Myślące buty

Wyczytałem w jakimś czasopiśmie, że wymyślono już na świecie trampki wyposażone w komputer, które w czasie marszu badają, po jakim stąpa się gruncie, i następnie w ułamku sekundy usztywniają się lub wymiękają. Mało tego, w razie awarii podłoża obejmują kostki, a podczas wędrówki przez rżysko rolują się od spodu, żeby stopy mogły się rozkoszować poranną rosą. Nie poinformowano tylko w instrukcji tego rewelacyjnego obuwia, a instrukcja ma grubość świńskiej powierzchni, czy buty każą zmieniać skarpetki i z jaką częstotliwością. Natomiast fanów takich nowinek szukających szpanerstwa za wszelką cenę zawiadomiono, że w projektach jest już model sterowany pilotem, a w dalszych planach pojawią się buty samobiegi.
Podobno buty na pilota będą miały i tę dodatkową zaletę, że kiedy naciśniesz komendę „idź”, to wstaniesz i pójdziesz, ponieważ komputer, nawet zainstalowany w bucie, nie da się oszukać w odróżnieniu od rozumu, któremu zawsze można wmówić, że pójdziemy, ale dopiero za chwilę.
Ta krótka reminiscencja na temat techniki, która niektórych dopiero dopada, a innych już dawno przegoniła, pozwoliła mi przypomnieć dowcip, który jeszcze 15 lat temu wydawał się nieśmieszny, ponieważ był po prostu zbyt absurdalny, a dzisiaj pasuje, jak ulał, czyli jak słoma do skomputeryzowanych gumiaków.
A oto i on.
Na Dworcu Centralnym w Warszawie zainstalowano najnowszy model mówiącej wagi i jeden pasażer oczekujący na pociąg do Łomży postanowił się zważyć, prawdopodobnie z nudów. Wrzucił 2 zł, wszedł na wagę i po kilkunastu sekundach usłyszał: – Nazywasz się Kowalski, ważysz 76 kg i czekasz na pociąg 12.15 do Łomży!
Facet się wkurzył, że waga może być taka cwana, poleciał do toalety, zamknął się w ostatniej kabinie, żeby go nie podejrzała, wyjął z walizki nowe ciuchy, przebrał się, wrócił, wrzucił 2 zł, wszedł na wagę i po chwili słyszy: – Nazywasz się Kowalski, ważysz 76 kg i czekasz na pociąg 12.15 do Łomży.
To jeszcze bardziej go wkurzyło, a ponieważ był detektywem, być może samym Krzysztofem Rutkowskim, znalazł sklep z gadżetami maskującymi, kupił sztuczny nos, wąsy, okulary, przyleciał, wcisnął w otwór następną dwójkę, stanął na wagę i słyszy: – Nazywasz się Kowalski, ważysz 76 kg i przez te twoje kretyńskie sztuczki uciekł ci pociąg do Łomży.
PS Buty sterowane komputerem nie są żartem primaaprilisowym.

Wydanie: 14/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy