Świat się chwieje

Stany Zjednoczone szykują się do uroczystości inauguracyjnej prezydenta Busha, która odbędzie się w styczniu przyszłego roku. Dużo pracy włożono w zabezpieczenie przed ewentualnymi atakami terrorystów na terenie USA, a jednocześnie, chociaż po cichu, Amerykanie kontynuują polowanie na bin Ladena. Jest ono bardzo utrudnione przez wyjątkową dzikość bezdroży górskich w Hindukuszu i na pograniczu Afganistanu. Liczne plemiona rozrzucone na tym wielkim obszarze także raczej nie sprzyjają Amerykanom. Warto dodać, że wybitny biolog angielski Dawkins w ogłoszonym niedawno artykule wyjawił swoją szczególną niechęć, jaką żywi dla Busha. W samej rzeczy, wlecze się za jego polityką ponury horror wojny irackiej. Pewien znany Europejczyk, zapytany po przybyciu do USA, co Ameryka powinna uczynić w pierwszej kolejności dla poprawy stosunków z resztą świata, powiedział, że przede wszystkim musi zwyciężyć w Iraku.
Sytuacja w Iraku powoli, lecz systematycznie się pogarsza, jednak przesłania ją w pewnej mierze sprawa prac nuklearnych na terenie Iranu. Jakkolwiek trwają wciąż pertraktacje, mające na celu demilitaryzację jądrową Teheranu, zdrowy rozsądek powiada, że kraj mający tak znaczne zasoby ropy i gazu ziemnego nie musi się wcale starać o poprawę swej sytuacji energetycznej za pomocą energii atomowej. Jest więc nadzwyczaj prawdopodobne, że irańscy ajatollahowie, którym marzy się broń jądrowa, będą nadal usiłowali przechytrzyć Zachód. Równocześnie mamy do czynienia z wyłanianiem się dwóch nowych mocarstw, a mianowicie chińskiego i hinduskiego, co mocno niepokoi obserwatorów. Potrzeby Chińczyków nieustannie rosną i wysysają oni z całego świata coraz większe ilości paliw płynnych. Jednym słowem, sytuacja międzynarodowa wymaga amerykańskiego prezydenta obdarzonego politycznym rozumem i orientującego się sprawnie w zawiłościach globalnej polityki. Tymczasem nie mamy ani takiego przywódcy, ani ufającej mu Europy Zachodniej, a jeśli skierować wzrok na sprawy polskie, można przeczytać w amerykańskiej prasie wyrazy umiarkowanego sceptycyzmu, adresowane do naszej gospodarki, albowiem rzeczoznawcy uważają, że twardy kurs złotego może zdławić obecne ożywienie.
Trzeba sobie zdać sprawę z kruchości równowagi, jaka obecnie panuje na świecie. Nadchodzący rok może być, niestety, obciążony licznymi, a nie zawsze spodziewanymi politycznymi wstrząsami w globalnej skali. Administracja Busha nie tyle zwalcza liczne kłopoty, jakich sama sobie przysporzyła, ale jednocześnie próbuje raczej czynić to, co się obiegowo nazywa zamiataniem śmieci pod dywan. Amerykanie nie zdają sobie sprawy z tego, jak sami sobie zaszkodzili wyborem prezydenckim, i najlepsza wiadomość, jaka mogłaby ich pocieszyć, brzmiałaby po prostu, że również John Kerry niczego lepszego nie mógłby teraz zdziałać, ponieważ sprzątanie po prezydencie Bushu nie będzie rzeczą ani łatwą, ani tanią.

15 grudnia 2004 r.

Wydanie: 52-53/2004

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy