Dziury w murze

Dziury w murze

Trump jako globalny żart, kto wie, czy nie największy w XXI w. Chyba nie doceniam tego, co świat czeka w przyszłości. W Polsce też mamy wesoło. Człowiek, którego celem jest ograniczyć wolność, wybrany został przez pismo „wSieci” na Człowieka Wolności roku 2016. Prezes na gali oświadczył: „Wierzymy, że przyjdzie taki czas, że można będzie powiedzieć o Polsce jako kraju niezwykłej wolności. Że nasz naród jest predestynowany do tego, by doprowadzić do wielkiego wybuchu wolności: w sferze kultury, ekonomii, wszystkich ważnych sferach. Wierzymy, że przyjdzie taki czas”.

Doprawdy przypominają się dawne czasy, kiedy wolność oznaczała zniewolenie, a demokracja brak wolności. Słowa zostają wypatroszone z dawnych znaczeń. A ten wybuch wolności? Kaczyński zdaje się w to wierzyć. To też zbliża go do komunistów – wierzyli, że święty cel uświęca środki. A wybuch w sferze kultury? Jako człowiek kultury spodziewam się doświadczyć tego na sobie. Ciekawe, czy urwie mi tylko nogi, czy też głowę?

Wydaje mi się, że było to niedawno, ale lata lecą – pamiętam, jak Antoni Macierewicz wprowadzał Romana Giertycha na salony polskiej prawicy i mówił, że to będzie niezwykle cenny nabytek dla myślenia narodowego, na dodatek pan Roman ma świetne warunki fizyczne. Teraz czytam Giertycha, który pisze kpiący list po wypadku samochodowym Macierewicza: „Przepraszam Cię, Polsko, za to, że po 2007 zająłem się swoimi sprawami i pracą zawodową, a nie jeździłem z wykładami, mówiąc wszystkim, że ich poznałem i to są świry. Przepraszam Cię”. Po latach wybaczam Giertychowi nawet Ligę Polskich Rodzin, chociaż już sama nazwa tej partii mogła budzić trwogę. Nie jest przypadkiem, że dawni ludzie PiS czy bliscy tej formacji, tacy jak Giertych, Marcinkiewicz i Dorn, najmocniej teraz i najcelniej ją krytykują.

Wróciłem ze Szczecina – jedno z bardziej udanych i owocnych spotkań autorskich, jakie miałem. Nocleg i spotkanie na Zamku Książąt Pomorskich. Przyszło co najmniej 200 osób, wieczór poezji, ale nie mojej. Czytałem wybrane przez siebie wiersze Anny Świrszczyńskiej, Mieczysława Jastruna i Bolesława Leśmiana. Piękna harfistka grała na pięknej harfie. Może więc nie jest tak źle z odbiorem poezji, jak mi się czasami zdaje. Ona żyje w ludziach, ale chowa się po kątach, gdyż wszyscy są zabiegani. Przy okazji odkryłem, że wraca czas aluzji, była ona potęgą w latach PRL. Aluzja ma się zawsze dobrze pod presją, gdy nie ma wolności słowa lub jest zagrożona. Zrobiłem na spotkaniu kilka aluzji i sala świetnie reagowała. Aluzja to takie puszczanie oka, które zmusza słuchacza, by rozwiązał zagadkę.

Po spotkaniu idę do pobliskiego muzeum Centrum Dialogu Przełomy, projektu Roberta Koniecznego. W zeszłym roku centrum wygrało konkurs na najlepszy budynek świata. To jest kamienna posadzka szybująca w górę, a pod nią budynek. Na sztucznym zboczu w lecie jeżdżą na rolkach, zimą dzieci na sankach. Obok niezwykły gmach filharmonii, ten z kolei zdobył tytuł najlepszego budynku w Europie. Interesujące rzeczy dzieją się w polskiej architekturze. W centrum debata, w której z marszu biorę udział. Znajomy szeptem objaśnia mi, kto pisowiec, a kto liberał. Tak się porobiło.

Ekipa telewizji publicznej u mnie w domu. Dwie rzeczy tu osobliwe: pierwsza, że się zgodziłem wystąpić, druga, że na liście zakazanych na Woronicza jeszcze mnie nie ma. A zgodziłem się, gdyż tematem była depresja, a tu mogę ludziom pomóc. Miła redaktorka, bardzo profesjonalna ekipa. Do czego nas doprowadzili, że to dziwi.

Nigdy nie lubiłem Wałęsy, z wyjątkiem czasu strajku w stoczni, kiedy jak wszyscy go uwielbiałem. W roku 1981 na prośbę ludzi, którzy chcieli ukazać prawdę o nim – wydawał się niebezpieczny dla Solidarności – zbierałem relacje o nim jego współpracowników, też Anny Walentynowicz, Bogdana Borusewicza i Aliny Pienkowskiej. Mówili o nim okropne rzeczy. Robiłem to z przekonaniem, że służę dobrej sprawie. Na szczęście nie zdążyłem tego wydrukować, bo przyszedł stan wojenny. Bohdan Borusewicz teraz Wałęsy broni, podobnie jak ci, którzy zlecili mi wtedy zbieranie tego materiału. Rozumiem ich. I też go bronię. Co nie zmienia faktu, że myślę, że to okropny człowiek. Tak jednak ułożyła się historia, że stał się nośnikiem wielkich zdarzeń i symbolem. Jego wszystkie wady są jak na dłoni. Zalety raczej ukryte, ale niektóre widać i słychać. Narcyzm i niebywała próżność to nie zalety. A jednak nie mogę się pogodzić z tym, jak próbuje się go upokorzyć i zniszczyć. To oczywiste, że PiS chce pisać swoją historię, gdzie Lech Kaczyński zastąpi Wałęsę. A czy sam Wałęsa nie jest znakomitym uosobieniem Polski z jej wadami i zaletami? Zdumiewające połączenie chłopa i szlachcica, cwaniaka i bohatera. Na dodatek jest jak Szwejk, nie wiadomo – geniusz czy idiota. Bez tych paradoksów nie da się zrozumieć Polski. I jak nie stać murem za Lechem, chociaż ten mur ma takie wielkie dziury?

Wydanie: 6/2017

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy