Polska liderem Europy

Polska liderem Europy

Wojna w Ukrainie zmusza Zachód do jedności. Jeśli bowiem Rosja osiągnie sukces militarny, a w konsekwencji polityczny, i pokaże, że poprzez działania wojenne może zmieniać granice, dopasowywać je do swoich interesów gospodarczych, do imperialnych wizji opartych na polityce historycznej, to nikt w Europie Środkowej i Wschodniej nie będzie już mógł spać spokojnie. Ale Niemcom, Francuzom, Anglikom, Hiszpanom czy Włochom, a już na pewno Amerykanom, bezpośrednio nic nie grozi. Owszem, może to zagrażać ich interesom gospodarczym, a w przypadku Ameryki także ambicjom przewodzenia światu. Ale najazd, wojna, utrata suwerenności lub części terytorium im nie grożą.

Wobec tego w naszym środkowoeuropejskim, czyli również polskim interesie leży jedność zachodniego świata, wspólne wspieranie Ukrainy i wspólne stanowisko wobec Rosji. Tym bardziej że agresji rosyjskiej nie potępiły i do sankcji nie przyłączyły się Chiny ani większość państw Azji oraz Ameryki Łacińskiej. Ba, nawet Watykan jest tu bardzo ostrożny.

Nie jest więc tak, jak mogłoby się wydawać, że cały wolny świat stanął po stronie Ukrainy, że Rosja została sama. Co więcej, jedność Zachodu jest dość krucha i może pęknąć w każdej chwili. Ameryka w pomysłach na sankcje jest najbardziej radykalna, Niemcy i Francja są bardziej powściągliwe, co zdaje się denerwować prezydenta Zełenskiego – to akurat zrozumiałe – ale i nasz rząd, co już zrozumiałe, a zwłaszcza mądre nie jest.

Ameryce łatwo o radykalizm. Ameryka z Rosji nie importuje ani ropy, ani gazu. Co więcej, na embargu na rosyjską ropę i gaz może jeszcze zarobić. Kraje europejskie muszą tu być ostrożniejsze. Niemcy aż 49% gazu i 30% ropy kupują w Rosji, Francja 24% gazu i ponad 13% ropy, Włochy 46% gazu. Znacznie gorzej jest w Europie Środkowej i Wschodniej, w której większość państw (w tym Polska!) ponad 70% ropy i gazu sprowadza z Rosji. Zmiana dostawcy tych surowców, o ile w ogóle jest możliwa, wymaga czasu. Pełne i natychmiastowe embargo na rosyjską ropę i gaz rozwaliłoby gospodarki większości państw europejskich, wywołało opór społeczny, spowodowało wzrost populizmów. Całe szczęście, że gospodarka rosyjska utrzymuje się ze sprzedaży tych surowców i znalezienie innych niż dotychczasowi odbiorców też w krótkim czasie nie jest możliwe. Wojna z Ukrainą trwa w najlepsze, a z Rosji do Europy płyną ropa i gaz, a z Europy do Rosji strumień pieniędzy. Tak dziwny i pokomplikowany jest ten świat. Jakże trudny do ogarnięcia dla umysłu przeciętnego wyborcy PiS.

W tym sporze Europy Zachodniej i Ameryki o radykalizm sankcji stanęliśmy po stronie Ameryki. Premier Morawiecki poucza prezydenta Macrona, Niemców krytykuje nawet polska opozycja. Ktoś u nas najwyraźniej uwierzył, że to jedyna szansa zdystansować się od Unii Europejskiej, dowalić jej, równocześnie rosnąc na pierwszego sojusznika Stanów Zjednoczonych w Europie i lidera sojuszników Ukrainy. Mrzonki. Najpoważniejszym sojusznikiem Ameryki w Europie kontynentalnej będzie ten, kto ma największy potencjał gospodarczy – a więc pozostaną nim Niemcy. Unia Europejska, mimo wojny w Ukrainie, nie odpuści nam kwestii praworządności.

Potęgą militarną też się nie staniemy mimo zakupu w Ameryce 250 czołgów Abrams. Po pierwsze, ostatnia ich partia ma dotrzeć do Polski dopiero w 2026 r., do którego to czasu rozpadnie się większość wysłużonych poniemieckich czołgów Leopard i poradzieckich T-72. W dodatku przynajmniej pierwsze partie abramsów jeździć będą niestety… na rosyjskiej ropie.

Jeśli rzeczywiście chcemy pomóc Ukrainie, jeśli chcemy umocnić swoje bezpieczeństwo, powinniśmy dokładać wszelkich starań, by cementować jedność Zachodu. Ale państwo PiS działa wprost przeciwnie. Najwyraźniej cieszy się z istniejących wewnątrz zachodniego obozu sporów, próbuje naiwnie wykorzystać je do swojej wojny z UE i do swoich małych w gruncie rzeczy, wewnątrzpolitycznych celów. Obawiam się, że pod tym światłym przywództwem wyrośniemy nie na pierwszego sojusznika Ameryki, ale na pierwszego warchoła Europy. No ale zawsze w czymś będziemy pierwsi.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 18/2022

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy