Królowe w paznokciarniach

Królowe w paznokciarniach

Przyjemność zaglądania w cudze okna po zmierzchu stała się o wiele donioślejsza, kiedy wśród oświetlonych witryn pojawiły się gabinety kosmetyczne. Głównie paznokciarnie – odsłonięte jak na placu Pigalle, reklamujące same siebie skuteczniej niż obłędnie kolorowe banery. Nowocześnie urządzone gabinety, wyposażone w kosmiczne ruchome fotele, miseczki i mazie, oferują nie tylko relaunch paznokci, ale też kawę, wodę, słodycze i owoce, a także serdeczną rozmowę, lekcje łaciny i jazdę konną na lonży.

Kilka z nich mijam w drodze do centrum. Z daleka wyglądają jak laboratoria, w których badaczki ślęczą pilnie nad stopami stworzeń. Stworzenia zaś, rozparte pańsko w fotelach, udają arystokratów podczas koronacji Elżbiety II. Do dzisiaj nie rozumiem, skąd te dziwne miny – ni to wyniosłe, ni to obrażone. Czy oddając stopy w ręce kosmetyczek, oddaje się twarz jakimś spektaklom, których zwykły człowiek nie może zobaczyć? Gdzie trzeba odgrywać dawno zmarłe władczynie lub chociaż infantki? Udowadniać blazę? Szerować strapienie? Obmyślać batalie, alianse, awanse?

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 13/2024, którego elektroniczna wersja jest dostępna dla posiadaczy e-prenumeraty

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy