Wielkie szczucie

Wielkie szczucie

Najlepszym potwierdzeniem prawdziwości fałszywego oskarżenia jest drugie fałszywe oskarżenie. Jeżeli drugie nie wystarczy, to trzeba wysunąć trzecie i tak oskarżać fałszywie aż do skutku. Gdy mówią nam, że ten czy ów jest skorumpowany, nie bardzo w to wierzymy bez dowodów. Słysząc, że skorumpowani są i ten, i ów, i dziesięciu, pięćdziesięciu innych, nie potrafimy już trwać przy swoim pierwotnym sceptycyzmie. Zaczynamy wierzyć, że ten pierwszy musiał być złodziejem, skoro niemal wszyscy są.
Można środkami propagandowymi wytworzyć w społeczeństwie taki nastrój, że nikt nie będzie potrzebował na nie dowodu, bo będzie wiadomo z góry, że wszyscy kradną. Potrzebny będzie tylko jeden, drugi, trzeci kozioł ofiarny, na którym skupi się cała nienawiść narodu do korupcji.
Niektórzy studiują teorię propagandy i długo uczą się ją stosować. Okazuje się, że niepotrzebnie. Ludzi uzdolnionych do propagandy jest mnóstwo wokół nas. Perfidna propaganda telewizyjna (celuje w niej TVN) czy gazetowa potrzebuje takich talentów, jakimi są obdarzone kumoszki z targowiska, które na przemian głośnym pyskowaniem i perfidnymi półsłówkami urabiają targowiskową opinię publiczną. Patronem propagandystów jest i niech pozostanie na wieki wieków przeklęty Goebbels. Dobra sprawa nie miała nigdy tak utalentowanego propagandysty. To się łatwo tłumaczy. Do wybitności w tym fachu oprócz talentu potrzebna jest jeszcze niskość uczuć, cynizm, bezwzględność. Kto daje się czasem ponieść szczerości, chęci powiedzenia prawdy, w propagandzie wielkiego sukcesu nie odniesie, a cyników do propagowania dobrej sprawy nie ciągnie.
Nie ja jeden twierdzę, że toczona przez media i polityków „walka z korupcją” sama pod niejednym względem jest przejawem korupcji. W istotnym sensie korupcja oznacza rozkład, zepsucie. Przekupstwo jest tylko jednym z jej przejawów, i to nie najważniejszym. Wciąganie społeczeństwa w międzypartyjną atmosferę kłamstwa, blagi, oskarżycielstwa jest z pewnością większym złem niż nieuczciwe rozegranie przetargu, bo w przetargu rozróżnienie uczciwości od nieuczciwości jest najczęściej kwestią interpretacji przepisów i faktów. Zgłaszane oferty na ogół mało się różnią od siebie. Nie można brać poważnie głosów oburzenia, które odzywają się tylko wtedy, gdy członek SLD wygra przetarg.
W polskiej polityce nie liczy się prawda, mniejsza o to. Ale nie liczy się również prawdopodobieństwo.
Przeciwnicy SLD mogą znaleźć, gdyby tylko trochę pomyśleli, mnóstwo rzeczowych, prawdziwych zarzutów przeciw tej partii. Dlaczego posługują się wyłącznie fałszywymi? Prawdopodobnie są tak już przez politykę wychowani, że myślą, iż tylko fałsz się liczy. Mieliby się za zdrajców swoich partii, gdyby zaczęli mówić prawdę. Nikt chyba nie jest tak spadły z księżyca, aby uwierzyć, że posłowi Jaskierni ktoś dał 10 milionów (według innej wersji 100 milionów) dolarów łapówki. Wiele razy słyszałem, że łapówki brane przez urzędników i polityków za prywatyzację były śmiesznie małe. 10 milionów dolarów to może być suma wszystkich łapówek wziętych za prywatyzację całych gałęzi polskiego przemysłu.
W klimacie oskarżycielstwa można oskarżać wszystkich i o wszystko. Każdy konkret życiowy jest podejrzany. Nie pamiętasz, co robiłeś 23 sierpnia 2001 roku? Podejrzane. Pamiętasz – też podejrzane, bo musiało to mieć dla ciebie duże znaczenie, zaraz zbadamy, co było takie ważne itp. Posłanka zgłosiła poprawkę do ustawy na piśmie – mamy ją w ręku. Poseł zgłosił poprawkę tylko ustnie – widocznie chciał zatrzeć ślad. W czasach stalinowskich cokolwiek kto powiedział – mogło być karalnym odchyleniem od linii partii. Jeżeli nic nie mówił, to też było odchyleniem i miało swoją nazwę: mołczalnictwo.
Umawialiśmy się, że sporne kwestie winy i niewinności będą rozstrzygały sądy. Ale niech spróbują rozstrzygnąć niezgodnie ze zmasowanym oskarżeniem partyjno-medialnym. Będziemy mieli dowód, że sąd jest zawisły od grupy trzymającej władzę. Afera starachowicka wstrząsnęła całą policją, rządem, miała być dowodem na przestępczy charakter SLD. Wyroki zapadły: kilkanaście miesięcy więzienia dla drobnego oszusta i rok więzienia dla byłego starachowickiego starosty, któremu ukradziono samochód i który ma dobre szanse na uniewinnienie w drugiej instancji. Dociekliwe media wolą o tym nie wspominać.
W tej pełnej złośliwości „walce z korupcją”, dzięki której liderzy partyjni i medialni nawiązują emocjonalną więź z masami żądnymi karania, widzę coś gorszego niż populizm. To już jest pełzający faszyzm. On się nie podniesie i nie stanie na nogach tylko dlatego, że Europa nie pozwoli. W samej Polsce nie ma sił, które mogłyby i chciały się temu przeciwstawić. Psychologia tłumu zagarnia socjologów i psychologów, uczonych i nieuków (jeśli są jeszcze rozróżnialni), arcybiskupów i poetów. Intelektualiści apelują w swoich listach otwartych: „Nie powinniśmy biernie przyglądać się wydarzeniom w Polsce. Wspólnie odpowiadamy za naszą ojczyznę”, ale nie potrafią nic dorzecznego powiedzieć o wykreowanych aferach, przesłaniających rzeczywiste zepsucie. Uczony arcybiskup w swoim szczególnym języku zaklina wiernych na „paradygmat Chrystusowy”: raczej dajcie się ukrzyżować, niż mielibyście wziąć trzydzieści srebrników. I przyłącza się do wszystkich medialnych akcji dyfamacyjnych. I poeci się przyłączają: „Niechże poezja się nie odwraca od problemów, którymi żyje całe społeczeństwo – głosi krakowski poeta – niech wyrwie się na moment z zaklętego kręgu motywów (wiosna, jesień, pierwsza miłość, ostatnia miłość, nieubłagany upływ czasu). Proponuję temat bolesny i aktualny: korupcja. Czy ktoś potrafi napisać niedługi wiersz, nie płasko satyryczny, lecz prawdziwie głęboki, na temat korupcji?” (Adam Zagajewski, „Gazeta Wyborcza” w Krakowie, 15.11. i 29.11.br.).
Korupcjo! Ty nad poziomy wylatuj, a okiem słońca ludzkości całe ogromy przeniknij z końca do końca. Idź, dokąd poszli tamci, do ciemnego kresu po złote runo korupcji, twoją ostatnią nagrodę.
Podaję tylko diapazon moralny, treść powinna być odwrotna.
PS W audycji telewizyjnej „Panorama” zostałem przedstawiony jako członek Polskiej Akademii Nauk. Ta informacja jest na razie nieprawdziwa. Jest to często popełniany błąd, gdy mowa o kimś, kto miał cokolwiek wspólnego z PAN. Byłem kiedyś członkiem jednego z komitetów naukowych PAN i członkiem rady jednego z instytutów PAN-owskich, ale od tych czasowo pełnionych funkcji daleko do członkostwa Akademii.
Człowiek się stara i myśli, że ma realne zasługi, a media uważają, że trzeba go „dowartościować” godnościami akademickimi, które ani mu w głowie.

Wydanie: 50/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy