Ochotnicze gestapo i ministerialna kaźń

Ochotnicze gestapo i ministerialna kaźń

Rację ma Władysław Frasyniuk, który otwarcie zaprotestował przeciwko urzędnikom Ministerstwa Sprawiedliwości po ich wyczynach z Mariuszem Trynkiewiczem. Kiedy budzą się demony głupoty i faszyzujące nastroje, trzeba głośno krzyczeć. Frasyniuk twierdzi, że „ustawa zrobiona pod konkretnego Kowalskiego może dotknąć wszystkich. Może także dotknąć człowieka, który popełnił niewielkie przestępstwo, ale w przypadku konfliktu z naczelnikiem, wychowawcą bądź oddziałowym może spowodować, że zapadnie decyzja o wysłaniu wniosku o skierowanie człowieka do zamkniętego ośrodka”. Warto dodać, że w tej antyhumanitarnej ustawie tak naprawdę nie chodziło o nic więcej niż schlebianie brukowcom, które zachęcają do linczu i wywołują atmosferę histerii wśród autorytarnego motłochu.
Należy nazywać rzeczy po imieniu: motłoch tym się różni od ludu, że daje się manipulować elitom władzy, chociaż jednocześnie jest przez nie wyzyskiwany. W swojej frustracji motłoch popiera najbardziej represyjne i antyludzkie rozwiązania, aby poczuć się choć przez chwilę lepszym przynajmniej od tych, których władza skazuje i piętnuje. Tak jak faszystowskie bojówki SA z lat 30. XX w. złożone z bezrobotnych i zagubionych frustratów mogły poczuć swoją wartość w napadach na Żydów i komunistów. Lud natomiast zawsze jest postępowy, krytyczny wobec władzy i w żądaniach wolnościowy. Obecnie w Polsce obserwujemy dominację motłochu. Lud się rozproszył, zszedł do podziemia albo wybrał emigrację zewnętrzną lub wewnętrzną.
Bez motłochu trudno byłoby organizować spektakle kaźni. Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości pod kierownictwem Biernackiego i Królikowskiego, posiadający zaplecze w klerykalnym Opus Dei, powinni dobrze znać średniowieczne rytuały kaźni. Michel Foucault w demaskatorskiej książce „Nadzorować i karać” stwierdzał: „Kaźń jest składnikiem liturgii karnej i odpowiada dwu wymogom. Musi, po pierwsze, piętnować ofiarę: jej przeznaczeniem jest, aby czy to przez bliznę, którą pozostawia na ciele, czy to przez rozgłos, jaki się wokół niej czyni, pozbawić czci tego, kto jej podlega; kaźń, jeśli nawet ma zadanie »oczyścić« ze zbrodni, nie przynosi wybaczenia; wypisuje wokół, czy raczej na samym ciele skazańca znaki, które nie powinny ulec zatarciu. (…) Z kolei sprawiedliwość, która karę kaźni wymierza, oczekuje, by dokonywała się ona w pełnym blasku, by była przez nadmiar zadawanego gwałtu jednym z elementów jej chwały: fakt, że obwiniony jęczy i krzyczy pod razami, nie jest wstydliwym dodatkiem, lecz stanowi właściwy ceremoniał sprawiedliwości, objawiającej tu swoją potęgę”.
Widać, że współpraca urzędników Ministerstwa Sprawiedliwości z Opus Dei nie poszła na marne, a lekcje ze średniowiecznej historii zostały solidnie odrobione.
Ustawa o bestiach idealnie wpisała się w autorytarną debatę dominującą w polskiej polityce, gdzie realne problemy społeczne, takie jak bezrobocie czy wykluczenie socjalne, zastępowane są podgrzewaniem atmosfery wobec zagrożeń ze strony wszelkich „obcych”: „bestii” wychodzących z zakładów karnych, nielegalnych imigrantów, dilerów narkotykowych czy nagłaśnianej przez konserwatywne kręgi inwazji „ideologii gender”. Rozwarstwienie społeczne i brak bezpieczeństwa socjalnego po raz kolejny budzą autorytarne demony. Jak pisał Edward Luttwak, „nie jest przypadkiem, że prohibicja szerzy się wtedy, gdy klasy średnie mają poczucie szczególnego zagrożenia. Tak już nieraz bywało, a dziś nie potrzeba gestapo, bo jest wielu gorliwych ochotników, którzy zaciskają usta, mrużą oczy (…), głośno wyrażają swoją dezaprobatę, grożą procesem, wytaczają proces i w wyborach coraz bardziej konsekwentnie głosują na najmniej tolerancyjnego kandydata”. Mówiąc krótko: coraz większa rywalizacja ekonomiczna i niepewność socjalna idą w parze z rosnącą represyjnością i autorytaryzmem. Brukowe media i brukowi politycy powołują do życia ochotnicze gestapo, które rekrutują spośród coraz bardziej brunatnego tłumu.
To daje znak policji i różnym represyjnym służbom, że mogą stosować wszelkie chwyty. Można podrzucać pornografię, narkotyki, straszyć, szantażować i wymuszać zeznania, aby statystyki wykrywalności rosły. Ministerstwo nie zgani, a jeszcze pochwali. Porządek musi być.
Jeśli atmosfera linczu i rytuały państwowej kaźni mają być produktem 25 lat budowy demokracji, to mocno ułomna i fasadowa musi być ta demokracja. Mentalność brunatnego kibola wypiera coraz bardziej głos rozsądku i krytyki społecznej.

Wydanie: 8/2014

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy