Pojednanie z przeszkodami

Pojednanie z przeszkodami

Mądre słowa wypowiedziane we właściwym momencie mogą mieć wielką moc. Tak też będzie ze wspólnym przesłaniem Kościołów katolickiego i prawosławnego, skierowanym do narodów Polski i Rosji. Krok odważny i dalekowzroczny. No i wbrew pozorom niezamykający się tylko w kręgu wierzących, bo adresowany do wszystkich ludzi dobrej woli. A skoro tak, to i jego wpływ może być szerszy. Tym lepiej, bo nadszedł już czas na poważne działanie i próbę zmiany wzajemnych relacji między Polską a Rosją. I na pojednanie między naszymi narodami, tak bardzo w historii obciążonymi tragicznymi wydarzeniami i ciągle wypełnionymi wzajemnymi pretensjami i żalami.
Tego apelu nie można odrzucić. Nie da się go zlekceważyć ani zmarginalizować. Bo przecież trudno protestować przeciwko próbie budowania mostów między ludźmi. Bo jak polemizować z poglądem, że historii nie da się przekreślić, ale można i trzeba z nią żyć? W prawdzie i zgodzie z faktami. Tyle że od ich ustalania nie są ani politycy, ani duchowni. To obszar, który trzeba zostawić ekspertom, historykom i takim autorytetom, jakie zebrano w Polsko-Rosyjskiej Grupie ds. Trudnych na czele z prof. Adamem Rotfeldem i Anatolijem Torkunowem.
Padło wreszcie na Zamku Królewskim w Warszawie to ważne, długo oczekiwane słowo. Pojednanie. Myślę, że dla większości Polaków to był dobry dzień. Stało się to, o czym wielu myślało, choć brakowało odwagi, by to publicznie głosić. Teraz sytuacja ludzi porozumienia bardzo się zmienia. Przybyli im potężni sojusznicy. Gotowość Kościołów do pracy nad pojednaniem może mieć tu ogromne znaczenie, choć to dopiero początek długiego i niezwykle trudnego procesu. Ale już samo wejście na tę drogę jest bardzo dobrą wiadomością. Jest dobrym początkiem.
Tylko czy dla wszystkich? Otóż nie. Są w Polsce środowiska, które nie chcą słyszeć o żadnym pojednaniu. Część, wcale nie marginalna, polskiej prawicy przy okazji wizyty Cyryla I skupiła się na wyliczeniu wszystkich faktycznych i rzekomych win patriarchy i litanii historycznych win Rosji wobec Polski. Prawdę mówiąc, nie ma w tym zachowaniu nic zaskakującego. To tylko kolejne potwierdzenie, że dla prawicy nic sensownego nie może wiązać się z Rosją. Każdy, kto chce dobrych relacji z Rosją, to wróg. Wtedy nawet najważniejsi hierarchowie Kościoła przestają być autorytetami. Przekonał się o tym
abp Michalik, którego brutalnie zaatakowano i za wspólny dokument, i za słowa prawdy o katastrofie smoleńskiej.
Prawica nie chce żadnego pojednania z Rosją. Sensem jej politycznego istnienia jest przecież budowanie swoich pozycji na konfliktach i wiecznych rozrachunkach z historią. Uzurpując sobie w sprawach oceny stosunków polsko-rosyjskich prawo do monopolu, każdego, kto myśli inaczej niż ona, bezpardonowo atakuje. Ulubione określenie, jakie stosuje wobec swoich przeciwników, to agenci Rosji. Bez znaczenia jest nawet konserwatywna wspólnota ideologiczna z patriarchą. Bo przecież nie o wspólnotę ideologiczną tu chodzi. Chodzi o rząd dusz. O przekonanie, że Rosja była, jest i będzie naszym wrogiem. I tak ma zostać. Tego by chcieli. Na szczęście wygląda na to, że są już dziś w Polsce malejącą mniejszością. Historycznym skansenem.

Wydanie: 34/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy