Numerek dla Rzeczypospolitej!

Znajomy – Złota Rączka – podczas naprawy kolanka pod zlewem usilnie prosił, bym sprawdziła w Internecie, czy on jest na liście. – Muszę być – chełpił się – bo jak byłem w wojsku, to zgłosiliśmy się z kolegą do politruka, że chcemy walczyć z Amerykanami, co męczą Wietnamczyków napalmem. Major mówi, że naszych wojsk tam nie ma, a my na to, że pojedziemy na szkolenie do Moskwy, a potem do Wietnamu. A stamtąd chcieliśmy prysnąć do Ameryki.
Sprawdziłam, Złotej Rączki nie ma, choć nazwisko ma niepospolite. Jak to jest, mamy na liście 12 Janów Pietrzaków, a jego nie ma!
– Co za ch… z tego majora, nawet mnie nie odnotował, to brak szacunku dla prostego człowieka – mówi Złota Rączka – jaka to sprawiedliwość, jakbym miał studia, to zaraz by mi d… spisał, a jak miałem maturę, to mogłem prowadzić działalność wywrotową i ubecki pies z kulawą nogą nawet mnie nie obwąchał.
Pocieszam go, że może ma teczkę, a nie chcieli go na tajnego wywiadowcę, bo wiedzieli, że był niezłomny, ale jest niepocieszony.
Są więc i tacy, którzy cierpią z powodów, z których inni się cieszą.
Karuzela na korbkę uruchomiona przez Wildsteina kręci się dziś wokół teczek, ale kręci się wolniej, a jej popychanie wymaga większej siły. Jest to kolejny falstart. Do wyborów daleko, a zapiekłość ludzka już impet traci.
Sprawiedliwość w naszym ukochanym kraju, jak kot, własnymi ścieżkami chadza. Widzieliśmy na ekranie bolejącą prof. Jadwigę Staniszkis. Mówiła, jaką traumę przeżyła. Była wręcz bliska samobójstwa, gdy się okazało, że ujrzała swoje nazwisko na liście agentów. Mówi się, że to „Gazeta Wyborcza” jest winna, bo nazwała listę W. listą ubecką. A kto werbował agentów, kto pisał notatki służbowe, skąd IPN ma informacje? Tak, wiemy już, że nie jest to wyłącznie lista agentów, ale również kandydatów i tym podobnych, niemniej jednak jest to lista sporządzona z materiałów bezpieki, a więc ubecka, choć niekompletna.
Pani profesor dowiedziała się, że nie była agentką po trzech najgorszych godzinach swego życia. Nie rozumiem tej rozpaczy. Jestem przekonana, że nie byłam agentką i nawet gdyby ktoś pokazał mi teczkę, z której czarno na białym wynika, że doniosłam na własną matkę, nic by to nie zmieniło tak w przeświadczeniu matki nieboszczki, jak i w moim.
Jadwiga S., na swoje szczęście w nieszczęściu, jako osoba znana z telewizji, mająca rozległe znajomości, nie musiała czekać jak zwykły zjadacz kaszanki w kolejce do teczki. Od razu znalazł się usłużny jawny współpracownik IPN, historyk Friszke, który uspokoił ją, że była tylko kandydatką i mogła nawet nie wiedzieć, że ją wybrano! Wtedy to z całą mocą i w całej rozciągłości poparła Wildsteina.
Nie wiem, czy pamiętacie, drodzy czytelnicy, pieśń, którą śpiewało się w stanie absolutnego upojenia alkoholowego, w zbrodniczym PRL-u, który zostanie za chwilę zdelegalizowany przez Kaczory, owa pieśń miała taki refren: „Wania kandydat do partii, Grisza jest członkiem KC”. Jednym słowem, pani profesor była tylko kandydatką na członka, cokolwiek to znaczy.
Pan Friszke zrobił to, co może zrobić tylko sąd! Powinien odpowiedzieć za naruszenie prawa, ale chodzi w glorii, bo ma dostęp do czegoś, czego ludzie się boją! Wyobrażam sobie dalszy ciąg rozszerzonej lustracji, kiedy mamy takich znawców prawa.
Skąd zatem bierze się zdziwienie, że w aferze starachowickiej kolega kolegę ostrzegł? Tak, wiem, zaraz zarzucą mi demagogię i nieuprawnioną zbitkę. Zderzenie autorytetów moralnych nieposzlakowanych z poszlakowanymi aferzystami. Dla mnie prawo jest jedno dla wszystkich i powinno obowiązywać nie tylko ludzi z lewej strony, ale także tych z prawej, nawet przy ścianie.
Nagle okazało się, że najbardziej prawdomówną grupą zawodową są ubecy i esbecy. Im trzeba wierzyć. Winnym pokazania bólu po chwilowo utraconej czci Jadwigi Staniszkis okazał się Jacek Żakowski, który rozmawiał z nią w swoim programie. Stwierdzono, że zmanipulował rzeczywistość, tak jak „Wyborcza”, która nazwała listę po imieniu.
Nie można przecenić tego, co zrobiła dla sprawy Małgorzata Daniszewska; zaproszona do programu „Prześwietlenie” (mają odwagę chłopaki! zaprosić bojową żonę Urbana!) pokazała, jak można skutecznie się bronić. Jest odtrutką na teczkowe szaleństwo. Jednocześnie działa zgodnie z prawem, dziedziną u nas zapomnianą.
Cieszę się, że „Gazeta” drukuje rozmowy polityków z programu Lisa „Co z tą Polską”, bo słowo rzecz ulotna. Człowiek wyjdzie na chwilę, by przynieść piwo, albo zamyśli się, a wtedy złote myśli polityków ulatują do astralu.
Prawicowy program Rzeczypospolitej, której wydają numerki jak u dentysty, widać jak na dłoni. Dobrze wiedzieć, co nam gotują. Myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy, a jednak zdziwiłam się, że Giertych ma rozsądniejsze poglądy niż Kaczyński, w sprawie delegalizacji SLD. Giertych mówi, że wyborcy rozstrzygną, a Kaczor, że trzeba zdelegalizować. Rokita przebija i popiera pięcioletni zakaz sprawowania urzędów przez wyższych funkcjonariuszy! Już to widzę!
Pamiętam, jak losowano na uczelniach, kto będzie sekretarzem partii, bo nikt nie chciał! Raz, dwa, trzy, gonisz ty, a nie ja, tylko ty. Ktoś musiał być, żeby dostać pieniądze na badania, wyjazdy mógł ktoś. Bliźniaki upatrują podniesienia jakości „życia moralnego, ale i gospodarki”, bo to „szansa dla naszego kraju”. Czy można odebrać komuś prawo prowadzenia prywatnej firmy? Kacze prawo, ale prawo! Zapomnieli, że prawdziwi ubecy nie mają teczek? I o tym, że ta wybiórcza sprawiedliwość obejmie tylko tych, których papierów nie spalono, czyli mniejszości? Bracia jak zwykle idą na wojnę, jedyne, co umieją robić, to niszczyć. Współczuję Rokicie, że będzie musiał się dogadać z tym „bytem podwójnym”, jak ich kiedyś nazwałam. Może wybierze Giertycha?
Na dłoni wyrośnie mi kaktus, jeśli taka prawica obejmie rządy! Wiem, że jestem jedyną osobą, która nie wierzy, że bezkształtna, prawicowa masa obejmie władzę. Dzieje się tak jednak dlatego, że wierzę w ludzi, w wolne, demokratyczne wybory, i w to, że za parawanem zwycięży rozsądek.

Wydanie: 8/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy