Ekonomie! Mądrale…

Ekonomie! Mądrale…

Nieubłaganie i niepowstrzymanie nadchodzi rok 2019, co będzie oznaczać wysyp analiz, metafor, podsumowań, ocen, potępień i rozczarowań związanych z 30-leciem przemian roku 1989. Trzeba pokornie się pogodzić z tajemniczym rytmem nibyważności wyznaczanej dekadami, a nie choćby wielokrotnością 12, 13 czy 19, nie mówiąc już o 29. Za chwilę przykryje nas tupot 100-lecia niepodległości, ucieknijmy zatem w 30-lecie. A przynajmniej w jeden jego aspekt.

Władzę wówczas faktycznie przejęła nowa formacja. Opozycja demokratyczna, solidarnościowcy – powiedzą jedni. Solidaruchy i nowa sitwa – wyrzucą z siebie drudzy. Zdrajcy – dołożą ci, którzy wtedy nie wsiedli do tramwaju transformacja albo zapomnieli, że wsiedli. Nie w tym rzecz. Zmiana polityczna dojrzewała co najmniej od przełomowych lat 1980/1981. Coraz mniej liczna opozycja w latach po stanie wojennym artykułowała sprzeciw, niezgodę, odgrywała rolę nieinstytucjonalnej opozycji – pisząc, drukując, manifestując, podważając, komentując, zdobywając poparcie poza Polską. Bardzo ciekawym pytaniem jest, czy przygotowywała się do przejęcia władzy, bo to bynajmniej nie jest oczywista teza. Odczuwalna moc geopolitycznej potęgi naszego układu wyznaczała granice i temperaturę samoograniczenia rewolucji (Jadwiga Staniszkis).

Zmierzam powoli i opornie do momentu, w którym trzeba podkreślić, że opozycja, nie mając jasno wyartykułowanego żądania, a nawet oczekiwania przejęcia władzy po PZPR, do tego się nie przygotowywała. Nowe kadry, ministrowie (ba, premierzy) i cały nowy narybek rządzących po utworzeniu gabinetu przez Tadeusza Mazowieckiego (jeszcze kilka tygodni wcześniej zżymającego się na wizję Michnika z tekstu „Wasz prezydent, nasz premier) byli niemal – lub czasem dosłownie – z łapanki. Do wielu zmian środowiska posolidarnościowe były przygotowane nieźle i merytorycznie: reforma wymiaru sprawiedliwości, polityka zagraniczna. Tak naprawdę wstrząsająca jest skala nieprzygotowania w wymiarze reformy gospodarczej, czyli myślenia ekonomicznego. W wymiarze zmian, które okazały się – bo okazać się musiały – najradykalniejsze, najdotkliwsze i przeorujące cały dotychczasowy świat. Wyciągnięty z kapelusza Leszek Balcerowicz, współautor programu Samorządnej Rzeczypospolitej, zrealizował konspekt neoliberalnych przemian. Głos sprzeciwu nielicznych nie był słyszany, alternatywy nie zostały przedyskutowane, a odmienne wizje wyartykułowane. W konsekwencji rządy „humanistów” dały nieokiełznaną wolność działania w instytucjonalnym wprowadzeniu nowego kapitalizmu.

W tym za długim wprowadzeniu próbuję zbliżyć się do teraźniejszości. Pokłosie kryzysu końca pierwszej dekady XXI w., zmiany klimatyczne, konieczność wypracowania nowego paradygmatu energetycznego stawiają nowe, fundamentalne pytania o ekonomię i gospodarkę XXI w. To jest moment, by podkreślić wagę takich ruchów jak Międzynarodowa Inicjatywa Studencka na rzecz Pluralizmu w Naukach Ekonomicznych, która apeluje o pluralistyczne podejście do ekonomii, szczególnie w systemie edukacji uniwersyteckiej, bo jak mówili sami studenci, kiedy za oknami sal wykładowych przewalał się globalny kryzys, na wykładach trwała w najlepsze stara baśń neoklasycznej ekonomii. Postulat przemyślenia i pomyślenia ekonomii XXI w. na nowo wychodzi od studiujących i niektórych wykładowców. To przede wszystkim postulat odczarowania ekonomii jako twardej jak fizyka nauki dostępnej wybranym merytokratycznym mędrcom. Ale także żądanie pluralizmu w edukacji ekonomicznej: „Teoretyczny wymiar pluralizmu kładzie nacisk na potrzebę poszerzenia gamy szkół, na podstawie których czerpana jest wiedza. Nie chcemy opowiadać się konkretnie za żadną z ekonomicznych tradycji. Sens pluralizmu nie polega bowiem na obieraniu konkretnej strony i kurczowym trzymaniu się jej, lecz na wywołaniu twórczej, bogatej intelektualnie debaty oraz kształtowaniu w sobie umiejętności krytycznego spojrzenia na rozmaite idee poprzez konfrontowanie ich ze sobą. Podczas gdy inne dyscypliny nauki są bardzo różnorodne i nauczają konkurujących ze sobą teorii, nawet jeśli są one sobie nawzajem absolutnie przeczące, ekonomia jest często przedstawiana jako jednolite ciało, jest to natomiast dyscyplina niezwykle różnorodna wewnętrznie. Pomimo to mamy obecnie tylko jeden, prosty tor jej nauczania, a co za tym idzie, jeden tylko sposób postrzegania rzeczywistości”.

Jest to wołanie o wielość i różnorodność opowieści ekonomicznej. Wydany właśnie przewodnik po głównych nurtach ekonomii heterodoksyjnej „Pomyśleć ekonomię od nowa” (Wydawnictwo Ekonomiczne Heterodox) stanowi wstęp do nowej debaty. Jest przejrzystą prezentacją kilku nurtów niedominujących ekonomii: marksistowskiej, austriackiej, instytucjonalnej, feministycznej, ekologicznej, behawioralnej, złożoności, spółdzielczości. Porzucamy stare, fałszywe, fetyszystyczne pytanie europejskiej kultury: unde malum (skąd się wzięło zło – przyp. red.) na rzecz pytania: dlaczego ekonomie, a nie ekonomia. Tych pytań 30 lat temu nie zadawano. Nie musimy popełniać tego samego błędu. Myślmy, przygotujmy się, nie zostawiajmy ekonomii tzw. specjalistom, bo znowu skończy się to źle.

Wydanie: 40/2018

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy