A złodzieje ciągle hardzi

A złodzieje ciągle hardzi

Nic tak dobrze PiS nie wychodzi jak dewastowanie kolejnych środowisk i grup zawodowych. Gdyby spojrzeć na Polskę pod kątem zarzutów, które są stawiane wszystkim przeszkadzającym tej partii w drodze do kolejnych podbojów, to mamy najwyższy na świecie odsetek złodziei. Kto jeszcze nie został obrzucony tym epitetem? Złodziejami dla polityków PiS są w większości sędziowie, lekarze rezydenci, samorządowcy z opozycji, nauczyciele protestujący przeciwko rujnującej oświatę minister Zalewskiej, media niefinansowane przez PiS, roszczeniowi, bo protestujący rodzice niepełnosprawnych, rolnicy i sadownicy domagający się jakiegoś wsparcia od rządu, zagraniczne banki. Oczywiście bez Banku Zachodniego WBK, dziś Santander Bank Polska, który tak dobrze i dożywotnio wyżywił premiera Morawieckiego. Uzupełnienie tej listy zostawiam Czytelnikom. Tylko proszę nie kłamać. Nie piszcie o złodziejach, którzy mając legitymację PiS albo należąc do całego obozu „dobrej zmiany”, obsiedli tysiące bardzo dobrze opłacanych posad. Ostrzegam po dobroci, bo za takie gadanie można trafić na jakiegoś gorliwego prokuratora, który w rewanżu za przyśpieszoną ścieżkę awansu zaprosi do siebie. Ale nie na herbatę, tylko na przesłuchanie. Miło nie będzie. A w kolejnym etapie takiej rozwojowej sprawy może być tylko gorzej. Sądy zostały już przecież zdobyte. W roli egzekutora Sądu Najwyższego wystąpił prezydent Duda, całkowicie bezwolny wykonawca najbardziej absurdalnych i sprzecznych z prawem pomysłów rządzącej partii.

I tak od paru dni jesteśmy w krainie sądowego chaosu. Absurd goni absurd. W gruncie rzeczy nie ma już nikogo, kto by potrafił się poruszać w zgodzie z kolejnymi ustawami, poprawkami ustaw i poprawkami poprawek ustaw.

Trudno też w sposób zrozumiały dla niefachowców wytłumaczyć szkodliwość tego, co się stało z sądownictwem. Do zwykłych ludzi zapaść sądownictwa dotrze dopiero za jakiś czas. A i wtedy wszystkie dokuczliwości, jakie ludzie napotkają w sądach, zostaną przez PiS zrzucone na kastę sędziowską i oczywiście złodziei. No i na komunistów, którzy od czasu PiS mnożą się w Polsce szybciej niż króliki. Z pewnością nie jest to określenie eleganckie. Ale od dłuższego czasu mam wrażenie, że do tej władzy trzeba mówić takim językiem, jaki rozumie. Dowiodła przecież, że znając 300-400 słów, można być nawet ministrem. I jak Patryk Jaki kandydatem na prezydenta stolicy.

Wydanie: 38/2018

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Komentarze

  1. staach
    staach 19 września, 2018, 15:21

    Szanowny Panie Domański.
    W psychologii istnieje stwierdzenie że na chama działa tylko siła.Jeśli chodzi o”dyskusję” z dobrą zmianą to nie wiem jakiego rodzaju inwektywy można by użyć w zmaganiach ponieważ pis wyczerpał już wszystkie dostępne możliwości.Tym knajackim językiem w pis-ie posługuje się były fryzjer czy ogrodnik jak i profesor uniwersytetu.Nigdy nie podaruję poprzednikom że przez 8 lat nie potrafili/nie chcieli przetrzebić szeregi tego motłochu,a dzisiaj o 6-tej rano motłoch wysyła po nich antyterrorystów,a ja się walę w durny siwy łeb klnąc”co ja tu robię”?

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy