Czy święta może być wściekła?

Kiedyś dużo mówiło się i pisało o świętych krowach. Uczeni uważali, ze gdyby Indie przełamały tabu i przerobiły święte krowy na hamburgery, Hindusi obrośliby w tłuszczyk jak grubasy amerykańskie, oczywiście te z niższych warstw, czyli obywatele należący do pierwszego w rodzinie pokolenia, które wreszcie może się najeść do syta, a odchudzanie ma głęboko w tłustym zadku.
Hindusi pozostali głusi na wołanie o pożeranie świętych krów. Przeżuwające całą swą egzystencję bydlęta chodzą więc nadal po placach i ulicach. Powstaje zatem paradoks, czy święta krowa może być jednocześnie wściekła? Oto zagadnienie z ekumenii międzygatunkowej. Bo i owszem, święci bywali wściekli, bywali szaleni, ale przeżuwali, pardon: przeżywali przełom i od tej pory byli już świątobliwi. Jak to jest ze świętą wściekłą krową, nie wiadomo nic.
Wszyscy zauważyli, że rzadziej pokazuje się nam, świeć Panie nad jej duszą, Federację AWS, co składa się z komórek złośliwie współpracujących. Teledeliryczne dzienniki telewizyjne zostały zdominowane przez szalone krowy z Unii Europejskiej. Zupełnie jakby redaktorzy się powściekali. Z lubością serwują ludności wołowinę zdechłą albo jeszcze hasającą po łące oraz wściekle czerwoną, już w martwej naturze, na hakach w rzeźniach lub tradycyjnie ćwiartowaną tasakiem. Jeśli jedzący mięso odwracają się od ekranu ze wstrętem, to pytam, co mają zrobić wegetarianie?
W każdy weekend na drogach ginie tysiąc razy więcej ludzi niż umiera ich po zjedzeniu wołowiny, ale nikt z tego powodu nie wiezie auta na złomowisko, myślę zajadając nie tak bardzo znów krwawy befsztyk w kawiarni Czytelnika. Nie lubię krwi cieknącej po talerzu. Jadają tu befsztyki pisarze i krytycy, tłumacze oraz posłowie i ochroniarze z pobliskiego Sejmu. Nikt nie boi się choroby Creutzfeldta-Jakoba powodującej gąbczaste zwyrodnienie mózgu. Ludzie mają rację, albowiem powodujący tę przypadłość prion jest mniejszy od wirusa, zawiera wyłącznie białko, nie ma DNA i sam się nie namnaża. To tylko zniekształcona forma białka, jakie znajduje się w każdym mózgu. Chorują krowy żywione mączką zwierzęcą, a konkretnie mieloną z owiec. Nie udowodniono jeszcze, że choroba szalonych krów przekłada się na ludzką odmianę. Mówię, co wiem – od syna biologa parazytologa, zawodowo zajmującego się pasożytami zwierzęcymi.
Nasze krowy, w biednych skansenach, chodzą sobie po łąkach i przeżuwają trawę. Czy on, nasz rolnik, sam w dolinie, nie może swej krowy sprzedać żądającemu krwi zachodniakowi? Oczywiście Krasulę trzeba by umyć, czego dotąd nie było w zwyczaju, ale do tego można zatrudnić bezrobotnych absolwentów Zarządzania. Oni sobie zarobią, a chłop potęgą będzie i basta. Wszystko się zazębia, spójne jest jak system w umyśle paranoika lub rządowy program zmniejszenia bezrobocia.
Zastanawiam się tylko, dlaczego biedacy mają po siedmioro maleństw, jeśli nie mogą wyżywić nawet trojga? Oczywiście, że znam porzekadło: “co rok prorok”, jak również przysłowie: “dał Bóg dzieci, da i na dzieci”. Kolejny telewizyjny news jest ilustracją tych chwytliwych haseł. Na oczach zdumionych telewidzów dzieje się cud boski, albo socrealistyczny cud ideologiczny. Dobry Pan, czyli Państwo, daje chłopu nie zegarek, lecz krowę. Odbywa się losowanie i właśnie na tej krowiej ruletce właściciele siódemki pociech wygrywają! Młoda, ładna chłopka z dziecięciem na ręku mówi ze łzami w oczach do kamery, jakie to szczęście ich spotkało. Bardzo się przyda taka krowa. Bieda aż piszczy. Progenitura kwili, bo chce jeść. Dzięki wielkie Jasnemu Państwu Łaskawemu niech będą za krowę. Czy to nie wzruszające?
A co by Jasne Państwo dało pielęgniarkom głodującym? A prządkom zwolnionym grupowo, a górnikom, a hutnikom, a murarzom, kolejarzom, a cywilom, a żołnierzom? A nauczyciele to pies? Ministerstwo w rachunkach się pomyliło, jakby dopadła je gąbczastość mózgu i teraz kasa nie płaci, a nauczyciele szalenie wściekli chodzą. Co zrobić z narodem łapę wyciągającym, swego się domagającym? Jeden Owsiak może pomóc, Wielką Narodową Loterię Fantową poprowadzić. Kto wygra, bierze krowę za rogi i do domu! Tak będzie sprawiedliwie.
A co zaś tyczy wymiaru sprawiedliwości w absurdalnym wymiarze, telewizja pokazała oprócz nagrodzonych krową jeszcze jedną parę ubogich gospodarzy. Bóg obdarzył ich dzieckiem płci męskiej; ów potomek gdy podrósł, użył plemnika, a wówczas kobieta, którą poznał, powiła dziecię. Wtedy mąż jej, a syn ubogich galerników, wypiął się na ojczyznę, rodziców, a także na rodzinę na swoim, a więc żonę i dziecię. Zwinął manatki i wyjechał za granicę. I tu dziennik telewizyjny zamienia się w latynoską telenowelę. Oto otwierają się wrota więzienia i widzimy płaczących starszych państwa. Siedzą za długi. Dostali wezwanie do zapłacenia alimentów, ale jako ubodzy nie mogli się wywiązać, bo nic nie mają. Bóg tym razem czy to zapomniał, czy miał inną koncepcję, w każdym razie dał dzieci, ale już na dzieci nie dał..
Dlaczego właściwie rodzice dorosłego człowieka są zobowiązani płacić za niego alimenty? W kwestii odpowiedzialności za winy Biblia mówi: “Ojcowie jedli kwaśną jagodę, a zęby synów ścierpły”. W tym przypadku syn zjadł kwaśną jagodę, a zęby jego rodziców cierpną na więziennym wikcie. Czy ktoś wytłumaczy skołowanym telewidzom, o co tu chodzi? Kto wpakował do więzienia tych ludzi, traktując ich surowiej niż bandytów? A w ogóle to czy ktoś bada nasze krowy? Bo wygląda na to, że choroba Creutzfeldta-Jakoba atakuje coraz szersze kręgi. Zaś gąbczaste mózgi dostarczają nam każdego dnia takich atrakcji, że wstrząsa nami teledelirka, a mózg staje na baczność. A w kwestii formalnej: czy można jeść czekoladę z mleka wściekłych krów? Nawet jeśli to świstak zawija ją w sreberka?

Wydanie: 49/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy