Co mogę Ci powiedzieć, ośmiomiliardowy człowieku?

Co mogę Ci powiedzieć, ośmiomiliardowy człowieku?

Taka właśnie osoba gdzieś się pojawiła w dynamicznej gospodarce narodzin i śmierci. Jest „nas”, jeśli wciąż odczuwamy wspólnotę ludzką jako istniejącą więź, 8 mld. Nie znamy płci tej osoby, koloru skóry, plakietki narodowościowej, języka, w którym przemówiła do niej matka, ani miejsca, gdzie przyszła na świat. Rzecz jasna, to tylko konwencja. Liczenie, raportowanie, kontrola narodzin. A jednak. Kolejna bariera demograficzna została pokonana, nigdy jeszcze tylu ludzi nie żyło naraz na tym kosmicznym okruszku, jakim jest nasza Ziemia. Czasami myślę, że kiedy ktoś się rodzi, mógłby, powinien, dostać od nas pewien rodzaj listu powitalnego i małego raportu, dokąd trafił i gdzie przyjdzie mu rosnąć, cieszyć się, cierpieć, żyć, może uczyć się, pracować. Może kochać, a może zostać odrzuconym. Pewnie mógłby się z tego wykluć nawet jakiś scenariusz SF.

I kiedy tak sobie dumam bez zobowiązań i bez większego sensu, a z pewnością bez takiej potrzeby – patrzę, z polskiej perspektywy, na te dni, które właśnie odchodzą w niepamięć. Tym, co je wyróżnia, jest jednak tych kilka obrazów pozostających w głowie, gdyż mają moc przetrwania, niosą w sobie symbol.

W Przewodowie, najpewniej zabłąkaną rakietą przeciwlotniczą czy przeciwrakietową, najprawdopodobniej wyprodukowaną w Rosji, a wystrzeloną przez wojsko ukraińskie, zostało zabitych dwóch przypadkowych ludzi. Jeden był pracownikiem suszarni w skupie rolnym, drugi kierowcą. Wcale nie jest łatwo poznać ich nazwiska. Gmerając w sieci, znajduję nazwisko księdza, który znał ofiary i coś tam mówi. Potem wójt, potem starosta. Obaj zabici mieli na imię Bogdan, byli w podobnym wieku, około sześćdziesiątki. Z nazwiskami już trudniej. Poznaję najpierw inicjały: Bogdan C. i Bogdan W. Śmierć skryta za inicjałami, jakby byli przestępcami. Ksiądz też Bogdan. Jego nazwisko pojawia się w kolejnych tekstach. No cóż, brzmi: Ważny. Ksiądz. Wszystko jasne. Nie zawodzi informacyjnie jedynie Ziemowit Szczerek w „Gazecie Wyborczej”. Szczerek, który nie jest dziennikarzem, bywa reporterem, jest pisarzem, rozumie, że nazwiska tym zabitym po prostu się należą. Bogdan Woś, Bogdan Ciupka. Kompletnie przypadkowe, rykoszetowe ofiary wojny w Ukrainie, bliskości granicy, nieprzewidywalne. Ich śmierć jest także doskonałą ilustracją kompletnej bezsensowności wojennych ofiar. W Ukrainie zginęły zapewne już tysiące podobnych Bogdanów, Wier. Możemy tylko pochylić głowę.

A co w tym czasie dzieje się w naszym kartonowym zaścianku, zwanym państwem polskim? Pierwsze informacje przynoszą serwisy zagraniczne (amerykańska AP). Polski rząd, minister, premier, prezydent (a przecież jeszcze nie jeździ na nartach…) siedzą cicho jak mysz pod miotłą. Kiedy wreszcie się odezwą, to mają do powiedzenia tyle, że się spotkają i będą rozmawiać. W tonie najwyższej odpowiedzialności za kraj. I tak jak gęby im się nie zamykają przy jakiejkolwiek okazji – tu rządzący znikają.

Ale mija dzień i już jest okazja, żeby się odezwać. Grupa kilkudziesięciu milionerów, pod pretekstem imprezy o pozornie sportowym charakterze, wylatuje rządowym samolotem (naprawdę? dlaczego?) w eskorcie dwóch myśliwców bojowych F-16 do Kataru na mundial. Pod kierownictwem Czesława M. lecą m.in. Robert L., Matty C., Arkadiusz M. i reszta. Nazwiska powszechnie znane. Scenariusz zasadniczo też. Trzy mecze: otwarcia, o wszystko i o honor już od wtorku. Dla milionów ważni. Miliony ważne dla nich. Lecą do Kataru, jednego z najbogatszych państw świata. W żadną piłkę tam nie grano, wokół pustynia pełna ropy. To stadiony zbudowano, łapówki wręczono i m.in. „polskie orły” lecą. Brytyjski „Guardian” oszacował, że przy budowie tych stadionów zginęło około sześciu i pół tysiąca robotników, głównie z najbiedniejszych zakątków Azji. Sześć i pół tysiąca. Dziesięć osób tygodniowo. Ponad sto na każdy mecz rozegrany podczas igrzysk. Nawet nie guglajcie. Żadnego nazwiska nie poznamy. Bo po co? Nie zakłócajmy święta światowej piłki. Kiedy kilku, głównie ukraińskich budowlańców zginęło podczas budowy koszmaru narodowego, pardon, stadionu narodowego, przed mistrzostwami Europy w 2012 r., też było cicho. Żadnych nazwisk. Zjednoczmy się.

Nie rozdrabniajmy. Wyślijmy F-16. Nie dla obrony Bogdana Wosia i Bogdana Ciupki. Dla tweeta Mariusza Błaszczaka ze zdjęciem trzech samolotów, z których każdy jest przeznaczony do czegoś całkowicie innego.

Tego się nie da opowiedzieć i wytłumaczyć ośmiomiliardowej osobie, która rozpoczęła żywot. Wciąż żywię nadzieję, że nie musimy w takim szambie żyć.

Bogdanie Wosiu, Bogdanie Ciupko – niech o was zostanie ciepłe wspomnienie. Choć tylko zajmowaliście się zbożami w tym kukurydzą.

A Błaszczak i PZPN niech zapłacą za loty i nadużycie władzy.

Wydanie: 48/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy