Postkomunistyczny antykomunizm

Postkomunistyczny antykomunizm

Liderzy SLD, przynajmniej niektórzy, postanowili odważnie stawić czoła śmieszności i ogłosili, że ich partia odtąd będzie antykomunistyczna.
Włoska chadecja przez kilkadziesiąt lat rywalizowała z partią komunistyczną i była przez nią zwalczana, ale nigdy nie uznała się za partię antykomunistyczną. Także chrześcijańscy demokraci w innych krajach nie są antykomunistami. Nie są nimi francuscy gauliści. Zarówno de Gaulle, jak jego polityczny wnuk Chirac uznaliby za niedorzeczność, gdyby ich zaliczono do antykomunistów. Brytyjska Partia Pracy nie jest antykomunistyczna. Partie komunistyczne, mówiąc skrótowo, wyłoniły się z rozłamu, jaki nastąpił w europejskiej socjaldemokracji na tle stosunku do rewolucji bolszewickiej i Związku Radzieckiego. Mimo że komuniści nieraz, choć nie zawsze, bardzo ostro zwalczali partie socjaldemokratyczne, te nie określały się jako antykomunistyczne. Gdy Związek Radziecki, dający powód do tego sporu, przestał istnieć, partie komunistyczne, zmieniając nazwy albo nie zmieniając, w sposób zupełnie naturalny wróciły na pozycje socjaldemokratyczne. Czy Giorgio Napolitano, kiedyś jeden z przywódców Włoskiej Partii Komunistycznej, a dziś prezydent republiki, mógłby się uznać za antykomunistę? Niemądre pytanie. Przecież straciłby twarz.
Czesław Miłosz po zerwaniu z rządem komunistycznym bardzo się strzegł, aby nie przyklejono mu etykietki antykomunisty. Gustaw Herling-Grudziński skarżył się nieraz, że wskutek uznania go za antykomunistę, którym zresztą był, nie zyskał w zachodnich kręgach intelektualnych takiego uznania, na jakie liczył.
Antykomunistami byli generał Franco i jego zwolennicy, generał Pinochet i jego zwolennicy, faszyści różnych odcieni, a także wielu rozczarowanych stalinowców, co zwłaszcza w Polsce rzuca się w oczy.
Odrzucenie komunizmu pryncypialne i pod każdym względem, nie jest jeszcze antykomunizmem. Pozbawienie komunistów władzy to także jeszcze nie to. Antykomunista idzie dalej – chce odebrać im prawa obywatelskie, uniemożliwić głoszenie swoich poglądów, a gdy sytuacja to umożliwia, to ich rozstrzelać. Pewien polski poeta liryczny mówił niedawno, że po Okrągłym Stole należało na Krakowskim Przedmieściu postawić szubienice i wieszać komunistów.
Panowie liderzy SLD, zapisanie się do antykomunizmu nie przyniesie wam chwały i nie podniesie was w oczach zachodnioeuropejskich socjaldemokratów. Wasz antykomunizm bez komunistów to mniej więcej to samo co antysemityzm bez Żydów.
Krzysztof Janik wyznaje w „Dzienniku”, że był „zauroczony Polską Ludową”, jak wielu innych. Nie należało być zauroczonym Polską Ludową, ponieważ miała ona wiele wad. Należało je pokazywać i dążyć do ich usunięcia. Zauroczeni byli największą przeszkodą dla tych, którzy chcieli Polskę Ludową naprawiać. Wypowiedzi Krzysztofa Janika świadczą, że jest on znowu zauroczony, ale czym innym: solidarnościową oceną PRL i partii, której był funkcjonariuszem. O ile zauroczenie niedoskonałą, pełną wad rzeczywistością nas otaczającą jest zawsze grubym błędem poznawczym, to zauroczenie tym, co kiedyś istniało, a teraz należy do historii, może być czymś moralnie i kulturalnie bardzo pozytywnym. Nostalgia jednak nie wszystkim jest dostępna, ponieważ jest uczuciem szlachetnym.
Układanie konstytucji to upajające zajęcie, zwłaszcza gdy się nie potrafi robić nic pożytecznego. SLD ułożył sobie konstytucję ideową. Jest to zbiór wszystkiego, co najlepsze w kategorii ideowo brzmiących frazesów. Dokument tak doskonale pozbawiony treści, że myśl nie ma o co się w nim zaczepić. Do marazmu intelektualnego na lewicy dodano manifest umysłowo obezwładniający. W tej „konstytucji” jedno można podziwiać: konsekwentne pomijanie wszystkich realnych problemów politycznych, takich jak np. procesy polityczne, prześladowanie na różne sposoby setek tysięcy ludzi przez IPN, fałszowanie historii, reprywatyzacja, czyli redystrybucja dóbr według kryterium „sprawiedliwości historycznej” kosztem możliwości rozwojowych kraju, katownie amerykańskie na terytorium Polski i wreszcie temat może najważniejszy – delegitymizacja 45 lat istniejącego powojennego państwa polskiego.
SLD nie rozróżnia już, kto jest jego zwolennikiem, a kto wrogiem. Nie wiem, co się kryje za tym, że redaktor Krzysztof Pilawski został usunięty z „Trybuny”, a uporczywie w mediach szkodzący Sojuszowi i maniakalnie zwalczający Leszka Millera red. Rolicki jest akceptowany w roli mentora lewicy.
Ponieważ w Polsce władzę i opozycję objęły partie antykomunistyczne, SLD też chce być antykomunistyczny. Ta partia leci w tę stronę, w którą przeciwnicy ją popchną.

Wydanie: 28/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy