Ciekawa analogia historyczna

Zapiski polityczne

Robotnicy śląscy demonstrujący niezwykle tłumnie w Katowicach przeciw dalszemu reformowaniu górnictwa, a także hutnictwa i wszystkiego, co może wymagać ograniczanie zatrudnienia, sami sobie zgotowali ten los. Ongiś wszak na wezwanie zbuntowanych przeciw tzw. komunie stoczniowców poparli czynnie tajony długo bunt wszelkiej maści intelektualistów oraz inteligentów przeciw dalszemu istnieniu systemu dławiącego wolność myśli i słowa – czym przyczynili się wydatnie do dzieła zburzenia systemu zwanego socjalistycznym, który tymże robotnikom zgotował na kilkadziesiąt lat najlepszy los w historii tej klasy społecznej.
Manifestacja śląska żądała tego, co było istotą upadłego systemu politycznego – mianowicie totalnej ingerencji państwa w gospodarkę i sferę socjalną ich życia. Zresztą podobnie czy nawet identycznie zachowywali się demonstranci w innych regionach. Państwo wedle nich jest odpowiedzialne za los swoich obywateli, musi nad nimi czuwać i otaczać ich opieką. Nie potępiam takiego zachowania, gdyż do tego sprowadza się – jeśli go zwulgaryzować na użytek publicystyczny – program odbudowywanej częściowo przeze mnie Unii Pracy.
Kłopot polega na tym, że radykalnie zmieniła się w kraju sytuacja. Obecnie przypomina ona położenie społeczne i polityczne państwa niemieckiego z okresu dochodzenia do władzy Adolfa Hitlera. Adresował on swoją propagandę, która przyniosła mu tragiczne dla jego narodu zwycięstwo, do skrzywdzonych i poniżonych przez traktat wersalski, Wielki Kryzys ekonomiczny znacznej części świata i upokorzenie doznane za sprawą przegranej wojny.
Zawodowi zapominacze prawdy historycznej – a takimi są w znacznej swej części dziennikarze niskiego lotu, choć i tym wyżej latającym też się zdarza nagminne przeinaczanie dziejów klasy robotniczej – przemilczają łatwo i chętnie nieznany do czasów PRL awans milionów polskich chłopów z karłowatych gospodarek do przyzwoitych, na miarę możliwości epoki, mieszkań w blokach przyfabrycznych, a także łatwy masowy dostęp do wyższych studiów i do zawodów dawniej niedostępnych dla ludzi wsi, a jeśli tak, to w bardzo skromnym ilościowo wymiarze.
Ludzi zaliczających się do tzw. prywatnej inicjatywy gnębiły różne urzędy, zmuszające ich nie tylko do płacenia wysokich podatków, ale i do sowitych łapówek. Uczonym oraz wszelkiej wyższej zawodowo kategorii inteligentom narzucano partyjność (skwapliwie przez setki tysięcy przyjmowaną), studentom narzucano oficjalne prawdy o historii czy też wpajano w pewnym okresie łysenkowskie brednie naukowe, ale klasy robotniczej znaczna część tych – tylko przykładowo tu wyliczonych – dolegliwości nie dotyczyła.
Aż nadeszła upragniona WOLNOŚĆ, czyli Trzecia Rzeczpospolita. Gdy inaugurowałem obrady Sejmu RP II kadencji po raz pierwszy użyłem tej nazwy w oficjalnym akcie urzędowym. Owa wolność tak gorąco i z poniesieniem ofiar – nawet z życia – poparta i wywalczona przez sporą część demonstrujących na Śląsku robotników przyniosła tej klasie społecznej dokładnie to wszystko, co obywatelom Republiki Weimarskiej dały przegrana wojna i traktat wersalski oraz Wielki Kryzys i utrata sporej części terytorium. Podobny jest także dalszy ciąg tego procesu historycznego, mianowicie zawierzenie swego przyszłego losu przez znaczną część narodu populistycznym fałszywym prorokom krzewiącym w społeczeństwie bez ogródek nienawiść rasową i polityczną oraz rozbudzony skrajny nacjonalizm.
Co jeszcze upodobnia obecne położenie państwa polskiego do czasów, gdy Hitler szykował Europie ludobójczą katastrofę i uzyskał pełne poparcie olbrzymiej części narodu niemieckiego? To mianowicie, że wśród ludzi dążących obecnie do zdobycia maksimum władzy w kraju są jawni zwolennicy ustroju neototalitarnego. Przypomnę ogłoszony w roku 1997 manifest neototalitarny Ludwika Dorna, jednego z ważnych działaczy PiS, obecnie posła na Sejm związanego z aspirującym do władzy w całym kraju Lechem Kaczyńskim.
Co proponował wówczas Dorn, czego nigdy nie odwołał? Był to program powierzenia pełni władzy w kraju małej, 400-osobowej „grupie specjalnej” wyposażonej nie tylko w olbrzymie kompetencje służbowe, ale i mającej zapewnioną luksusową egzystencję dla siebie i dla swych rodzin. „To nie chodzi o władze rządowe. Owa „grupa specjalna” ma inne zadania. Oni mają tworzyć wolę polityczną, zapewnić warunki jej realizacji… a także zapewniać MOŻLIWOŚĆ UŻYCIA LEGALNEGO PRZYMUSU… ponadto trzeba zagwarantować dużą dyskrecjonalną władzę KARANIA I NAGRADZANIA DLA DZIERŻYCIELI POZYCJI STRATEGICZNYCH… Trzeba zapewnić tej grupie możliwość życia na poziomie średniej klasy biznesmena…”. Do tych przymiotów władzy należy doliczyć „mieszkania służbowe o bardzo wysokim standardzie czy dobre samochody służbowe, także do prywatnego użytku. Wszystko to ma sprawiać, że wypadnięcie z grupy specjalnej będzie pociągało za sobą bolesną degradację, także w wymiarze materialnym”.
Przytoczyłem tylko kilka zdań z tego przerażającego neototalitarnego programu czołowego polityka PiS na dowód, że nie tylko same trudności z zagospodarowaniem odzyskanej wolności czekają nasze państwo, ale także istnieje konkretny program przywrócenia porządku totalitarnego.
Pojawiają się także już inne sygnały nadchodzących zagrożeń. Oto pierwsze nominacje kadrowej elity w mieście Warszawie, dokonywane przez jej nowego prezydenta, mają wszystkie cechy tworzenia na nowo „republiki kolesiów”. Kryterium nominacji jest identyczne. „Sami swoi” bez względu na ich ewentualną przydatność dla dobrego ułożenia systemu zarządzania w stołecznym mieście. Warszawa będzie tylko doświadczalnym poligonem nowego ustroju, który – jak ongiś w Republice Weimarskiej – ma zastąpić demokrację. Obym się mylił!

19 listopada 2002 r.

 

Wydanie: 47/2002

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy