Prawda nas wyzwoli?

Władza nasza, której bracia Kaczyńscy zgodnie z zapowiedzią nie mają zamiaru oddawać, straszy nas, że po opanowaniu przez Macierewicza archiwów rozwiązanych właśnie Wojskowych Służb Informacyjnych dowiemy się takich rzeczy, od których włosy staną nam dęba na głowie. Stanie się tak, o ile oczywiście rewelacje dotyczące tajnych służb zostaną odtajnione, najwygodniejsze bowiem byłoby dla władzy, aby złowieszcze tajemnice WSI wisiały nam stale nad głową, a równocześnie nikt nie wiedział, czego i kogo one dotyczą. Rozumiem w pełni tę koncepcję, wypróbowaną przez państwa totalitarne, które dobrze wiedzą, że strach ma wielkie oczy, o wiele większe niż rzeczywistość. Słabiej natomiast dociera do mnie połączenie tego wszystkiego z często przywoływaną biblijną maksymą: „Prawda was wyzwoli”. W tym względzie zgadzam się jak rzadko kiedy z bp. Życińskim, który przyznał, że nie poczuł się wcale bardziej wyzwolony przez proces lustracyjny Zyty Gilowskiej, zakładając oczywiście, że był on prawdziwy. Kaczyńscy, Macierewicz i cała zgraja lustratorów różnych stopni uważają jednak, że wyzwalająca prawda leży posegregowana w teczkach IPN i WSI i po ich otwarciu dowiemy się, kto jest prawym Polakiem i obywatelem, na którym można polegać, a kto nikczemnym sprzedawczykiem i szują. A także poczujemy się wyzwoleni i czyści jak nigdy dotąd. Gdyby jednak było tak naprawdę, życie byłoby nadzwyczaj proste i nawet Stwórca nie musiałby tak bardzo odwlekać Sądu Ostatecznego, jak czyni to już od paru tysięcy lat, nie mogąc nijak porachować, kto co zrobił i dlaczego. W dodatku wszystko to komplikuje się z każdym nowym dniem, jaki przeżywa świat („Jak Ty to wszystko zlikwidujesz?”, martwił się w wierszu Jarosław Iwaszkiewicz). Grzebanie w teczkach nie zbliża nas do prawdy, ponieważ nie zbliża nas do motywów ludzkich działań, a przede wszystkim nie bierze pod uwagę, co z tego zrozumieją zwyczajni ludzie i co osadzi się na dnie ich świadomości. Myślę, że nic dobrego. Przed wieloma laty pełną i prawdziwą teczkę Polaka opracował obchodzący właśnie 85. rocznicę urodzin Tadeusz Różewicz. Teczka ta nazywa się „Kartoteka” i jest to sztuka, która od lat nie schodzi ze scen polskich i zagranicznych, a którą Konrad Swinarski uważał słusznie za „najlepszą polską sztukę współczesną”. Mówił to w roku 1973, ale od tamtej pory niewiele się zmieniło. Ukazało się niedawno nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego nowe wydanie „Kartoteki”, które przynosi po raz pierwszy nieznane dotąd warianty i uzupełnienia tekstu, a także garść opinii o tej sztuce, również samego autora, który z „Kartoteką” nie rozstaje się właściwie nigdy. Dowodem może być „Kartoteka rozrzucona” z 1992 r., którą sam Różewicz reżyserował we Wrocławiu, wprowadzając nowe sceny i postacie. Najbardziej jednak budujący w nowym wydaniu „Kartoteki” jest napis na okładce, że jest to „lektura szkolna”, w odpowiedniej cenie 6,90 zł. I ten właśnie fakt, że „Kartoteka” czytana jest przez uczniów, pozwala mieć nadzieję, że młode pokolenie być może zrozumie, jak skomplikowaną sprawą jest prawda, która ma nas wyzwalać, jeśli coś takiego w ogóle jest możliwe. Bohaterem „Kartoteki” „jest człowiek bez określonego dokładniej wieku, zajęcia i wyglądu”, to znaczy każdy. Nosi on na sobie ślady swojego pokolenia, a więc tego, które przeżyło wojnę. Ale ta wojna raz jest dla niego – jak w dodanej teraz rozmowie z Przyjacielem Z Dzieciństwa – skrótowym wspomnieniem („Jakiś chłopak krzyczał, że wybuchła wojna. Drugi kopnął go w tyłek: „nie pieprz, gówniarzu”, ale za godzinę zbombardowali miasto. Nasza ulica się spaliła. Później to wszystko trwało jeszcze kilka lat”), raz znów, jak w rozmowie z Chłopem, też dodanej, śladem zagłuszanego dramatu (CHŁOP: Pan podchorąży już nie pamięta, jak mnie rozwalił? BOHATER: Darujcie Wrona, ale nie mam czasu. Muszę to wszystko uporządkować, sprawdzić, podsumować, wyciągnąć wnioski. Nie czas teraz na wspomnienia”). W świetle teczek owo rozwalenie byłoby oczywiście głównym motywem śledztwa, w świetle sztuki nie jest (Chłop mówi lekko: „Pan podchorąży zabił mnie przez omyłkę. W lesie”). Ale podobnie zagadkowe, pomieszane, dwuznaczne są w „Kartotece” sprawy wielkie, ideowe poniekąd (DZIENNIKARZ: Czy pan zdaje sobie sprawę z tego, że w wypadku wojny wodorowej zginie ludzkość? BOHATER, prawie wesoło: Oczywiście, oczywiście. DZIENNIKARZ: I co pan robi, aby nie dopuścić do wybuchu? BOHATER śmieje

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2006, 41/2006

Kategorie: Felietony