Drugie obalanie Janukowycza

Drugie obalanie Janukowycza

Media pomijają malowniczość kijowskiego buntu, a jego wielorakie treści redukują do jednej, najbanalniejszej: Ukraińcy chcą do Europy. Kto nie chce do Europy? Tylko Anglosasom jest dobrze w ich krajach na każdym kontynencie, poza nimi niemal cała ludność świata stara się wszystkimi sposobami przeniknąć do Europy, wykazując w tym dążeniu czasem niezwykłą pomysłowość, czasem determinację graniczącą z poświęceniem życia. Dobrze jest mieć za sobą prawo w takich wypadkach i dowieść, że w kraju pochodzenia czeka nas kara śmierci lub tortury. Dobrze jest wzbudzić litość ludzi o dobrym sercu, których w Unii Europejskiej jest więcej niż w innych krajach.
Są narody szczęśliwe przez to, że sąsiadują z Unią Europejską, jak Polacy na przykład, i mogły wejść do niej całym państwem. Jest Unia i jest trzon czy centrum Unii; podobno 2 mln Polaków (nikt ich dokładnie nie policzył) już całkiem legalnie przeniosło się do centrum.
Przed Ukraińcami postawiono dylemat: możecie wejść zbiorowo do Unii Europejskiej albo do Unii Celnej złożonej z Rosji i Kazachstanu. Wybierajcie. Więc wybrali i nie musieli się długo zastanawiać. Tego wyboru już nie zmienią, klamka zapadła. Spryt dyplomatyczny rządzących jest za słabym czynnikiem, żeby wola narodu ukraińskiego się przed nim ugięła. Zresztą rządzący też chcą do Europy, pozostaje tylko pytanie, czy Europa tego chce.
Wyobraźmy sobie, że mieszkańców Kazachstanu zapytano: gdzie chcecie należeć, do unii Rosji z Kazachstanem czy do Unii Europejskiej? Nie ulega wątpliwości, że większość zechce do Unii Europejskiej.
Z mało ważnej formalności podpisania niczego ważnego nierozstrzygającej umowy rządu ukraińskiego z Unią Europejską propaganda rządowa i obywatelska w Polsce zrobiła epokowe wydarzenie: Zachód wygrywa, Rosja przegrywa, niebawem nastąpi koniec historii. Pojawiły się trudności natury finansowej? Pewien polityk od razu zaproponował przekazanie Ukrainie części ze 100 mld euro, które nam Unia przyznała. Powiedział to w formie podchwytliwego pytania, ale inni podchwycili to na serio. Mamy być skąpi, gdy chodzi o niepodległość naszego państwa?
Polityka rządu – mającego w tym niemal powszechne poparcie – opiera się na dogmacie, że „bez niepodległej Ukrainy nie ma niepodległej Polski”. Kto w to nie wierzy, nie jest patriotą. Niepodległość Ukrainy jest zagrożona przez Putina, który chce odbudować rosyjskie imperium. Nie ma za dużej ceny, gdy chodzi o pokrzyżowanie mu tych planów. Jak powiedział kapitalny premier Buzek: bezpieczeństwo musi kosztować. I wydaje się już teraz miliardy dolarów na zaradzenie niebezpieczeństwu, które w nieokreślonej przyszłości ma przyjść ze Wschodu nieuchronnie, a raczej nie przyjść, bo chodzi o gaz.
Polak, tak bardzo zainteresowany przyszłością Ukrainy, czego się dowiaduje z polskich mediów? Widzi cały czas wielotysięczny tłum ludzi i siły porządkowe, które temu tłumowi biernie towarzyszą. Buntownicy zajmują gmachy publiczne, bo w gmachach ciepło, a na Majdanie zimno. Czy Ukraina nie ma swoich intelektualistów rezonerów, którzy mogliby dodać jakieś rozumowania do tego próżnowania manifestantów i policji? Dlaczego polska telewizja ich nie dopuszcza do swoich ekranów? Cała Ukraina nie manifestuje – co myślą inni? Tego też się nie dowiadujemy. Metodyczny brak wiedzy o Ukrainie w narodzie stojącym przed perspektywą zniesienia granicy z nią niektórym może się wydawać niebezpieczną anomalią. Dobre ogrodzenie daje dobrego sąsiada, a jakim sąsiadem okaże się Ukraina bez granicy wytyczonej takim nakładem rozumu i przemocy?
Emigracyjny filozof ukraiński Cziżewskij przepowiadał, że po wiekach mesjanizmu polskiego i rosyjskiego przyjdzie czas na mesjanizm ukraiński. Mówił mi o tym kiedyś pewien profesor uniwersytetu w Kijowie. Właśnie ten czas przyszedł. Ukraińcy czują się powołani do dokonania wielkich rzeczy, głoszą, że ich historia była tragiczna, ale pełna głębokiego sensu, już dawno byliby mocarstwem, gdyby nie niewola narzucona im przez Polskę i Rosję. Ten nacjonalizm jest utrzymany w duchu skrajnie irracjonalnym, niemal religijnym, jak polski mesjanizm XIX-wieczny. W telewizji France 24 słyszałem, że w Kijowie mówi się, iż Rosjanie to barbarzyńcy, naród bez kultury, a prawdziwie, po europejsku cywilizowani są Ukraińcy. Komentator wspomniał o tym z uśmieszkiem, jak o zboczeniu umysłowym całkiem nieszkodliwym. Dogadać się z ludźmi podobnie myślącymi nie będzie jednak łatwo.
Prezydent Bronisław Komorowski i minister spraw zagranicznych Radek Sikorski często fruwają do Kijowa, ale co oni mają tam do zaoferowania prócz dobrych rad? Realne wpływy polskie na Ukrainie są żadne. Zapytałem kiedyś polskiego dygnitarza, dlaczego nasze inwestycje wynoszą tam zaledwie około 1% (od tego czasu wiele nie mogło się zmienić). Odpowiedział dotknięty: bo Polska nie jest krajem eksportującym kapitał. To prawda, ale w takim razie „z czym do gościa”?
Prawdziwe wpływy mają Niemcy, zdobywali je powoli i po cichu i dopiero teraz odzywają się w tonie bardziej asertywnym. Jeżeli chodziłoby tylko o zbliżenie Ukrainy do UE, to należałoby to pozostawić Niemcom. Tylko oni mogą regulować naturę i dystans tego zbliżenia. Dlaczego Polacy mieszają się do wydarzeń w Kijowie? Po co jeżdżą na kolejne majdany i już drugi raz nękają prezydenta Janukowycza, skoro nie są w stanie przewidzieć, co z tego wyniknie? Kto dobrze przewiduje? Ten, który ma wystarczająco dużo siły, żeby stwarzać fakty dokonane.
Polaków pcha w tamte strony włas­na ochota, ale także, a może jeszcze bardziej, amerykańska dyplomacja. Rozbawili mnie młodzi ludzie, którzy o polityce wschodniej rozprawiali w kategoriach rządowej geopolityki: stref wpływów, niebezpieczeństwa polityki wielowektorowej (Ukraina między Rosją i Zachodem), integracji euroatlantyckiej, narastania sprzeczności między Waszyngtonem a Moskwą i nieuchronności rozstrzygnięcia tej sprzeczności, w czym Polska jako mocarstwo regionalne będzie miała decydujący udział… Pomyślałem: cholera, o czym oni mówią, przecież oni mówią o wojnie! Najpierw ze strachu pomyślałem o sobie: dzieciństwo przeżyłem w czasie wojny, czyżbym miał koniec żywota przeżyć tak samo? Potem pomyślałem o rządzie i prezydencie: co oni zrobią, w razie gdyby zawierucha przybliżyła się do Warszawy? Nie ma wątpliwości; pójdą za precedensem i uciekną za granicę. Polski rząd i wojna tak mi się kojarzą i inaczej nie chcą.

Wydanie: 50/2013

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy