Świadek Macica

Pewien doktor z Lublińca dokonywał zabiegu, gdy do jego prywatnego gabinetu wkroczyła policja. Na widok organów ścigania kobieta doznała szoku, więc łatwo poszło przewiezienie jej, gdzie trzeba i zrobienie badań potrzebnych senatorowi Walerianowi P. do pełni szczęścia.
Byłby to niezły początek realistycznej powieści o naszym życiu, na którą podobno wszyscy czekają. Wiadomo, że aborcja jest złem i nikt rozsądny nie sądzi inaczej. Czasami uważa się, że jest to zło konieczne, lecz w tym przypadku, jak twierdzi lekarz, było to usunięcie martwego płodu. Nie wiadomo, czy do akcji: “macica” użyto brygady antyterrorystycznej, czy też zwykłych policjantów. Powszechnie natomiast wiadomo, że policja ma nadmiar kadr, że, zgodnie z deklaracjami jej szefa, przestępczość zmalała, wykrywalność wzrosła i dlatego wreszcie przyszedł czas, by zająć się penetracją macic tych okropnych kobiet, przez które tyle jest lubieżności na świecie. Senator Walerian Piotrowski, biorący udział w dyskusji “Gazety Wyborczej” na temat tego wydarzenia, aż trzęsie się z rozkoszy, oczywiście, nie płciowej, on się trzęsie jak galareta z rozkoszy moralnej, ponieważ nareszcie sprawiedliwości stało się zadość. Jeszcze większych rozkoszy moralnych musieli doświadczać inkwizytorzy biorący udział w przesłuchiwaniu czarownic, nagich, skrępowanych nie tylko obecnością facetów w togach, lecz także całkiem prozaicznymi pętami. Przypalanie, zakładanie hiszpańskich butów, polewanie wrzątkiem, krzyki, swąd przypalanego ciała, to była dopiero moralna satysfakcja! Pamiętajmy, że inkwizytorzy byli najczęściej urzędnikami państwowymi. Zakonnicy sporządzili wytyczne w “Malleus maleficarum” (“Młot na czarownice”, jakby się kto pytał), reszta mogła należeć do osób świeckich. A wszyscy robili wszystko w słusznej sprawie.
Dziś, oczywiście, traktuje się kobietę nieporównanie łagodniej. Wybrana na ofiarę (jak owieczka Dolly, choć w obronie owcy wystąpiłoby pewnie Towarzystwo Ochrony Zwierząt) została karnie odtransportowana do penetracji macicy, a narzędziem tortur był jedynie fotel ginekologiczny. Proszę wziąć pod uwagę, że badano ją natychmiast po zabiegu, co jest szkodliwe dla zdrowia. Pozbawiono ją prawa do ochrony przestrzeni osobistej i osobistej macicy. Została uznana za ofiarę, mimo że nie składała skargi i aż do momentu wkroczenia policji pokrzywdzoną się nie czuła. Stała się nią dopiero przez upublicznienie tego faktu i serię przymusowych badań.
Czy pamiętacie, drodzy czytelnicy, “Proces” Franza Kafki? Należycie przecież do resztek cholernych, myślących inteligentów, jeśli macie więc pod ręką tę powieść, przeczytajcie sobie, jak został wykonany wyrok na Józefie K. Przyszło dwóch panów, bardzo uprzejmie z K. rozmawiali, choć on dziwnie był z tego niezadowolony, jak w opisie obrazu, śmierć Abla: brat brata zabija, z tyłu matka dziwnie niezadowolniona. Komputer podkreślił błąd w słowie niezadowolniona, bo głupek nie zna kresowej mowy. Mimo niezadowolnienia Józefa K. na jego gardle “spoczęły ręce jednego z panów, gdy drugi tymczasem wepchnął mu nóż w serce i dwa razy nim obrócił”. Chciał nie chciał, został K. poddany prawu, którego nie rozumiał, oczywiście, nieznajomość prawa nie zwalnia od odpowiedzialności, to wszyscy wiemy. Nie wiemy natomiast, dlaczego ta właśnie kobieta została wybrana Józefą K.? Prawo w całym swym majestacie, w tym przypadku jest to majestat króla Ubu lub raczej nagiego króla z baśni Andersena, gwałci kobietę za pomocą narzędzi chirurgicznych. Czy ofiara może wytoczyć strażnikom macicy proces o naruszenie dóbr owej macicy?
Senator Walerian P. twierdzi, że w gabinecie dokonywano morderstwa, lekarz mówi, że płód był martwy. Skąd senator, prawnik skądinąd (skąd?), przed procesem wie, jak było naprawdę?
Prokuratura zabezpieczyła do swej dyspozycji płód, ginekologa oraz macicę wraz z przyległościami, czyli ciałem i duszą kobiety. Najważniejsza jest MACICA. To ona bowiem ma być świadkiem w procesie, w której ofiarą jest macicy tej posiadaczka. Macica może zostać uznana za krewną Józefy K., a jako taka ma prawo do odmowy zeznań.
Co powinna zrobić Józefa K. i przyszłe ofiary senatora P. i prokuratorów? Otóż ofiara powinna pokazać prokuraturze słynny gest Kozakiewicza, co się wykłada jako: takiego wała, a więc: odmawiam zeznań. Może też powiedzieć, tak jak mawiał nieodżałowany Himilsbach: “Możecie mi skoczyć na kant pyty”, której zresztą kobieta na ogół nie posiada. Ta odpowiedź jest zatem bardziej absurdalna i jako taka lepiej pasuje do sytuacji, w jakiej znalazła się Świadek Macica. Nawołuję do obywatelskiego nieposłuszeństwa zarówno macice, jak i ich właścicielki. Czytajcie kodeks i ćwiczcie gest Kozakiewicza!

Wydanie: 20/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy