Mniej nieprzejednani?

Mniej nieprzejednani?

Według tego, co przeczytałem w gazecie, do Warszawy przyjedzie delegacja rosyjskiej Cerkwi z patriarchą Moskwy Cyrylem I na czele. Hierarchowie prawosławni i katoliccy, jedni i drudzy narodowi, podpiszą deklarację przyjaźni między obu Kościołami. Osoby publiczne zarabiające na sławę za pomocą pojednania polsko-rosyjskiego już zdążyły oznajmić, że ta deklaracja nie będzie przełomem, lecz zaledwie pierwszym krokiem we właściwym kierunku. Polsko-Rosyjskiej Grupie do spraw Trudnych nie grozi rozwiązanie ani w tym wieku, ani w następnym. Chyba że w Europie nastąpi wstrząs, który gruntownie pozmienia polityczne i militarne granice, czego prędko nie przewidujemy.
Przedstawiciel prawosławia, zresztą polskiego, wyraził życzenie, aby obie strony, rosyjska i polska, doszły do takiego rezultatu, jaki osiągnięto w stosunkach między Polską i Niemcami. Nie trzeba wszelako zapominać, że sławne „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” zdziałało wiadomy cud dzięki temu, że Polska całą siłą woli i wyobraźni pragnęła przynależeć do obozu zachodniego, gdyby tak nie było i gdyby Związek Radziecki nie upadł, biskupi mogliby swoje przebaczania powtarzać sobie a muzom do dziś. Cudotwórstwo Kościoła, zwłaszcza polskiego, kpi sobie ze związków przyczynowych.
Trzy lata trwało uzgadnianie poglądów, a jednym z najtrudniejszych problemów było ustalenie stosunku zachodzącego między dwoma totalitaryzmami. Katolicka strona chciała wymusić na prawosławnej pogląd, że rosyjski komunizm i niemiecki tak zwany nazizm (podczas wojny nikt o czymś takim nie słyszał) niczym się nie różnią. Za „Gazetą Wyborczą” przytoczę dla dokładności wypowiedź arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, honorowego prymasa. „Jako Polacy mówimy wyraźnie o cierpieniach ze strony dwóch totalitaryzmów: niemieckiego, nazistowskiego oraz sowieckiego, komunistycznego. Nasi rosyjscy partnerzy nie zwykli stawiać na jednej płaszczyźnie totalitaryzmu niemieckiego oraz totalitaryzmu bezbożnego komunizmu”. Aż ze zdziwienia zajrzałem do najnowszej encyklopedii. Co się okazuje – arcybiskup Muszyński wojnę musi pamiętać. Jako oddelegowany do dialogu z judaizmem coś na temat Holokaustu powinien wiedzieć. Nie wierzę, że nic mu nie wiadomo, kto z kim wojował. Dziwna chłopu wątroba – miał powiedzonko niezapomniany Stefan Kisielewski. Dziwnie było słyszeć duchownym rosyjskim, że między walczącymi na śmierć i życie Rosją radziecką a Niemcami hitlerowskimi nie było różnicy. To, co jest łatwe do przyjęcia dla polskiego biskupa wyszkolonego na liturgii słowa i „historii”, niekoniecznie jest takie dla wyznającego teologię polityczną patriarchy Moskwy Cyryla. Domyślam się, że prawosławny hierarcha działa nie bez zachęty ze strony prezydenta Władimira Putina, który twardo postanowił polepszyć stosunki z Polską, ale chyba nie za wszelką cenę.

lagowski_google

Może Armia Radziecka Polski nie wyzwoliła, nie będę się upierał przy tym słowie, ale że Polaków ocaliła, jak to ktoś uściślił, to wątpliwości nie ulega. W ciągu okupacji zginęło 6 milionów obywateli polskich, średnio milion każdego roku. Gdzieżby tam prymas senior obciążał sobie głowę takimi rachunkami. Wygranie tej wojny przez Niemcy nie było z góry uznane za niemożliwe. Trochę mniej błędów w Berlinie i powstałoby imperium germańskie do Uralu. Dla Polaków było przeznaczone miejsce w tym imperium: mieli zostać niewolnikami w ścisłym sensie tego słowa. Trzeba to sobie przypominać (prawda was wyzwoli), żeby wiedzieć, jaka była stawka w tej wojnie. Wiem, że nikogo nie można przekonać, gdy cały aparat propagandy państwowej i kościelnej każdego dnia czyni postępy w zakłamywaniu zarówno drugiej wojny światowej, jak też tego, co nastąpiło po niej i trwa do dziś (granice). Stefan Kisielewski ujrzawszy w 1945 roku, co zostało z Warszawy, pomyślał, że wszystko zostało stracone, a gdy następnie zobaczył, że państwo, mniejsza o to, jakie, się odtwarza, uznał, że następuje cud. Można to przeczytać w książce wydanej w tym roku.
Nie twierdzę, że nie ma sensu dyskusja na temat, który totalitaryzm jest lepszy, który gorszy, a które z nich są sobie równe. Trzeba zapytać, dla kogo równe, dla kogo lepsze lub gorsze. Richard Pipes, wybitny historyk Rosji z Uniwersytetu Harvarda, powiedział dla któregoś z polskich czasopism, że nazizm był dla Niemców (do czasu wojny) nieporównanie lepszy niż komunizm dla Rosjan. Niemcy nie odczuli negatywnych skutków ustroju wprowadzonego przez NSDAP. Prześladowani byli Żydzi, na inny sposób Słowianie, ale przeciętny Niemiec mógł nawet nie zauważyć zmiany ustroju z demokratycznego na totalitarny. Bolszewicy natomiast zaprowadzili powszechny terror i rządy strachu, o jakich nikt dotąd nie słyszał. Głupi jest Polak, który wynajduje jakieś księżycowe miary totalitaryzmów i recytuje uroczyście, że różnica między tymi, co go wybawili, i tymi, co chcieli jego naród zamienić w niewolników, wcale go nie interesuje.

* * *

W naszym sklepie można kupić książkę profesora Łagowskiego „Polska chora na Rosję”kliknij i kup.
Kupując książki „Przeglądu” wspierasz jego wydawcę – Fundację ORATIO RECTA.

Wydanie: 30/2012

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy