Rynkowe media śmietniskowe

Rynkowe media śmietniskowe

Z powodu pandemii trochę przycichła dyskusja o tzw. fake newsach. Szukano ich źródła w działalności jakichś zorganizowanych grup hakerskich lub w złej woli czy złośliwości części użytkowników sieci. Ja sam łączyłem nadejście wieku postprawdy z mechanizmem rynku kapitalistycznego, wedle którego nieważna jest treść, ważna sprzedawalność. Jeśli nieprawdziwe wiadomości lepiej się sprzedają niż wiadomości prawdziwe, to z punktu widzenia rynku wszystko jest w porządku – zarabiamy. Kryterium prawdy i fałszu nie ma zastosowania tam, gdzie w grę wchodzi zysk. Dziś mi się wydaje, że za narodziny czasów postprawdy w równej mierze odpowiada inne zjawisko. Idzie mi o wymieszanie wiadomości ważnych i nieważnych, o swoisty miszmasz, z jakim mamy do czynienia w dzisiejszych mediach. Oto otwieram stronę internetową poważnej gazety i czytam zestaw wiadomości widniejących na pasku z boku. Informacje o decyzjach przywódców Unii Europejskiej następują tam po wiadomościach o ciąży pani X, która jest celebrytką, czyli osobą znaną z tego, że jest znana; wyniki wyborów w jakimś kraju sąsiadują z wiadomością o tym, że inna celebrytka pokazała się bez makijażu, dane o ostatnich ofiarach koronawiarusa – z wiadomością o rozbiciu samochodu przez piłkarza jednej z drużyn futbolowych. Czytelnik tak zestawionych informacji może odnieść wrażenie, że są one równie ważne, skoro zostały umieszczone obok siebie przez poważną przecież gazetę. Wrażenie to nie zaszkodzi wiadomościom o celebrytach, jak były one nieistotne, tak pozostaną nieistotne, ale ma fatalny skutek dla tych doniesień, które są ważne, choćby dlatego, że dotyczą ważnych spraw – tych, które decydują o naszym życiu. Tracą one bowiem swoją wagę i znaczenie, gdy tylko znajdą się w tym śmietniku informacji, jakim coraz bardziej stają się dzisiejsze media. Fatalnym wzorem jest tu oczywiście internet, ten arcyśmietnik, gdzie to, co istotne, jest doskonale wymieszane z tym, co niewarte uwagi. I tak jak w prawdziwym śmietniku da się tu wyłowić skarby, ale na ogół można jedynie się ubrudzić.

Co odpowiada za naszkicowaną powyżej sytuację? Zmiana sposobu kwalifikowania informacji jako godnych upowszechnienia. Kiedyś decydowali o tym ci, którzy się na czymś znali (fachowcy, eksperci), dziś decyduje rynek. Charakterystycznym przykładem tej zmiany mechanizmu jest dopuszczanie do rozpowszechniania utworów muzycznych, tekstów literackich czy filmów. Kiedyś np. trudno było nagrać płytę, bo o tym decydowali redaktorzy muzyczni poszczególnych wytwórni, którzy z reguły znali się na muzyce i odsiewali to, co dobre, od tego, co złe. Dziś każdy może wydać płytę, a o jej wartości decyduje sprzedawalność.

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 28/2020, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Wydanie: 28/2020

Kategorie: Andrzej Szahaj, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy