Drzewa, pasy, pustosłowia

Drzewa, pasy, pustosłowia

Wszystko jest polityczne, nawet to, co wydawałoby się najbardziej odległe, niepowiązane, oderwane, osobne i nieistotne. Trudno to jednak dojrzeć, choć jest tuż przed naszym nosem. Blisko, bliziuteńko, na wyciągnięcie ręki, na pierwszy rzut oka, na dotyk niemalże.

Ale najpierw napiszę o tym, co nam się wydaje, że jest polityką, a nią nie jest. Polityką nie są przede wszystkim politycy i polityczki (piszę, jak prawdziwy Polak, oczywiście o przypadku Polski). Polityką nie są ich wypowiedzi, komentarze, tyrady, wystąpienia, bon moty, żarciki, bąknięcia do mikrofonu czy przed kamerą. Polityką nie jest obecność w politykopożerczych mediach, to jest dramat mediów. Obecność polityków w mediach jest zresztą łatwo wytłumaczalna – ich elukubracje nic nie kosztują, burzą krew, rozsierdzają innych i wywołują gównoburze. Polityk ma zawsze czas i pogląd, nigdy nie wątpi, że ma coś do powiedzenia, jego elokwencja jest samoodnawialna, regeneruje się jak nastolatki po biegu. Właściwie z tego powinien wypływać wniosek, że dobrze byłoby stworzyć urządzenie, które zaabsorbuje te wykwity energetyczne i przetworzy na energię pożyteczną dla innych, niech to nawet będzie prąd. I choć będzie pochodził ze złej energii, będzie czystszy niż ten z węgla. Odzyskiwanie marnowanej energii z polityków powinno się odbywać w ciszy. Zamiast zwyczajowego sformułowania: „A teraz ma głos…”, będzie pobrzmiewać: „A teraz da prąd”. Cóż za wzbogacająca zmiana!

Zdeprecjonowanie słowa polityka, i tym samym polityk, polityczka, nie jest oczywiście osiągnięciem ostatnich lat. Pracowano na to dekadami, ale podobnie jak ze zmianami klimatycznymi nastąpił tu wykładniczy wzrost występowania zjawisk skrajnie negatywnych.

Nawet nie chce się wymieniać ostatnich ekscesów, ale to zabójczy obowiązek felietonisty śledzić głupoty wypowiadane przez innych, żeby nie narażać ogółu na egzystowanie w groźnym dla życia i zdrowia natężeniu tychże. Dobra rada wiceministra nauki (byłego już, byłego), żeby dzieciaki, które nie dostały się do żadnej z wybranych szkół średnich, wyjechały uczyć się za granicę. Tromtadracje polskiej ekipy europarlamentarnej o zablokowaniu kandydatury Timmermansa na przewodniczącego Komisji Europejskiej, które cichły, kiedy przedstawiciele PiS odpadali w wyścigu o pomniejsze nawet stanowiska unijne. Wstydu najedli się Beata Szydło i Zdzisław Krasnodębski. W kontekście politycznym i pejzażu Parlamentu Europejskiego z jeszcze większą mocą wybrzmiewa karykaturalność zapewnień i deklaracji w zderzeniu z izolacją, kordonem sanitarnym wokół eurosceptyków, zdziwionych, że potępiane przez nich w czambuł ciało polityczne po prostu ich separuje.

Równocześnie w Polsce narasta zjawisko niedoboru leków, ponieważ prawnie dozwolony jest dużo bardziej opłacalny dla handlujących wywóz wielu preparatów w hurtowych ilościach. Z przygotowanego projektu ustawy o lekach w uchwalonej wersji znikają kluczowe słowa. Wzrasta poza tym liczba aresztowań, od lat nadużywanej formy represji. Żadną miarą nie są regulowane prawa pracownicze zatrudnianych w Polsce Ukraińców i Ukrainek. Przerasta możliwości rządzących zorientowanie się i uwzględnienie w przepisach fenomenu elektrycznych hulajnóg, dzisiaj są one jakby sandałem na nodze pieszego, a nawet całym pieszym. Naprawdę???

Oglądamy więc nieustającą komedię omyłek, nieudolności, nadużyć i braku wyobraźni, a wszystko to okraszone wypowiedziami osób bardzo z siebie zadowolonych i mówiących z pewnością siebie godną lepszej sprawy. Ale dlaczego niby to miałoby dziwić, jeśli działa? Przecież nie ponosi się za to żadnej odpowiedzialności. Ani formalnej, ani politycznej, ani jakiejkolwiek innej.

Dwie kwestie jednak szczególnie mnie bulwersują i niepokoją. Myślę o tolerowaniu złej praktyki uprzywilejowania kierujących samochodami wobec pieszych, w szczególności pieszych na pasach. Polska jest niechlubnym liderem w statystykach śmiertelności pieszych na pasach i nie są to zgony na atak serca. Równocześnie przedstawiciele ministerstwa „wyjaśniają”, że zmiany tych przepisów, nakładające na kierujących autami większe obowiązki i ograniczenia w takich sytuacjach, są sprzeczne z polską tradycją, więc nie należy ich wprowadzać. Zabijanie na pasach – polską dumą i tradycją. Nawet brakuje słów, żeby to komentować. Być może po prostu zasługujemy na kordon sanitarny?

Chciałem jeszcze napisać o pladze wycinania drzew, zarówno w lasach, puszczach (ostatnio w Karpatach, Bieszczadach na masową skalę wycinane są stare drzewa), jak i w miastach, gdzie panuje istna mania cięć, wycięć, obcięć i równoczesne zaklinanie rzeczywistości nowymi „nasadzeniami”, kiedy nie trzeba żadnej fachowej wiedzy, żeby rozumieć różnicę między znaczeniem i rolą dorosłego drzewa (tlen, cień, ptaki) a sadzonki.

Ale dla naszej polityki to nie są żadne tematy. Bo to żadna polityka jest. Bo to jest władza bez kompetencji i bez konsekwencji. Do czasu.

Wydanie: 29/2019

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy