Zawrót głowy od sukcesów

Zawrót głowy od sukcesów

Szef rządu nie bez powodu podał do wierzenia, że polska polityka wschodnia odniosła sukces, a jeśli czegoś zaniedbano, to zbrojeń, co od dziś zaczynamy naprawiać.
Kijowski Majdan był sukcesem, wielkim zwycięstwem sprawy europejskiej. Przyciągnięcie uwagi Europy Zachodniej do Ukrainy – sukces. Sankcje przeciw Rosji, jakkolwiek niewystarczające – także sukces. Ameryka przysłała samoloty i żołnierzy – od dawna upragniony sukces, tym milszy, że obiecują więcej. Potwierdziło się, że Stany Zjednoczone w swojej strategii dotyczącej Ukrainy bardzo Polski potrzebują i na rząd polski bardzo liczą. Mało powiedzieć, że to sukces, to spełnienie marzeń. Przyłączenie Krymu do Rosji wydaje się stratą, ale ponieważ słuszność jest po naszej stronie, moralnie my jesteśmy zwycięzcami.
Zbrojenia na ogół rządy umieszczają po stronie wydatków, a ludność cywilna widzi w nich wyrzeczenia, gdy jednakże przynoszą wzmożenie patriotyczne, trzeba je uznać za sukces. Polityka historyczna bez świeżej pożywki mogłaby uschnąć, co byłoby klęską, bo w Polsce pod obecnym panowaniem jest ona najwyższą formą polityki, usilnie przez państwo podsycaną, hołubioną, uprzywilejowaną; ale nie wyschnie, bo dzięki nowej fazie polityki wschodniej będzie jeszcze lepiej karmiona.
Euforia, jaka zapanowała w oficjalnej Warszawie rządowej, partyjnej i telewizyjnej, świadczy, że obrót spraw ukraińskich jest tu uważany za wielki sukces polityki wschodniej.
*
Pomyłki komentatorów wynikają często z niecierpliwości. Na przykład ja: gdybym poczekał kilka dni, nie wydziwiałbym, że antysemityzm neobanderowców nie jest potępiany. To są antysemici, ale to są nasi antysemici.
*
O tych zbrojeniach mówi się dużo; jeżeli trzeba na gwałt się zbroić, to znaczy, że wojna jest możliwa. Jeżeli Krymem przejmujemy się, jakby leżał zaraz za Bugiem, to wojna prawie już się zaczęła. Polski rząd poczuł się w pilnym obowiązku zwołać przedstawicieli państw NATO w sprawie punktu 4, czyli że nasza granica jest zagrożona. Nie uzyskał potwierdzenia tego zagrożenia, ale gest w stronę wojny został uczyniony. Już wszyscy mówią o wojnie. Jedni żartem, drudzy z przekąsem, ale na oko oceniając, jakieś 50% pyta z ciekawością zabarwioną niepokojem. Mam kontakty z ludźmi ze wschodniej Polski, w Poznaniu, na Śląsku może nic sobie z tego nie robią.
Nie tylko zbrojenia budzą niepokoje wojenne. O wiele bardziej wojną śmierdzi propaganda telewizyjna. Dziennikarka i zaproszony były minister spraw zagranicznych, dziś senator,  licytują się, które z nich zażąda ostrzejszych sankcji. Dziennikarki nic nie zadowoli prócz wypowiedzenia Rosji wojny. Były minister proponuje – dyplomatyczna głowa – cały łańcuch powiązanych ze sobą sankcji gospodarczych, ale tak sprytnie dobranych, żeby w efekcie końcowym w budżecie rosyjskim powstała olbrzymia dziura, a ta dziura powinna wywołać masowe bunty, a bunty rewolucję. Czym Unia Europejska w końcu jest – wołał słowami i mową ciała – wspólnotą wartości czy tylko wspólnym rynkiem? Jeżeli jest wspólnotą wartości – demokracji, wolności, praw człowieka – to zdaniem senatora powinna urządzić Rosjanom tę dziurę budżetową i tę rewolucję (przeciw Putinowi, więc trzeba bezzwłocznie działać), choćby ich znowu musiały zginąć miliony.
Polska została postawiona na żelazne szyny chimerycznej wojny z Rosją o Ukrainę i nie zboczy z nich inaczej niż wskutek przypadkowego wykolejenia. Żadnego przywództwa świadomego, co się z Polską i wokół Polski dzieje, nie widać na horyzoncie. Śmieszna wojna (bo że może być rzeczywista, mimo wszystko nie wierzę) została uznana za najważniejszy cel naszego państwa, a wszystko inne będzie miało osłabione znaczenie, tak jak w PRL najważniejsza była „budowa socjalizmu”, a cała reszta miała tylko temu służyć. Gdy grzmią armaty, milkną muzy – co wykładam następująco: żadna poważna twórczość, żadne głębsze myślenie, żadne szlachetniejsze uczucia nie są możliwe, gdy ludzie są zaabsorbowani wojną już się toczącą lub dopiero przygotowywaną. Dla pokoleń urodzonych w czasach pokoju wojna jest możliwością pociągającą, fascynującą; to ona tworzy bohaterów, oddziela „dobro” od „zła”, uwalnia od nudy codziennych zatrudnień. W młodszym pokoleniu już od jakiegoś czasu widzi się objawy podświadomego pragnienia udziału w czymś, co by przynajmniej było podobne do wojny. „Nigdy więcej wojny”? Niby dlaczego mamy być jej pozbawieni?
Niewiele czasu minęło od zmiany ustroju, gdy państwo polskie z coraz większym nasileniem zaczęło przybierać pozę państwa heroicznego, wojowniczego symbolicznie, a teraz już chce być wojownicze naprawdę. Pedagogika narodowa powoli, ale konsekwentnie dochodziła do konkluzji, którą dziś eksponuje: patriotyzm to gotowość oddania życia za ojczyznę.
Dla mojego pokolenia wojna to strach, brud, okaleczenia. A później przez lata przeżywanie tego jeszcze raz we śnie.
*
Od lat powtarzano w sposób dziennikarski i „naukowy”, że w amerykańskiej strategii rolą Ukrainy jest odepchnięcie Rosji od Morza Czarnego i niepozwolenie jej stać się mocarstwem. „W tej wizji Ukraina byłaby jednym z państw frontowych, nowym graczem występującym w barwach (…) atlantyckiego globalizmu” (Andrew Wilson). Uczeni z Harvardu głosili, że bez Ukrainy Rosja utraci historyczną tożsamość. Czy myśleli, że to nie dojdzie do uszu Putina? Gdy on wyciągnął z tego wnioski, rozległ się krzyk, że jest nieprzewidywalny i utracił kontakt z rzeczywistością.

Wydanie: 13/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy