Co się stało w Trybunale Konstytucyjnym?

Co się stało w Trybunale Konstytucyjnym?

Od kilku dni we wszystkich mediach dziennikarze i politycy komentują wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie tzw. ustawy dezubekizacyjnej. Trybunał (przy pięciu zdaniach odrębnych) przyjął, że zaskarżona nowelizacja ustaw emerytalnych w zasadzie, poza jednym drobiazgiem, zgodna jest z konstytucją.
Większość wypowiadających się na temat wyroku nie ma najmniejszego pojęcia ani o treści i kształcie zaskarżonej do Trybunału ustawy, ani o zadaniach i kompetencjach Trybunału. Dlatego też z miną pewną siebie powtarzają na ogół bezmyślnie kilka sloganów, że sprawiedliwości stało się zadość, że oprawcy nie mogą mieć większych emerytur niż ich ofiary. Czasem, gdy dochodzi do szczegółów, niestety na ogół bredzą, robiąc przy okazji wodę z mózgu tym, którzy ich oglądają, słuchają lub czytają.
Dlatego na początek kilka informacji niezbędnych do zrozumienia tego, co się stało. A stało się coś nieporównanie gorszego niż zmniejszenie emerytur kilkudziesięciu tysiącom emerytów organów bezpieczeństwa PRL.
Prawo europejskie, podobnie jak nasza konstytucja, pozwala na dokonywanie rozliczeń z byłymi reżimami komunistycznymi także poprzez odbieranie przywilejów, jakie funkcjonariusze tych reżimów nabyli. Musi się to jednak dokonać w zgodzie z pewnymi warunkami. Odebranie przywilejów jest możliwe, ale nie jest możliwe przekroczenie tej subtelnej granicy, gdzie kończy się odbieranie przywilejów, a zaczyna represja. Tę subtelną granicę wyznacza głównie orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Represję też można stosować, ale muszą to czynić sądy. Represja nie musi mieć charakteru kary wymierzonej w postępowaniu karnym. Chodzi tu także o represję w rozumieniu socjologicznym czy psychologicznym. Pozbawienie części emerytury też może być represją. Podobnie jak pozbawienie prawa sprawowania stanowisk itp. Stosowanie represji przez sądy musi się odbywać wedle pewnej procedury, musi to być sądowy proces, uczciwy, z zapewnieniem takich elementarnych gwarancji jak prawo do obrony. No i oczywiście represję można stosować nie zbiorowo, lecz tylko indywidualnie jako konsekwencję indywidualnej odpowiedzialności. Tak więc pierwszym zadaniem Trybunału Konstytucyjnego było sprawdzenie, czy obniżenie emerytur byłym funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa PRL było jedynie dozwolonym odebraniem przywilejów niesłusznie nabytych w czasach PRL, czy już niedozwoloną represją. Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu dość precyzyjnie określa, na czym polega odebranie przywilejów. Otóż przywilejem jest to, co funkcjonariusz komunistycznego państwa dostaje ponad to, co dostają inni. Czyli zabranie przywileju to niejako zabranie owego „naddatku”, jaki daje przywilej. Co więcej, zgodnie z rezolucją Rady Europy z 1996 r., wszelkie rozliczenia z komunizmem, o ile nie dotyczą ścigania przestępstw z kodeksu karnego, powinny być zakończone z upływem 10 lat od obalenia komunizmu, tak więc w Polsce powinny się zakończyć do końca 2000 r. Później mogłyby być kontynuowane tylko w jakichś nadzwyczajnych wypadkach, po ujawnieniu jakichś nowych, wcześniej nieznanych faktów.
Tymczasem ustawa nie zrównuje emerytur byłych funkcjonariuszy z emeryturami pobieranymi w powszechnym systemie emerytalnym. Przelicznik 2,6, według którego funkcjonariuszom obliczano emerytury, obniżono nie do 1,3 – jak to jest w powszechnym systemie emerytalnym – ale znacznie niżej, do 0,7! To już nie jest wedle standardów europejskich odebranie przywilejów, to jest represja.
Trybunał uznał, że wprawdzie byłym funkcjonariuszom obniżono emerytury wedle współczynnika prawie o połowę niższego niż stosowany w powszechnym systemie emerytalnym, ale mimo to pozostaną one od nich średnio wyższe. Jak wynika z ustaleń Trybunału, średnia emerytura byłego funkcjonariusza po obniżce wynosić będzie 2559 zł, podczas gdy średnia emerytura wypłacana przez ZUS wynosi 1619 zł. Tak więc zdaniem Trybunału, nie ma tu mowy o żadnej represji, nawet, jak wynika z przedstawionych danych, przywileje jedynie zmniejszono, nie zniesiono. W takim podejściu są dwa błędy. Jeden socjologiczno-statystyczny, drugi prawny. Ten pierwszy polega na tym, że te średnie dotyczą liczb o ogromnej rozpiętości. Są tacy, którzy po obniżeniu emerytury dostaną mniej niż 500 zł i z tego będą musieli żyć, i niewiele im z tego, że średnia jest trzykrotnie wyższa. Poważniejszy jednak jest argument prawny. Otóż dotąd Trybunał Konstytucyjny uważał, bardzo słusznie zresztą, że jest sądem prawa i ocenia prawo, jego zgodność z konstytucją, a nie sądem faktów, który ocenia społeczne skutki działania prawa. Ostatni raz tak o sobie pisał Trybunał w uzasadnieniu wyroku jeszcze w grudniu 2009 r. Odejście od tej zasady, przyjęcie, że zgodność badanej normy z konstytucją zależy od społecznego kontekstu, prowadzić może do zupełnej dowolności i nieprzewidywalności orzeczeń Trybunału, zbliżając niebezpiecznie jego orzecznictwo do orzecznictwa trybunałów rewolucyjnych, orzekających na podstawie ludowego poczucia sprawiedliwości.
Mało tego. Zmniejszając emerytury byłym funkcjonariuszom PRL, ustawa zmieniła ustawy uchwalone w latach 90., odebrała zatem rzekome przywileje, nadane nie w PRL, ale na początku III RP. Jakież to nowe zdarzenia miały miejsce? Jakie to nowe fakty z historii PRL zostały dopiero teraz ujawnione, że w tym zakresie trzeba zmieniać prawo? 20 lat po zmianie ustroju?
Nie ulega wątpliwości, obniżenie emerytur byłym funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa PRL, nieistniejącej od 1989 r., było niedozwoloną represją, a nie odebraniem niesłusznie nabytych przywilejów!
Ale to nie wszystko. W przypadku członków WRON, którym też obniżono emerytury, o żadnym odebraniu przywilejów mowy być nie mogło, wszak z racji znalezienia się w tej radzie żadnych przywilejów nie nabyli. Emerytowany generał WP, były członek WRON, pobiera emeryturę identyczną jak jego kolega generał, który do WRON nie należał. Obniżenie emerytur członkom WRON jest więc ewidentną, niedozwoloną, bo niewymierzoną przez sąd za indywidualne winy represją. Niechlujstwo ustawodawcy spowodowało, że członkom WRON emerytury wedle współczynnika 0,7 należało liczyć także za lata służby w III RP. Ustawa zakładała, że osoby skażone członkostwem w istniejącej kilkanaście miesięcy WRON do końca życia muszą z tego tytułu ponosić konsekwencje emerytalne. Trybunał Konstytucyjny uznał, że za udział w WRON, powstałej w grudniu 1981 r., nie można jej członkom obniżać emerytur za wysługę od 8 maja 1945 r. – jak chciała ustawa. I tylko w tym zakresie uznał ustawę za niekonstytucyjną. Tak więc gen. Jaruzelskiemu, a także Kiszczakowi emerytura od wysługi za okres od 1945 r. do 12 grudnia 1981 r. liczona będzie wedle współczynnika 2,6, dopiero zaś po roku 1981 (aż po lata służby w III RP) wedle 0,7. I to zdaniem Trybunału już jest zgodne z konstytucją. Zaiste podziwu godna konsekwencja.
Zdaniem Trybunału, zgodne z konstytucją jest obniżenie emerytur tym byłym funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa, którzy przeszli w 1990 r. weryfikację i zostali uznani za posiadających kwalifikacje moralne do służby w organach III RP i którym z mocy ustawy komisje kwalifikacyjne potwierdziły, że w czasie swej służby w czasach PRL nie naruszyli prawa, nie wykonywali swych czynności z naruszeniem godności innych osób ani też nie wykorzystali stanowiska do celów prywatnych. Trybunał uznał, wbrew standardowi konstytucyjnemu, że teraz, po 20 latach to samo państwo ma prawo – bez ujawnienia żadnych nowych faktów, inaczej ocenić ich postawę w czasie PRL i jest to zgodne z konstytucją. Zarzutów niekonstytucyjności ustawy jest znacznie więcej, tu wskazałem tylko te najważniejsze. Stało się coś bardzo złego. Nie chodzi nawet o to, że skrzywdzono bardzo wielu ludzi. Stało się coś znacznie gorszego. Orzeczenie Trybunału otworzyło drogę do dalszych, niekończących się rozliczeń z PRL. To dobra wiadomość dla PiS. Opierając się na tych samych argumentach Trybunału Konstytucyjnego, można będzie wykazać konstytucyjność ustawy dekomunizacyjnej albo ustawy obniżającej emeryturę nauczycielom, którzy w PRL uczyli niesłusznej, zafałszowanej przez komunistów historii, albo dziennikarzom, którzy pracowali w reżimowej, komunistycznej prasie, radiu albo telewizji. Albo urzędnikom komunistycznych (a jakże! – innych nie było) rad narodowych. Nie wiem jednak, czy jest to dobra wiadomość dla sędziego sprawozdawcy, który w Trybunale tak przekonująco uzasadniał ten wyrok. Jeden z niegdysiejszych projektów ustawy dekomunizacyjnej przewidywał zakaz pełnienia funkcji publicznych przez członków PZPR pełniących funkcje od sekretarza POP wzwyż. Mogę go jednak zapewnić: nie ręczę za skutek, ale będę go wtedy bronił tak samo gorliwie jak teraz broniłem ubeków.
PS Na najwyższe uznanie zasługują ci sędziowie, którzy zgłosili od tego kuriozalnego wyroku zdania odrębne.

Wydanie: 9/2010

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy