Wojna z ropą w tle

Wojna z ropą w tle

Kolejna nieszczęsna wojna ma pompatyczną nazwę „Świt Odysei”. Wątpię jednak, by autor tego kryptonimu ataku na Libię wiedział, że Odyseja trwała 10 lat. Chyba że od lat wie, że choć wojny łatwo się rozpoczynają, to ich końca nie widać. Bo to, co ma najpierw być kontrolą z powietrza, przekształca się w coraz cięższe bombardowania, a potem w okupację i tworzenie własnej administracji. Popatrzmy na ostatnie 60 lat. Na interwencje USA, Wielkiej Brytanii i Francji w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Historia tych konfliktów ma jedną stałą cechę. Wkroczenie wojsk zawsze poprzedzały piękne słowa o wartościach. O potrzebie obrony wolności i praw człowieka. A kończyło się na wielkich interesach, które robili ci, którzy wkraczali chwilę po armii. Ropa naftowa i to, co się wokół niej dzieje w tym rejonie świata, to klucz do odczytywania prawdziwych intencji państw i ich rządów. Interesy wielkich koncernów pozwalały na przymykanie oczu i wspieranie rozmaitych dyktatorów i tyranów. Dopóki byli wygodni, dopóki chodzili na dłuższej lub krótszej smyczy, dopóty tolerowano ich, zapraszano do siebie, a nawet odznaczano. Muammar Kaddafi to czarna postać nawet na tej niechlubnej liście. Ma na koncie zamachy terrorystyczne w Berlinie i samolot pasażerski wysadzony nad Szkocją. Przeżył atak Reagana na Trypolis w 1986 r. Ale takiego szczęścia nie miało 200 ofiar cywilnych. Jak będzie teraz? Libijscy cywile giną każdego dnia. I znowu słyszę, że trudno, ale tak trzeba, bo jest to kolejna wojna sprawiedliwa. Rozmaici mądrale piszą więc o Cyceronie, o św. Tomaszu z Akwinu, a nawet o naszym Stanisławie ze Skarbimierza. Papier jest cierpliwy. Zwolennicy walki z dyktatorami poprzez bombardowanie ich nieszczęsnych krajów, sięgając do tych filozofów, uspokajają swoje sumienia. Zapominają o dużo dłuższej liście wybitnych intelektualistów, którzy obnażali bezsens i barbarzyństwo wojen.
A ile poruszających traktatów napisano o wojennych cierpieniach zwykłych ludzi? Ile razy trzeba się sparzyć, by zacząć wreszcie wykazywać się rozsądkiem i powściągliwością? Ile razy trzeba brać udział w wojnach wyniszczających ludność cywilną, by przestać się chować za bałamutnym parawanem wojny sprawiedliwej? Tym, którzy uważają, że Polska nie powinna stać na uboczu, że powinniśmy stale potwierdzać swoją zdolność ekspedycyjną i stać przy naszym głównym sojuszniku, można byłoby dać szansę. Może powołać dla nich jakiś speckorpus?
W Libii trzeba przede wszystkim znaleźć rozwiązanie polityczne. Sześciomilionowy kraj musi się rządzić według własnych tradycji i potrzeb. Zachłystywanie się powstańcami, na czele których stoją minister sprawiedliwości i szef spraw wewnętrznych, którzy tak niedawno opuścili Kaddafiego, a przez dziesięciolecia z nim współpracowali, jest dowodem ignorancji i naiwności. Nie wiemy, jaka jest opozycja libijska. Nie wiemy, jakie ma cele polityczne. Podobnie zresztą, jak nie wiemy, jakie są cele operacji wojskowej NATO. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce, by ludzie byli torturowani i zabijani przez reżim. Kaddafi musi odejść. Zadecydują o tym sami Libijczycy, którzy też najlepiej wiedzą, jak można im pomóc, nie niszcząc kraju.

Wydanie: 13/2011

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy