A mury runą?

Stało się, o czym mruczano od zeszłego roku. Rząd RP wypowie umowy o ruchu bezwizowym z 15 państwami. Szkopuł w tym, że są to kraje nam geograficznie i gospodarczo bliskie, tak zwanego byłego bloku wschodniego.
W zeszłym roku, korzystając z mandatu poselskiego, zapytałem pana ministra Geremka, czy prawdziwe są plotki o wznowieniu wiz do Białorusi, Rosji, Azerbejdżanu, Kazachstanu, Gruzji, Kirgistanu, Tadżykistanu, Mołdawii, Turkmenistanu, Macedonii, Mongolii, Kuby, Bułgarii, Rumunii, a nawet Ukrainy. Pan minister z właściwą sobie galanterią, lekko ubolewając, potwierdził. Takie są wymagania układu z Schengen. Polska, pragnąc dostosować się do wymogów Unii Europejskiej, musi już tworzyć unijną granicę na własnej granicy. Mamy jeszcze parę lat, ale wizowanie jest nieuchronne.
Z zapowiedzi wprowadzenia wiz najbardziej ucieszył się były ambasador Macedonii. Prosto, wedle arytmetyki na poziomie obecnej klasy szóstej, udowodnił, iż jest to w interesie jego kraju. Statystycznie, do Polski przyjeżdża ledwo kilkaset Macedończyków. Do Macedonii, lub przez Macedonię, rocznie kilka tysięcy. Będą niebawem pieniądze na rozbudowę lub budowę nowej macedońskiej ambasady.
Bułgarów jest cztery razy mniej niż obywateli Rzeczpospolitej. Rumunów dwa razy mniej. Zatem uciążliwość wizowa obywateli RP będzie cztery i dwa razy większa niż obywateli krajów bałkańskich, którym obowiązek wizowy narzucimy.
Aby wprowadzić wizy z Mongolią, trzeba będzie uruchomić tam zlikwidowaną niedawno placówkę dyplomatyczną. Zyska na wizach Kuba, bo część Polaków pociągają tamtejsze gorące plaże niż Kubańczyków nadbałtyckie. Żarty skończą się, kiedy trzeba będzie wizować każde przekroczenie granicy z Białorusią, Rosją, Mołdawią, Kazachstanem, a przede wszystkim z Ukrainą.
Polonia w Kazachstanie nie jest już opisana, zlokalizowana. Co roku są problemy, skąd wziąć fundusze, by zapewnić im pobyt w Polsce. W Polsce nie ma mniejszości kazachskiej. Znów rachunek jest prosty. W Mołdawii dopiero zliczamy Polonię. Ale im też, jak we wszystkich krajach byłego ZSRR, trudno będzie wyłożyć nawet kilka dolarów na wizę do Polski. Przecież ich emerytury są nadal kilkunastodolarowe, a pensje kilkudziesięcio.
Pozostaje jeszcze Białoruś, Rosja, no i Ukraina. Nasz wzrost gospodarczy, spokój społeczny na kresach wschodnich pożywiał się na handlu, szarej strefie, kooperacji ze wschodnimi sąsiadami. Wizy to nie tylko jednorazowy wydatek. To przede wszystkim czas stracony na biurokrację, to nerwy, nierzadko łapówki po tamtej stronie. Jeśli chcemy w Unii Europejskiej wprowadzić wariant amerykański, czyli z linii Bugu i Niemna uczynić Rio Grande, stworzyć barierę między bogatszym Zachodem a prężnym, biedniejszym Wschodem, to rzeczywiście mamy historyczną szansę.
Tylko czy w interesie naszego kraju, od stuleci związanego kulturowo i gospodarczo z Ukrainą, Białorusią, Rosją, jest wprowadzanie wizowej, europejskiej segregacji ekonomicznej. Podziału na lepszy i gorszy świat. Czy mamy odpychać ludzi często z nami spokrewnionych, dzielić ich murem wizowym tylko dlatego, że przyszło im żyć po drugim brzegu rzeki? Czy miejsce ośmieszonego, krytykowanego sarmackiego ”przedmurza” ma teraz zająć ”mur Schengeński”? A może wpierw wejdźmy do Unii, a potem zastanówmy się nad ewentualnym grodzeniem wspólnej, wschodniej Europy.

Wydanie: 3/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy