MON w składzie porcelany

MON w składzie porcelany

Prasa podała, że polskie wojsko przyjęło standardy NATO w dziedzinie wyższych stanowisk w Sztabie Generalnym. Zamiast 47 mamy teraz 28 etatów generalskich w SG, zamiast 329 posad dla pułkowników – tylko 24, zamiast 333 miejsc dla podpułkowników – 215. Może należałoby i temu przyklasnąć, bo MON od dawna spóźnia się z wprowadzaniem koniecznych reform w armii, gdyby nie fakt, że po raz kolejny min. Janusz Onyszkiewicz i jego najbliższe (cywilne) otoczenie przeprowadzili tę operację bez rękawiczek.
Niemal z dnia na dzień wojskowi z długoletnim stażem zostali postawieni przed alternatywą – albo zgodzisz się na niższą pozycję w hierarchii, albo pójdziesz na 12 miesięcy do tzw. rezerwy kadrowej, by czekać na odpowiedni etat. Z przecieków wynika, że zwłaszcza wśród pułkowników dokonana została prawdziwa rzeź niewiniątek. Odsuwanym od służby ludziom MON ani nie dziękuje, ani nie zastanawia się, jak im pomóc. Niektórzy szepczą, że to kolejny etap w taktyce kierownictwa resortu, które najchętniej miałoby armię “w ogóle bez kadry”. Prasa nie podała całej prawdy o redukcjach. Okazuje się, że liczby etatów wyższych oficerów były narzucane arbitralnie przez MON i nie do końca zgodnie ze standardami Sojuszu. Podobne cięcia miały już miejsce w ministerstwie oraz w Dowództwie Wojsk Lądowych, a za chwilę dotkną następnych struktur, przy czym stracą na tym nie tylko oficerowie, ale także chorążowie. Następcy obecnych “posiadaczy” etatów będą zarabiać po 200-300 zł mniej.
Najgorsze, że przy okazji przeprowadzonej bez wyobraźni reformy, ugodzono w poczucie godności kadry – i tak już nadwerężone w ostatnich latach. Oficerowie powtarzają, że tak nie wolno ludzi traktować. W przeciwieństwie do kapelanów, którzy dostają po kilka gwiazdek za samo “dzień dobry”, zwykły pułkownik, aby dosłużyć się tego stopnia, musi przez lata wykazywać się dobrymi wynikami, kończyć kolejne szkoły… Wojskowi mówią, że min. Onyszkiewicz i tym razem udowodnił, że nie wie, co znaczy honor oficera. Złośliwi dodają, że człowiek, który publicznie oświadcza, że choć prawo mówi, że dowódcą armii jest szef Sztabu Generalnego, to i tak on, cywil, uważa się za “wojskowego” zwierzchnika wojska, po prostu nie ma pojęcia, co robi.

Wydanie: 16/2000

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy