Pani minister…

Niedostatek też. Ale broń Boże jakaś bieda, czy wręcz nędza. Po prostu „sporo rodzin skarży się na niedostatek”, z bólem stwierdza pełnomocnik ds. rodziny, minister Maria Smereczyńska, w wywiadzie dla wołkowego ”Życia”. 

Ale to tylko ”sporo rodzin”, to nie jest problem pierwszorzędny. Bo przecież już ”wiele osób odczuwa nieuświadomiony lęk przed nowym, niepewność”. Nowe, to zwykle złe. Po co nowe, skoro są już stare, wypróbowane wzorce. Do nich wrócimy za chwilę, bo na usta pani minister cisną się przede wszystkim najważniejsze obecnie ”problemy polskich rodzin”, czyli ”choroby nowoczesności”. Takie jak „pornografia czy przemoc w środkach przekazu i przenoszenie się tych zjawisk na otoczenie”. Nie warto tu wspominać o czymś tak wstydliwym jak przemoc w rodzinie To przecież wymagałoby ingerencji czynników obcych w świętą instytucję rodziny, to wymagałoby niekiedy oddzielenia pana męża od maltretowanej żony, bitych dzieci, co jest przecież rozbiciem rodziny. Zatem walczmy z przemocą w telewizji. Może wtedy pan mąż nie zobaczy, iż uderzyć można, i panią małżonkę uszanuje. 

Gorszym od przemocy może być ”postępujący proces utraty kontaktu rodziców z dziećmi”. Bo to prowadzi młodych ludzi, czyli duże dzieci, do ”nieokiełznanej wolności”. Do ulegania błyskotkom. 

Ale, jak zauważa red. Biczyński z ”Życia”: ”Na Zachodzie o wiele łatwiej poruszać się z dzieckiem. W kawiarniach są specjalne krzesełka, w sklepach przedszkola, w publicznych toaletach deski do przewijania niemowląt”. Pani minister lekceważy, wręcz odrzuca te błyskotki. ”To są udogodnienia, które mają przyciągnąć klientów, ale nie mają większego wpływu na rzeczywistą siłę rodziny, nie są warunkiem istnienia i rozwoju rodziny”. Pani minister deklaruje: „Nie przeceniałabym wpływu tych udogodnień.” Nierzadko można zaobserwować rodziny, które podróżują gromadką dzieci i nie przeszkadza im brak wspomnianych udogodnień. A poza tym kawiarnia czy sklep nie jest dla szczęśliwej rodziny szczególnym celem i pomysłem na spędzenie czasu”. https://ssl.gstatic.com/ui/v1/icons/mail/images/cleardot.gif

Gdzież najlepiej go spędzać? Pani minister nie dopowiada. Ale jako rzecznik Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich i posłanka wielokrotnie dawała do zrozumienia, iż , dla „szczęśliwej” rodziny najlepszym miejscem jest dom, kościół, wspólna pielgrzymka. Gdzie na trasie nie ma takich ”udogodnień”, a rodziny promieniują szczęściem.

Zostawmy te „chwyty komercyjne”, jak mawia pani minister, i zajmijmy się najpoważniejszym problemem. W Polsce spada przyrost naturalny, dzietność. Tutaj program pani minister i jej Kościoła katolickiego jest jasny i jednoznaczny. Tylko w rodzinach wzorca katolickiego można zwiększać substancję narodową. Matki samotnie wychowujące dzieci to przecież ”patologia”, jak wyrwało się ostatnio bliskiemu ideowo pani minister wiceprezydentowi Poznania. Na porost dzieci pani minister i jej ugrupowanie wymyśliło ”podatek prorodzinny”. Każdemu, niezależnie od poziomu jego dochodów, katolickie państwo ulży podatkowo. Żadne tam „wyrównanie rozwarstwienia społecznego za pomocą rozszerzania zasiłków socjalnych dla ubogich”. Bo to już ”inna ideologia”. Katolicka ”rodzina jest olbrzymią siłą”. ”Proszę spojrzeć dookoła, jak rodziny się organizują, ile np. powstaje rodzinnych przedsiębiorstw”. To ma być podstawowy wzorzec do naśladowania. 

Pani minister, prywatnie panna bezdzietne, chciałaby przenieść wzorce biznesowe Rodziny Radia Maryja i Stowarzyszenia Rodzin Katolickich na wszystkie rodziny w kraju. Tradycje rzemieślniczo-korporacyjno-mieszczańskie. Tradycje domu-warsztatu pracy, opuszczonego jedynie w celach modlitewnych.

Tymczasem po wejściu do Unii Europejskiej, dysponując nadwyżkami siły roboczej, Polska powinna umożliwiać bezrobotnym przemieszczanie się po całej Europie. Uczyć ich tolerancji, otwartości, współpracy z ludźmi o innej mentalności, wartościach. Program pani minister, lekceważąco odnoszącej się do innych stylów życia, program rządu Buzka, jest w istocie antyunijny, antyeuropejski. Cóż z tego, że dostosowujemy nasze prawa do standardów Unii, kiedy pani minister tworzy mentalne granice. 

 

 

Wydanie: 7/2000

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy