Ruch wsteczny

Ruch wsteczny

Kto rządzi teraźniejszością, ten ma władzę nad przeszłością. Prawicowe media właśnie ogłosiły skrywaną przez wiele lat niczym trzecia tajemnica fatimska informację o tym, co było stawką w walce powstańców warszawskich: zwycięstwo Dudy w wyborach prezydenckich 2015! Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej”, wyznał, że „patrząc na prezydenta Andrzeja Dudę, można powiedzieć, że cel polityczny Powstania Warszawskiego został właśnie zrealizowany”. Teraz trzeba zaczekać na polityczne wyznanie, że ostatecznym skutkiem zwycięstwa w bitwie pod Grunwaldem będzie możliwość tworzenia rządu przez PiS.

W tym samym stylu za chwilę usłyszymy, że teoria ewolucji nie jest w stanie dokładnie wyjaśnić zachowań świata przyrody, a bardziej adekwatne do tego są nauczanie Kościoła i teoria kreacjonizmu (boskiego majsterkowania przy nadawaniu światu ostatecznych kształtów). Słuchając wypowiedzi niektórych gwiazd polskiej prawicy, sam nabieram wątpliwości co do istotności teorii ewolucji w wyjaśnianiu wszelkich trudnych przypadków gatunku homo sapiens.

Regres kulturowy, intelektualny i społeczny, jaki obserwujemy w Polsce, ma wiele przyczyn. Nie tylko finansowych, związanych z zalewem komercyjnej i płytkiej kultury popularnej czy wynikających z trwania i lansowania dogmatów religijnych, a także z coraz gorszego stanu systemu edukacji. To zacofanie i zaskakiwanie wciąż bardziej sekciarskimi przejawami kulturowego konserwatyzmu ma również powody polityczne.

Od początku transformacji w 1989 r. dostrzegamy w Polsce coś, co Marks nazywał „ruchem wstecznym” i opisał w „18 brumaire’a Ludwika Bonaparte” – pierwotna rewolucja społeczna zapoczątkowana przez Solidarność i następująca po niej przemiana systemowa poruszają się po linii zstępującej. Najpierw porzuca się hasła o samorządnej Rzeczypospolitej i koncepcji trzeciej drogi. Na poziomie retoryki politycznej i w konstytucji pojawia się zapis o „społecznej gospodarce rynkowej”. To pojęcie bardzo szybko również zostaje zapomniane i codziennością społeczną staje się neoliberalizm. Związki zawodowe szybko się kurczą. Podobnie jak liczba zakładów państwowych. Unia Wolności (partia dawnych demokratycznych opozycjonistów) zaczyna jako partia liberalno-lewicowej inteligencji, a kończy jako formacja kierowana przez Balcerowicza, dogmatycznego fundamentalistę rynkowego. UW, która w latach 90. pouczała lewicę postkomunistyczną, że jej mniej wolno, i próbowała ograniczyć jej wpływy, zostaje pokonana przez mniej subtelnych graczy z konserwatywno-liberalnej Platformy Obywatelskiej. Choć cała debata polityczna przesuwa się dzięki PO bardziej na prawo, pozostaje – przynajmniej w deklaracjach – przywiązanie do demokracji. Ale PO jest znowu atakowana z prawej strony i kiedy pojawiają się wpływy konserwatywnej prawicy z Prawa i Sprawiedliwości, bardziej niż „demokracja” zaczyna się liczyć „porządek”. Co więcej, dzięki retoryce PiS po prawej stronie mogą wyrastać i wchodzić na polityczne salony jeszcze bardziej prawicowe grupki. W ten sposób, kiedy pod wpływem kryzysu społeczno-ekonomicznego po 2010 r. pojawiają się w Polsce nastroje antysystemowe i rozkwita niezadowolenie z istniejących warunków społecznych, cała para idzie nie w budowę postępowego ruchu lewicowego, lecz we wspieranie coraz bardziej ekstremistycznych i populistycznych inicjatyw prawicowych (Ruch Narodowy, Kongres Nowej Prawicy, KORWiN, inicjatywa Pawła Kukiza etc.). Ruch na prawo trwa w polityce, kulturze, mediach i w całym życiu społecznym.

Cały ten „ruch wsteczny” obserwowany przez minione dwie dekady doprowadził do sytuacji, że konserwatywni liberałowie z PO pod praktyczną nieobecność lewicy i poważnych sił postępowych wchodzą obecnie w rolę obrońców demokracji przed PiS i ich potencjalnymi sojusznikami z radykalnej prawicy.

W takich okolicznościach zamiast wzmacniania praw obywatelskich, rozszerzania debaty demokratycznej i utrwalania praw socjalnych obserwujemy coś odwrotnego – cięcia socjalne, zanik debaty publicznej, rosnącą liczbę naruszeń podstawowych praw obywatelskich przez aparat państwa i bezduszny rynek. Zamiast „partii postępu” mamy dominację „partii porządku”, której towarzyszy coraz gęstsza i cięższa atmosfera.
Obecne zjawiska kulturowe, społeczne czy ekonomiczne doświadczane w Polsce to właśnie owoce „ruchu wstecznego”. Był on możliwy również z powodu zachowawczej od początku lat 90. polityki lewicy postkomunistycznej, która cierpiała na kompleksy PRL i przez cały okres po zmianie systemowej starała się przede wszystkim uzyskać akceptację ze strony elity nowego systemu politycznego. Marzenie o wejściu na „demokratyczne salony” zbyt często przekreślało decyzje o odważnej krytyce realnych problemów nowego porządku społeczno-politycznego.

Czy można odwrócić te tendencje? Zawsze jest możliwe zastąpienie ruchu wstecznego, odbywającego się po linii zstępującej, przez ruch postępowy, który będzie marginalizował obecne trendy. Do tego potrzeba jednak zarówno odważnej diagnozy, jak i jeszcze bardziej zdeterminowanych praktyków. Na razie polska lewica nie grzeszy ani odwagą, ani determinacją. Ruch wsteczny trwa.

Wydanie: 34/2015

Kategorie: Felietony, Piotr Żuk
Tagi: Piotr Żuk

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy