W Kutnie jesienią

W Kutnie jesienią

Ostatni dzień w Paryżu słoneczny i rześki. Zachód słońca zastał nas na moście Aleksandra III. Sekwana z szerokim pasmem słonecznego blasku, rozmigotanym srebrem i złotem. Tak było zawsze, ale dopiero Turner i impresjoniści to dostrzegli i nam ujawnili. W Muzeum d’Orsay spotkanie z obrazem Cézanne’a „Dom powieszonego”, reprodukcja wisiała kiedyś w gabinecie mojego ojca, ale tu dopiero ma duszę. Podobno Bonnard chyłkiem zakradał się do muzeum, gdzie wisiały jego obrazy, by je poprawiać. Artur Nacht-Samborski, o którym pisałem tydzień temu, znajomy mojego ojca, podarował mu obraz, ale trzymał go u siebie w domu, bo ciągle coś domalowywał, aż umarł. I obrazu nie dał.

Do Polski wraca się bez dyskomfortu cywilizacyjnego, ale z politycznym. Po programie telewizyjnym o Nagrodzie Nobla rozmawiamy o zbliżających się wyborach. X, który był kiedyś znanym reporterem, mówi mi: „W latach 70. tyle jeździłem po Polsce, a nie zauważyłem, jak głupie i dziecinne jest polskie społeczeństwo. I mam o to do siebie żal”. Nie wiem, czy się z nim zgadzam. Na pewno wielki festyn Solidarności zaburzył nam ostrość widzenia i stworzył wiele złudzeń na temat Polaków. Potem był ten pierwszy rok stanu wojennego, kiedy tak wielu ludzi zachowywało się szlachetnie. Ale proszę, nawet w słowie szlachetny jest szlachta, a jej spuścizna jest straszna. Już przed wieloma laty pisałem, że za zgnojenie duszy polskiego chłopa ciąg­le płacimy wysoką cenę społeczną. A to jest szkoda do naprawiania na pokolenia.

Zaraz po Paryżu do Kutna. Nie wiem, czemu Kutno kojarzy mi się z czymś prowincjonalnym, może to wina Tuwima i jego wiersza ze słowami: „Rzuciłbym to wszystko, rzuciłbym od razu. / Osiadłbym jesienią w Kutnie lub Sieradzu”. Dworzec w Kutnie niedawno odnowiony, czysto, przytulnie, europejsko. Taksówkarz – starszy, czerstwy mężczyzna – pytany, co słychać w mieście, nie narzeka. Część zakładów padła, za to powstała największa w Polsce ubojnia. Podobno pracują tam głównie Ukraińcy. Myślę: a więc tutaj zmierzają z całego kraju transporty bydła na rzeź. I dreszcz mi przechodzi po plecach. Przecież biorę w tym udział, jedząc mięso.

Dom kultury w Kutnie – po remoncie okazały i elegancki. Idziemy szukać obiadu, deptak całkiem, całkiem, plac Piłsudskiego, ale restauracji nie widać. Za to na placu Wolności zgromadzenie, pełno sztandarów. Myślałem, że to rolnicy, ale okazało się, że narodowcy. Ruszyli pod hasłem „Precz z imigrantami”. Patrząc na te ogolone głowy, na gęby, na durne hasła, na te wrzaski, myślałem: o ileż ci cudzoziemcy lepiej się prezentują od was. Pod każdym względem. I poczułem jakby przeciąg czasu: Republika Weimarska, początek lat 30. Ale narodowcy szli na plac Piłsudskiego w zupełnej pustce, nikt się nimi nie interesował, a też w nieświadomości, że marszałek nienawidził takich jak oni. I miał wizję Polski wielu narodów. Przed wojną w Kutnie dominowali Żydzi. Ale tak bardzo ich teraz nie ma, że nawet nasi faszyści mają problem, by wybierać ich jako obiekt nienawiści. Teraz złego i obcego uosabia imigrant. Czytam w internecie: „Kutno przeciw imigrantom! Serdecznie zapraszamy za tydzień o godz. 15 na plac Wolności, pokażmy, że Kutno również nie chce nielegalnych imigrantów. (…) Najwyższy czas powiedzieć stanowcze NIE zdradzieckiej polityce Platformy!”. A obok wzruszający apel: „W tym tygodniu oprócz manifestacji antyimigranckiej organizujemy jeszcze jedno wydarzenie, mianowicie oddawanie krwi. (…) Pomóżmy tym, którzy potrzebują naszej krwi, do zobaczenia w piątek w kutnowskim punkcie krwiodawstwa”. To typowe, kibice piłkarscy mają zwykle sierocińce, którymi się opiekują. Zło i głupota też toczą swoją grę z sumieniem.

Do Kutna skierował mnie Ogólnopolski Konkurs Literacki im. Szaloma Asza, żydowskiego pisarza pochodzącego z tego miasta. Byłem w jury. Ucieszył wysoki poziom prac. Jednak powszechność pisania w internecie jakoś przekłada się na poziom konkursów literackich. Ale nie jest to gwarancja „produkcji” geniuszy. Powszechność podnosi poziom, ale często też go uśrednia. Tematyka żydowska była w tych opowiadaniach dosyć częsta, lecz podejmowana taktownie i niekoniunkturalnie. Konferencja prasowa, a potem Ani Boleckiej i mój wieczór autorski. W końcu rozdanie nagród, były władze miasta i dobry spektakl – „Skrzypek na dachu”. Duża sala, ale zabrakło miejsc dla chętnych. Entuzjastyczne przyjęcie musicalu. Mała wydaje się na tym tle manifestacja narodowców. To fala, która jednak w Polsce wzbiera. I jest prowokowana przez polityków.

Wydanie: 43/2015

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy