Doktryna i praktyka

Rada polityczna, której warto by udzielić panom Kaczyńskim, sprowadza się w gruncie rzeczy do wyjaśnienia, że wszystko to, co im przychodzi do głowy, nie powinno być realizowane, natomiast mnóstwo leżących odłogiem, nienaruszonych projektów, właśnie pilnego pochylenia nad nimi się domaga. Działalność tej dwójki, co ukradła księżyc, sprowadza się do amatorszczyzny, która cierpi z dwóch istotnych powodów. Po pierwsze, nie dysponują oni szerokim zespołem kompetentnych fachowców, zdolnych uruchomić trudne prace, jakie przed Polską stoją. Sztukowanie mniejszościowego rządu ludźmi Leppera i Giertycha jest w znacznym stopniu oddawaniem wodzów zarządzania Polską byle komu. To się zemści w ciągu bieżącego roku. Przypomina się artykuł Leszka Kołakowskiego, zamieszczony w royjskojęzycznym periodyku „Polsza”, w którym słusznie autor ten wylewa pomyje na pomocników Kaczyńskich z LPR i Samoobrony.
Drugim, może i najfatalniejszym mankamentem polityki uprawianej przez bliźniaków jest ich betonowe przekonanie o swojej nieomylności, dzięki czemu nie widać w ich politycznych decyzjach ani odrobiny autorefleksji. Bardzo stare porzekadło głosi, że Bóg chcąc zniszczyć ludzi, najpierw odbiera im rozum. Prawdziwie mogę zapewnić, że nieprawdopodobna naiwność, jaką się odznaczają kolejne posunięcia Kaczyńskich, wydaje mi się czymś w rodzaju boskiej kary. Nie sądzę, żeby postępowali z pełną świadomością tego, co w istocie czynią. Ich otoczenie robotę polityczną zaczęło od oplątywania osób cieszących się zasadnie dużym autorytetem społecznym, siecią pomówień i inwektyw. Tak nieskazitelni ludzie jak profesor Zoll i profesor Łętowska zostali absurdalnie oskarżeni o działalność szkodliwą dla państwa. Jest to bardzo stara metoda, charakterystyczna przede wszystkim dla bolszewii, z reguły piekielnie skutecznie erodująca społeczne zaufanie do zaatakowanych. W szczegóły tego rodzaju akcji wchodzić po prostu nie warto, ponieważ oczywiste jej konsekwencje jawnie zdradzają rodowód autorytarno-marksistowski. Można by sądzić, że torpedowanie autorytetów jest ostatnią rzeczą, jakiej powinni się chwytać panowie bracia. Mniej więcej do końca bieżącego roku pokażą się zgubne rykoszety takiego postępowania.
W wypowiedzi, czy to naszego nowego prezydenta, czy też z jego akolitów, wsłuchiwać się po prostu nie warto. Osobom tym wciąż się wydaje, że społeczeństwo składa się z samych idiotów i będzie gorliwie łykało każdą blagę i każdy wykręt. Nasz kraj stoi przed morzem poważnych i trudnych dylematów, obejmujących stan infrastruktury, zależność gospodarczą od Rosji i całe mnóstwo innych pilnych spraw, tymczasem pierwszą rzeczą, na jaką się zdecydowała kaczyńska władza, jest budowanie nowych więzień i obniżenie wieku karalności. Są to zresztą czysto wewnętrzne nasze sprawy, których świat nawet nie dostrzega. Kaczyńscy skłonili również premiera do uczestnictwa w ponurej aferze pełnej załgań, toteż obawiam się, że i jemu nie wyjdzie to w nadchodzących miesiącach na zdrowie. Najkrócej ująć da się obecną politykę w dwóch słowach: robią wszystko, czego robić nie trzeba, natomiast zadania palące pozostawiają nietknięte.

9 lutego 2006 r.

 

Wydanie: 7/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy