec, że wystarczy nam już różnych własnych nieszczęść.

Wydanie: 42/2013

Kategorie: Przebłyski
Tagi: Przebłyski

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy