Odruch moralny i przekora

Odruch moralny i przekora

Po wielu latach przypadkiem spotykam w kawiarni G., był motorem Nowej, pierwszej i największej firmy wydawniczej naszego opozycyjnego podziemia. Znajomi po latach zmienieni nie do poznania albo do poznania – on zmienił się do poznania. Tylko teraz używa kuli. Mówi: wymiana biodra. No tak, rozsypujemy się. Niewysoki, żywe srebro, jak zawsze odruchowo poprawia okulary. Przysiadam się na chwilę. Wyznaje, że ma dosyć, że chce wyjechać z Polski na stałe. – Popatrz – mówię – gdy bezpieka w latach 80. namawiała nas na wyjazd na Zachód, odmawialiśmy, a teraz co się porobiło? Wspomina, że gdy mu proponowali wyjazd, zawsze odpowiadał: jak wy pojedziecie do Moskwy, ja wyjadę na Zachód.

Ustalamy, że teraz jest jakoś bardziej obrzydliwie, bo zdaje się, że całe zło wyszło z naszych trzewi, a wtedy wydawało się narzucone z zewnątrz. I wtedy wierzyliśmy, że gdyby nie sowiecki socjalizm, byłaby w Polsce demokracja i ludzie nie upadlaliby się konformizmem. A teraz, proszę, co się dzieje. G. ma żonę Angielkę, jej córka z pierwszego związku jest Mulatką i od dwóch lat ciągle spotyka się w Polsce z aktami agresji. Nie wolno jednak wyjeżdżać, nie tylko dlatego, że emigracja po sześćdziesiątce to samobójstwo. Też dlatego, że oni, jak ubecy, chcą, abyśmy wyjechali, bo Polska tylko dla Polaków, a kto nie z PiS, ten nie jest Polak. Tamta nasza działalność, tamten bunt, przecież bez wiary w sukces, to był odruch moralny i przekora. Do tego jednak trzeba mieć siłę i pewną dozę naiwności.

Jest wiele komentarzy na temat niszczenia demokracji w Polsce. Moje myśli i uczucia najlepiej oddają słowa Andrzeja Friszkego, wybitnego historyka, specjalizującego się w okresie PRL: „Zamyka się epoka demokratycznej Polski, tworzona w naszym państwie do 1989, a wcześniej w naszych marzeniach, w 1976, potem w 1980, w marzeniach naszych rodziców wiele lat wcześniej. Czytałem znowu niedawno emigrantów z Londynu, którzy nie wrócili do Polski pojałtańskiej. Ich marzenia – Polska demokratyczna i europejska, w zjednoczonej Europie, z wolnością obywateli i praworządnością. Teraz to wszystko się kończy, PiS przyniosło zwrot antydemokratyczny, antyeuropejski, lekceważenie dla prawa, budowanie języka alternatywnych znaczeń. Mam poczucie odwrotu od sensu naszych dziejów wolnościowych, ku przepaści. Koniec wolnej Polski. Początek dyktatury i łamania praw obywatelskich, gwałtowne złamanie tradycji narodowych”.

Dyskusja o trzech latach prezydentury Andrzeja Dudy. Słowa Michała Kamińskiego, że jedyna zaleta i zasługa prezydenta taka, że nie jest antysemitą i wykonuje gesty wobec martyrologii Żydów. Chyba ma rację. Chociaż dla wielu to jedyna wada Dudy. Za co winią żonę. Tu też jesteśmy biegunowo podzieleni.

Pisałem już o tym kiedyś, że w Polsce uderza brak dzień dobry przy spotkaniu nieznajomych, np. w lesie, w windzie, na pustym korytarzu urzędu. Ludzie mijają się obojętnie i w milczeniu, spuszczają oczy lub patrzą wilkiem. A pozdrowienie daje nam poczucie bezpieczeństwa i jest znakiem ludzkiej solidarności. Więc tylko pozornie to detal, bo to ważna rzecz, która ociepla stosunki między ludźmi. Kiedy byłem w Szwajcarii, odwiozłem znajomego do szpitala – w małym miasteczku, ale hospitalizowani dostają menu z wyborem dań. Jestem świadkiem, jak pielęgniarka z ambulatorium, która przychodzi po pacjenta, by go zabrać na badanie, wita się z nim i się przedstawia. Tak jest zawsze. Dzięki temu pacjent przestaje być rzeczą, jest człowiekiem. Nieznajomi, jeśli nie są na zatłoczonej ulicy, wszędzie mówią sobie dzień dobry. Dużo u nas chłodu i obojętności w obyczajach.

Oglądałem mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce. Tu podobnie jak w piłce nożnej widać, jak wielu zawodników reprezentacji narodowych to imigranci, kolorowi i biali, jak wielu z nich zdobywa medale. Choćby w drużynie niemieckiej – wśród złotych medalistów są dzieci imigrantów z Polski. Kłopoty, które doraźnie sprawiają imigranci, są niczym w porównaniu z zyskami w przyszłości, kiedy wtopią się w społeczność kraju. W sporcie widać to jak na dłoni. Nie ma powodu, by ci przybysze, ich dzieci i wnuki, podobnie nie dali wiele kulturze i nauce. Różnorodność nie zubaża, lecz wzbogaca. Jednorodność etniczna Polaków może jest wygodna, ale mało twórcza. Poza tym zaczyna w Polsce gwałtownie brakować rąk do pracy, jeśli nie będziemy przyjmować ludzi ze świata, skończy się to ekonomiczną katastrofą. I trzeba kimś zatamować krwotok emigracji. Młodzi zdolni nadal uciekają z Polski. Im będzie parszywiej, tym więcej ich wyjedzie.

Wydanie: 34/2018

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy