Psychoterapia narodowa

Psychoterapia narodowa

Opowiadano kiedyś dowcip o jegomościu, który cierpiał na impotencję. Ta niemoc doprowadziła go do depresji. Przyjaciel, któremu się zwierzył ze swoich problemów, polecił mu wizytę u lekarza. Kiedy spotykają się znów po kilku tygodniach, przyjaciel widzi, że druh niedawno pogrążony w depresji tryska radością i chęcią życia. „Byłeś u lekarza?”, pyta. „Byłem u psychoanalityka!”. „I co? Pomogło? Już nie jesteś impotentem?”. „Impotentem jestem nadal, ale jestem z tego dumny!”.

Dowcip taki sobie. Ale prawdziwy. Zapewne oburzą się na mnie psychoanalitycy i psychoterapeuci, że z nich drwię. Niesłusznie. Z nikogo nie drwię, a psychoterapia, z grubsza rzecz biorąc, na tym właśnie polega. Polega na leczeniu kompleksów.

W przypadku bohatera naszego dowcipu można było zapewne leczyć impotencję. Gdyby leczyć ją skutecznie, usunięto by źródło kompleksów i w końcu depresji. Można też było, pozostawiając przyczynę kompleksów, poprawiać samopoczucie delikwenta.

Z narodem jest jak z tym delikwentem. Ma różne słabości, a ich świadomość rodzi kompleksy. W tym przypadku także są dwie drogi terapii. Można słabości usuwać, a tym samym usuwać zrodzone z nich kompleksy. To zadanie trudne, czasochłonne, kosztowne, dla pacjenta nieraz bolesne, ale dające nadzieję na wyzdrowienie. Łatwiej jednak prowadzić swoistą narodową psychoterapię.

Jako naród mamy mnóstwo kompleksów. Jesteśmy ubożsi niż społeczeństwa zachodnie, nasza nauka nie może dogonić nauki w przodujących krajach, słabo znamy języki i trudno nam się dogadać za granicą, mamy rozmaite zapóźnienia cywilizacyjne, mamy opinię pijaków, a w dodatku różne, niekoniecznie piękne, epizody w historii (tymi pięknymi już dawno zdążyliśmy się pochwalić). W zestawieniu ze światem zachodnim, który po otwarciu granic stał się nam dobrze znany, wstyd było się przyznać do ksenofobii, nietolerancji, nacjonalizmu.

Wszystkie te kompleksy im bardziej i głębiej skrywane, tym bardziej nas frustrują. Każdy, kto się czuje odpowiedzialny za naród, a więc jego elita, a już na pewno rządzący, powinien dążyć do usunięcia przyczyn kompleksów. Stawiać na naukę i edukację, otwierać się na świat, wspierać innowacyjność, tępić narodowe wady, umacniać praworządność, rozliczyć się z historią, piętnować nietolerancję, ksenofobię, nacjonalizm. Od 30 lat nikt nam tego nie broni. Jesteśmy wolni. Ale to pociąga za sobą koszty. Nie tylko materialne.

Można też wybrać inną drogę. Mniej męczącą. Można, jak w koszmarnej bajce, wszystkie wady ogłosić cnotami. Nie znasz języków? Co z tego? Niech inni się uczą polskiego! Wstydzisz się swojego zacofania, swojej zaściankowości? Niepotrzebnie. To nie zacofanie, to trwanie przy odwiecznych wartościach! Porównujesz się do innych i obawiasz się, że jesteś gorszy, więc chcesz podjąć wysiłek, by być lepszym? Po co? Ty już jesteś lepszy! To oni są gorsi od ciebie! Oni są zdegenerowani. Kibole to nie rozwydrzone prymitywy, ale wzorowi patrioci, podobnie jak fanatyczni narodowcy, jawnie nawiązujący do faszyzmu. Chcesz przeprosić za winy przodków? Jakie winy? My zawsze byliśmy tymi dobrymi, tymi szlachetnymi. Tylko nam robiono krzywdę przez wieki, my nigdy nikomu. Ani się waż przepraszać! Wstań z kolan!

No to wstajemy. Dziś ok. 40% społeczeństwa zachwyca się postępami narodowej psychoterapii. Nie trzeba już się pilnować, by nie ujawnić nacjonalistycznych poglądów, nie trzeba się wstydzić antysemityzmu, udawać, że się jest tolerancyjnym. Koniec z lewacko-liberalną poprawnością polityczną! To, czego dotąd należało się wstydzić, dziś jest powodem do chwały. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, że przestaliśmy gonić stare demokracje zachodnie, że staczamy się na margines Europy. Zadowoleni z siebie rujnujemy instytucje demokratycznego państwa prawa, szkielet każdej demokracji. Oddalamy się od wartości zachodnich. Zbliżamy się coraz bardziej do Wschodu, którym skądinąd przy każdej okazji demonstracyjnie gardzimy.

Kołtun polski rośnie. Specyficznie polski. Nawet miał nazwę, która w didaskaliach państwa PiS brzmi prawie patriotycznie: plica polonica. Jeszcze trochę, a uwierzymy, że świat nam tego kołtuna zazdrości. Prezes państwa jest także naczelnym psychoterapeutą narodu. Chyba nawet dlatego właśnie został tym prezesem, że znał prawidła psychoterapii.

Wydanie: 13/2019

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Komentarze

  1. Radoslaw
    Radoslaw 27 marca, 2019, 10:20

    „W zestawieniu ze światem zachodnim, który po otwarciu granic stał się nam dobrze znany, wstyd było się przyznać do ksenofobii, nietolerancji, nacjonalizmu.”
    Rzecz w tym, że świat zachodni wcale nie stał sie Polakom znany. Polacy znają ów mityczny Zachód albo z perspektywy wycieczek turystycznych, a jeśli na tym Zachodzie sie zainstalowali, to w wiekszości przypadków nie wnikają w jego historie, uwarunkowania społeczno-gospodarcze itd. Polacy widzą w Zachodzie tylko to, co pasuje do ich mitu o Zachodzie. Dostrzegają oczywiste przewagi cywilizacyjne, ale kompletnie nie rozumieją ich źródeł. Oczywiście, najłatwiej powiedzieć, że wszystkiemu winna „komuna” – tylko, że to kompletna nieprawda. A wystarczy sobie zadać takie pytanie – jak to możliwe, że w podrecznikach akademickich matematyki, fizyki czy chemii prawie nie ma polskich nazwisk? Jak to możliwe, że I RP, która rościła sobie pretensje do władania całą wschodnią Europą na przestrzeni kilku wieków, miała znikomy wkład do europejskich osiągnieć w dziedzinie inżynierii czy przyrodoznawstwa? Jak to możliwe, że ta rzekoma potega I RP została rozbita w puch przez małą Szwecje, kraj lasów, skałek i lodów? A potem bez problemu podzielona miedzy sasiadow.
    A może to kwestia organizacji? A może państwo, gdzie kilka procent uprzywilejowanej szlachty dusiło w pańszczyźnianym ucisku wiekszość pozostałej populacji, dławiło rozwój miast – takie państwo nie miało racji bytu w urbanizującej sie, napedzanej przez rewolucje przemysłową Europie?
    Oczywiście, Zachód zdobył ogromną przewage korzystając z wielowiekowego wyzysku kolonii. Ale to w żaden sposób nie usprawiedliwia polskiego wstecznictwa – zwłaszcza dziś.
    Powtarzam jeszcze raz z maniackim uporem – tzw. wolność przyszła do Polski w 1989 roku o pokolenie za wcześnie. Potrzeba było jeszcze wielu lat kształcenia, wychowania i stopniowego otwierania społeczeństwa na Zachód. Procesu, który zaczął sie już epoce Gierka i trwałby dalej, to było nieuchronne. A jednocześnie powoli odchodziłyby w cień najgorsze post-szlacheckie upiory: buta, pieniactwo, prymitywny nacjonalizm, religijny fanatyzm, pogarda dla niższych klas społecznych. Te upiory odrodziły sie w sprzyjających warunkach brutalnego kapitalizmu po 1989 roku i takie są dziś skutki.

    Odpowiedz na ten komentarz
    • Karol
      Karol 28 marca, 2019, 16:13

      Zapoznienie cywilizacyjne mozna skutecznie a nawet spektakularnie nadrobic, jak demonstruje to obecnie wiele panstw azjatyckich, w tym Chiny.
      Chyba mniej sie przejmuja historia i szukaniem przyczyn swojego, juz nieistniejacego zapoznienia, za to szukaja szansy we wszystkim co oferuje wspolczesnosc we wszystkich dziedzinach, mimo obcego pochodzenia tej cywilizujacej oferty.
      Zamiast umiejetnie wstrzlic sie w cywilizacyjna oferte, tracimy energie na awatury, klotnie o historyczna prawde i wieczna kompensacje zakompleksienia w przedstawiony przez Pana Wiadeckiego sposob, pozwalajacy na w miare dobre samopoczucie w zaciszu prowincji albo zgodnie z zasada; po co babcie denerwowac, niech sie babcia cieszy.
      Ten zabieg kompensacyjny, jakkolwiek w wymiarze indywidualnym przejsciowo wskazany, w wymiarze zbiorowym moze wywolac stan malo produktywnego blogostanu czy wrecz bezruchu.
      Sporo musialo go byc w pierwszej Rzeczpospolitej, ktora bardziej na nas ciazy, niz nam sie to wydaje.

      Odpowiedz na ten komentarz
      • Radoslaw
        Radoslaw 29 marca, 2019, 14:21

        Zgadzam sie w zupełności, a Chiny to przykład, który to potwierdza. Należy zadać sobie pytanie – co jest ważniejsze: demokracja czy stabilność państwa? Odpowiedź brzmi: jeśli chcemy mieć państwo demokratyczne, to trzeba zapewnić ciągłość i stabilność rozwoju państwa w ogóle. W Polsce w 1989 roku ta ciągłość została przerwana, zaczął sie gospodarczy chaos i grabież, a to doskonałe warunki rozkwitu fanatyków i obłąkańców wszelkiej maści. Maniackie grzebanie sie w historii (tzn. tym, co w niej wygodne) służy usprawiedliwianiu obecnej niekompetencji i odwracaniu uwagi od spraw aktualnych.
        Może ktoś zadałby sobie pytanie: jak to możliwe, że Polska Ludowa, mimo wszystkich wad centralnie sterowanej gospodarki, zdołała w ciągu 18 lat zbudować niemal do połowy elektrownie atomową w Żarnowcu, w połowie siłami polskich przedsiebiorstw, ? Natomiast wolnorynkowa (czyli rzekomo sprawniejsza) III RP potrafiła tylko te inwestycje utopić w błocie i w ciągu nastepnych 30 lat nie potrafiła nawet ustalić lokalizacji nowej inwestycji? Jedyne, co sie świetnie udało to wydanie kilkuset mln. na sowite zarobki, bezwartościowe analizy, studia wykonalności itp. szum informacyjny.

        Odpowiedz na ten komentarz
  2. Anonim
    Anonim 28 marca, 2019, 15:04

    w kwestii nauki to się z panem nie zgodzę kiedyś nauczanie miało poziom a dziś szkoda słów żal tylko ludzi kompletnie nieprzygotowanych na to że złodziej i morderca może bezkarnie wejść do domu i w razie czego to pan by został oskarżony o przekroczenie granic obrony koniecznej dziś nawet bank jest w stanie oszukać i naciągnąć każdego człowieka my polacy zawsze zachłystywaliśmy się przysłowiowym g..byle ładnie zapakowanym i zachodu nigdy nie potrafiliśmy docenić tego co mieliśmy dobre jesteśmy łatwowierni i naiwni niczym dzieci byle osioł nam jest w stanie wszystko wcisnąć mówię tu o tych matołach co podpisywały traktat akcesyjny jak w ogóle można było to podpisać

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy