Żyj dla firmy, pracuj dla firmy…

Żyj dla firmy, pracuj dla firmy…

Właśnie kończy się czas urlopów i wakacji. Większość Polaków, jak na mieszkańców „zielonej wyspy” i pilnych budowniczych kapitalizmu przystało, nie wyjeżdżała nigdzie poza miejsce swojego zamieszkania. Tradycyjnie już ok. 60% osób żyjących w kraju „sukcesu transformacji i wzrostu gospodarczego” nie było nigdzie na urlopie. Zazwyczaj z braku odpowiednich środków finansowych. Ale też z powodu pilnowania swoich miejsc pracy.
Obecnie nikt nie musi zmuszać pracowników do ciągłego wykazywania własnej przydatności – dziś uczestnicy wyścigu szczurów sami siebie poganiają do jeszcze szybszego biegu. Jak twierdzi Zygmunt Bauman, „żadna inna forma kontroli społecznej nie jest skuteczniejsza od widma niepewności unoszącego się nad głowami tych, którzy podlegają kontroli”. Widmo niepewności zatrudnienia przypomina rzeszom pracowników w Polsce każdego dnia o tym, co Ralph Emerson zauważył dawno temu – „gdy jeździmy na łyżwach po cienkim lodzie, wówczas nasze bezpieczeństwo zależy od naszej szybkości”. To zdanie mogłoby być hasłem wiszącym przy wejściu do wszystkich zakładów pracy, biurowców korporacji oraz firm kierowanych przez menedżerów i innych funkcjonariuszy obecnego systemu.
Nowy typ kontroli jest szczególnie skuteczny w warunkach, kiedy na jedną ofertę pracy na stanowisku sekretarki zgłasza się 300 chętnych osób – to przypadek z Wrocławia sprzed dwóch tygodni. Nie jest to wyjątek, a raczej norma. Absolwenci wyższych uczelni są gotowi pracować za darmo tylko po to, aby zaliczyć staż i zdobyć papier poświadczający ich „doświadczenie zawodowe”. A jak już znajdą pracę, to będą się jej kurczowo trzymać za wszelką cenę. Od jednej z młodych urzędniczek pracujących w Urzędzie Marszałkowskim we Wrocławiu usłyszałem ostatnio, że „musi wykonywać każdego dnia wiele idiotycznych i bezsensownych prac, ale nie ma sensu tego komukolwiek zgłaszać i naprawiać, bo wiadomo, jak wygląda rynek pracy”. Dziewczyna wie, co mówi, bo na jej miejsce czeka długa kolejka chętnych do wszelkich poświęceń.
Dokręcanie śruby w miejscu pracy jest wyjątkowo łatwe, jeśli dominującym przekonaniem dociskanych osób jest wiara w skuteczność działań na własną rękę. „Nie opłaca się podejmować wspólnych działań, tylko indywidualne strategie i przechytrzenie innych może zagwarantować nam sukces”, to dogmat nieszczęsnych jednostek. Ta logika została w pełni zaprezentowana w skali mikro w programach typu „Big Brother”. Stanowiły one nie tylko prymitywną rozrywkę, ale też laboratorium, w którym można oglądać zachowania obecne w Polsce na co dzień. Zwłaszcza w sferze zawodowej. Zwięźle podstawową regułę obowiązującą w społeczeństwie rynkowym, gdzie zanika wspólna przestrzeń publiczna, opisuje Zygmunt Bauman: „Zyskujemy tyle, ile stracą inni, ani trochę więcej. Zysk zaś innych będzie naszą stratą”. „Big Brother” to gra w wykluczenie – albo ja pokonam konkurentów i pozostanę w grze, albo oni zniszczą mnie i znajdę się za burtą. Łączenie sił wydaje się niepotrzebne, a wspólne działania zbyt niepewne i mgliste. Dawny podział z okresu PRL na „my” i „oni” został zastąpiony przez podział „ja” i cała reszta. W ten sposób zorganizowane grupy pracowników zamieniają się w potulnych i samokontrolujących się współczesnych niewolników. Wszyscy są dla siebie obcy. W takich warunkach jakikolwiek sprzeciw i opór wydaje się niemożliwy. Pozostaje naiwna wiara, że może „właśnie mnie się uda”. Nic nie odbywa się za darmo – króluje indywidualna strategia, to są również prywatne koszta: uzależnienia od alkoholu i innych środków pozwalających przetrwać kolejny dzień, różne stany depresji, dolegliwości alergiczne i powszechność chorób o podłożu psychosomatycznym, zapotrzebowanie na pomoc psychologów i psychiatrów. Spychane na bok problemy publiczne stają się troskami pacjentów gabinetów psychologów i psychiatrów.
Tak na naszych oczach więdnie sfera obywatelska, a nierozwiązane problemy publiczne redukuje się do poziomu prywatnych trosk, z którymi ludzie rzekomo mają sobie sami radzić. Nie dziwi więc, że przynależność do organizacji związkowych jest jedną z najniższych w Europie, a 30. rocznica powstania „Solidarności” nikogo nie obchodzi poza uczestnikami rytualnych i sztywnych akademii. Na nic starania mediów, które próbują podtrzymywać szum wokół rocznicowych wspomnień i kłótni. Ludzie mają inne zmartwienia niż przepychanki Tuska, Kaczyńskiego i innych postaci z odchodzącej epoki.
Tyle że współczesnych problemów w sferze publicznej nie da się rozwiązać ani na własną rękę, ani nawet w granicach państwa narodowego – Polacy ze swoją postawą stają się główną siłą dumpingu socjalnego dla pracowników w całej Europie. Włoscy związkowcy już używają określenia polacchizzati, które ma oznaczać tych, którzy dali się „spolakować” – czyli dają się wyzyskiwać, harują za nędzne grosze i męczą się każdego dnia w pracy.
Zespół Kult i Kazik Staszewski grali w latach 80. utwór „Tan”:
To znowu nowy dzień
To poranne podróże – raz krócej, raz dłużej
W obie strony, przygarbiony, pochylony
W obie strony, przygarbiony, pochylony
W obie strony…
Pracujesz dla fabryki
Fabryka żywi
I życie dla fabryki
Śmierć dla fabryki
Pracujesz dla fabryki
Fabryka żywi, żywi, żywi
Żyjesz dla fabryki
Umierasz dla fabryki
A które prawo dla nas
A które prawo dla nich?
Pomimo upływu czasu dziś przekaz tego tekstu w warunkach „realnego kapitalizmu” jest bardziej aktualny niż w czasach PRL. Wystarczy zamienić słowo fabryka na firma, korporacja czy urząd i wszystko będzie się zgadzało. Brutalizacja stosunków w miejscu pracy i w całym społeczeństwie sprowadza ludzi tylko do roli drobnych śrubek w fabryce, które można wyrzucić, gdy zardzewieją.
Na rynek pracy wchodzą kolejne roczniki absolwentów polskich uczelni. Świeże mięso napędzające wzrost PKB. Część z nich wybierze rolę lepiej opłacanej siły roboczej za granicą. Poza wyższymi zarobkami standard Europy Zachodniej gwarantuje również lepsze traktowanie w miejscu pracy. Czas, aby ktoś z nich spytał elity władzy: „Kiedy wreszcie zajmiecie się realnymi problemami społecznymi, które ludzie mają obecnie w Polsce, zamiast ględzeniem o przeszłości i historii?”. Taki ruch społeczny na rzecz ożywienia sfery publicznej i zmiany tematów sporów politycznych jest niezbędny, aby wyjść z oparów polskiego zaścianka.

Wydanie: 36/2010

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy