Żółta kartka

Żółta kartka

Na święta zamiast prezentu dostaliśmy żółtą kartkę. Każdy kibic wie, co ona oznacza. A że kibiców u nas większość, to wiadomo, że żółtą kartką jest komunikat Komisji Europejskiej o uruchomieniu art. 7 traktatu o UE i wniosku o uznanie Polski za kraj, w którym istnieje „wyraźne ryzyko poważnego zagrożenia dla praworządności”. Napisałem, że dostaliśmy żółtą kartkę, ale to przecież nie tak. Większość Polaków nie głosowała na PiS i nie ma nic wspólnego z tym, co robi ta władza. A że poznała już praworządność à la PiS, dobrze wie, że prawo do niezależnego sądownictwa jest w dzisiejszej Polsce szczególnie pożądane. Mamy rząd, który nie bierze pod uwagę żadnych opinii poza własnymi. Polacy mogą sobie protestować. Mogą się sprzeciwiać prawnicy, organizacje eksperckie i autorytety. Prezydent Duda i PiS przeprowadzają kolejne zmiany w równie brutalny sposób, jak wcześniej postąpili z Trybunałem Konstytucyjnym, z którego zrobiono bezwolną atrapę. Władza robi, co chce, bo może. Nie mając większości konstytucyjnej, zmienia ustrój. Tym, co mogło i ciągle może powstrzymać zagarnianie państwa, są protesty społeczeństwa. Tylko widok tysięcy ludzi mówiących „nie” wywołuje jakąś refleksję. Choć przecież nie o procesy myślowe tu chodzi, ale o zwykły strach, że władzę trzeba będzie jednak oddać. Prezydent Duda też może nie dotrwać do wyborów. Bo każdy, kto tak bezczelnie łamie konstytucję, musi się liczyć z reakcją.

Uchwała Rady Wydziału Prawa i Administracji UJ, gdzie Andrzej Duda pobierał nauki, jest dla niego tak druzgocąco krytyczna, że uczciwy człowiek spaliłby się ze wstydu. A jeśli dla Dudy Uniwersytet Jagielloński niewiele znaczy, to opinia o jego decyzjach tak bliskich mu Amerykanów jest jeszcze gorsza.

I dlatego życzę wszystkim Czytelnikom lepszego Nowego Roku.

Wydanie: 52/2017

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy