Jaja na ful

Jaja towarzyszą nam przez okrągły rok. A to ktoś w kogoś dowcipnie nabiałem rzuci, a to znów polityk któryś okaże się być jajeczkiem częściowo nieświeżym, lekko lub totalnie trąconym, sam coś ujawni lub o nim ujawnią. Ugotuje się na twardo lub na miękko, wypowiadając się w TV, czy w radiu. Wciąż mamy też do czynienia z pisankami-wydmuszkami w polityce, jeden w drugiego chłopaki jak malowanie. Taka na przykład Akcja Wyborcza Solidarność – impreza składkowa – pełen kosz farbowanych jaj posiada. Kandydatów na kandydata, oczywiście, na prezydenta, do wyboru do koloru. Cóż za bogactwo barw! Zupełnie jak u Forda, pamiętacie, co mówił Ford, wielki kapitalista, o swoim samochodzie? Może być każdy kolor, pod warunkiem że będzie czarny. Tak się jednak składa, że Czarny z wielką ostrożnością do tych jaj podchodzi, bo kłócąc się nieustająco, malowani chłopcy jajecznicę z siebie samych robią.
SLD znów dla odmiany, ubogie w kandydatów na kandydata. Wciąż ma tylko jednego, w kółko tego samego, w kolorze blue. Dobrze się komponuje ten błękit z kolorem białym i żółtym, a nawet z czarnym i kardynalskim. Gdyby ktoś nie wiedział: biały i żółty to kolory papieskie. Tłumaczę, jak komu dobremu w kraju uchodzącym za katolicki (wyjaśnię za chwilę, skąd te gorzkie słowa), dlatego że w “Milionerach”, bardzo pouczającym dla inteligentów programie, na pytanie: ile jest paciorków różańca, nie potrafił odpowiedzieć ani grający o milion, ani poproszona o pomoc publiczność. I tak nie wprost, gdzieś pomiędzy wierszami, dowiadujemy się, jaka jest prawda, bo trudno sobie wyobrazić, że publiczność “Milionerów składała się z ateistów, bądź niewierzących”. Ja, choć nie praktykuję od wielu lat, przeszkolona na katechizmie i w domu, wiem, że paciorków jest 59; różaniec to 150 zdrowasiek, 15 Ojcze nasz, 15 Chwała Ojcu i Synowi oraz 15 tajemnic z życia Chrystusa i Matki Najświętszej.
Duchowieństwo zdaje sobie chyba sprawę z rodzaju pobożności swej trzódki. Mało kto czyta Biblię, mało kto zna historię chrześcijaństwa. Księża są wyrozumiali z lęku, by jeszcze bardziej nie zrażać owieczek do wiary. Nie chcą też, by utożsamiono ich z oszołomstwem, bo mało popularne ono w narodzie. Patrz sondaże. Kościół jako instytucja starsza niż świat (przynajmniej nasz) wie, co piszczy w trawie, lecz na słabe piski uwagi nie zwraca.
Trudno pojąć tę krzyczącą niesprawiedliwość ciotkom siedzącym na kanapach. Siedzą przy święconym śniadaniu wielkanocnym ciocie, wszystkie, oczywiście, rano już na rezurekcji były, komunię świętą przyjęły, mazurki jedzą, jajeczka i szyneczkę majonezem podlewają, paschy nie tkną, bo za bardzo Pesach przypomina, alkoholu ni kropelki, seksu nie inaczej zażywają niż w celach prokreacji, w okresie wielkiego postu zaś nawet i w tym celu ni hu hu.
Seks potrafi wcisnąć się wszędzie, jak kiedyś diabeł. To dlatego w dawnych czasach odmawiano w kółko różaniec, by diabeł nie mógł znaleźć dla siebie miejsca. By nie mógł wcielić się w człowieka. Ciociom nawet organy podczas mszy wydają się nieprzyzwoite – wielkie fujary, małe piszczałki, czy też to ludowi prostemu z pornografią się nie kojarzy, gdy organy grają, kościół się trzęsie, drżenie powodując, a od drżenia wiadomo, jeden krok tylko do… Lepiej nawet nie myśleć, diabeł jest zawsze blisko. Oj, ciociu, ciociu, mówi siostrzeniec licealista do cioci, pewnego żołnierza mi przypominasz. Jakiego znów żołnierza, pyta ciotka. Żołnierzowi testem badanemu, pan psycholog chustkę do nosa pokazał, pytając: z czym ci się chustka żołnierzyku kojarzy? Z d.. ą, odpowiedział żołnierz. A dlaczegóż to z tą częścią właśnie? zaciekawił się psycholog. A bo mi proszę pana wszystko się z d.. ą kojarzy, odpowiedział żołnierz mojej ulubionej “Kawalerii Powietrznej”.
Organy stanowczo zbyt przypominają organy, upiera się ciotka mimo wszystko. Trzeba zgłosić zmianę do odpowiedniego organu, ale na czym tu grać? Przecież nie na wiolonczelach, wciętych w talii i rozłożystych w biodrach, ani na gitarach, te palce po strunach przebierające to ćwiczenia do wiadomo czego.
Ciężkie jest życie katolickiego ascety w kraju, w którym kler odpuszcza grzechy nieczystości na spowiedzi, wybacza ludziom ich ułomności i myśli robaczywe. Żaden przytomny ksiądz, narodu grzesznego ruję i porubstwo uprawiającego (mój świątobliwy komputer słowo porubstwo podkreślił, bo nie ma tego świństwa w swoim słowniku), od wieprzy nie zwyzywa. Za proboszczów zbyt wyrozumiałych, Władca Much, cnotliwy Stefan, musi to zrobić. Papież też jakoś dziwnie się zachowuje, przyjmując u siebie osobę, chwilkę wcześniej przez Władcę Much porno-prezydentem nazwaną. Nie zwraca również uwagi Biały Ojciec na to, że według apostoła Piłki, ta osoba właśnie naród demoralizuje, rozpija i seksualizuje go pornograficznie; osobę wraz z małżonką przyjmuje, która to małżonka ma czelność całować papieski pierścień! To jakiś sabotaż, aż strach pomyśleć, kto za tym stoi.
Tak sobie przy święconym ciocie na kanapach siedzące rozprawiają, jajeczkiem dzieląc się, na kolejne jednocześnie dzielą się frakcje, no prawdziwe jaja z prądem (według Słownika Współczesnego Języka Polskiego), o naprawie Rzeczy, gaworzą, pospolitej, jaja z własnego pogrzebu sobie robią, jajcarstwo uprawiają jak w kabarecie, zda się o tym nie wiedząc, smutno będzie w przyszłe święta przy jajeczku święconym, bez tych jajcarzy naszej sceny, naprawdę smutek tropików, jak powiedziała kiedyś kelnerka we wsi Człopa, podając nam lodowate jajo na miękko do ciepłego szampana.

Wydanie: 16/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy