Morawiecki odleciał

Morawiecki odleciał

„Niesiemy Ciebie, Polsko, jak żagiew, jak płomienie. Gdzie Cię doniesiemy?”, pytał z emfazą Kornel Morawiecki, otwierając jako marszałek senior obrady nowo wybranego Sejmu. Wystarczyły zaledwie cztery miesiące, by sam sobie odpowiedział. Niestety, nie jest to odpowiedź na miarę pompatycznych deklaracji kreującego się na autorytet moralny polityka. Promowany przez pisowskie media na sumienie polityki Morawiecki trafił do Sejmu po 25 latach bezskutecznych zabiegów o poparcie wyborców. Swój pierwszy w życiu mandat zdobył, startując z listy egzotycznego ruchu Pawła Kukiza. Ruchu, z którym się rozstał w rekordowym tempie po głosowaniu na dwie ręce, a i wcześniej miał kłopoty z lojalnością wobec swojego klubu poselskiego. Infantylne i pokrętne tłumaczenia Morawieckiego, po tym jak zagłosowała za niego koleżanka z klubu, potwierdziły tylko, że mity i wykreowane zasługi z przeszłości nie wytrzymują konfrontacji z rzeczywistością. Żałosne kłamstewka i bezwstydne przekonanie o słuszności swojego zachowania to nie pierwszy problem Morawieckiego w tym Sejmie. Już wcześniej mówił głupstwa, które przyjmowano w milczeniu, by nie urazić starego opozycjonisty. Trzeba zaś było reagować, gdy ogłosił, że nad prawem jest dobro narodu, a prawo, które nie służy nam, jest bezprawiem. Mówił to w Sejmie, który przecież po to jest wybierany, by mądrze prawo stanowić. Na pytanie, czym jest to dobro narodu ponad prawem, Morawiecki nigdy nie odpowiedział. Bo i co miał powiedzieć? Prawdę, czyli to, co w gruncie rzeczy myśli – że o tym, co jest dobrem narodu, rozstrzyga on, PiS, ich obóz polityczny? A reszta, czyli większość Polaków? Kto o tym zdecyduje? Czyż nie Morawiecki ma być tym wielkim interpretatorem? A skoro tak, to czy głosowanie na dwie ręce nie było właśnie zgodne z dobrem narodu? Sam Morawiecki nie musi przecież przestrzegać prawa, które mu nie służy. Po głosowaniu powiedział, że nic specjalnego się nie stało. Że to, co robi, jest w porządku. W sensie moralnym. I Morawiecki pewnie zostanie już w tym przekonaniu na zawsze.

A jeśliby w tym, co się dzieje, szukać jakiegoś optymistycznego odniesienia, jedno nasuwa się samo. Polska miała dużo szczęścia, że zdążyła okrzepnąć, zanim Morawiecki z tymi poglądami trafił do Sejmu. Polacy w 1989 r. wykazali wielką mądrość, odrzucając koncepcję jego Solidarności Walczącej i popierając politykę Okrągłego Stołu.

Wydanie: 16/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy