Cnoty niewieście, czołgów ze dwieście

Cnoty niewieście, czołgów ze dwieście

Doradca ministra edukacji w dużym, 40-milionowym, europejskim kraju, na początku trzeciej dekady XXI w., sam tytułujący się doktorem katolickiej uczelni, wygłasza z pełną powagą archaiczne pseudomądrości, nazwijmy je zatem po staropolsku dyrdymałami, na temat zadań szkoły względem uczennic, dziewcząt, młodych kobiet: „Należy ugruntować w nich cnoty niewieście”. Nawet nie wiadomo, w którą stronę się obrócić. Kiedyś mówiono, że takiego gościa (nazywa się Skrzydlewski) wytrzaśnięto z wykopalisk. Obawiam się, że na śmiech jest cokolwiek za późno, mamy tu nie tyle wypadek przy pracy, lapsus, niezręczność, ile język fanatycznego dogmatyka religijnego, obracającego się w świecie tekstów, ideologii, pomysłów sprzed stuleci, z czasów bezdyskusyjnej męskiej władzy i równie potężnej władzy Kościołów, religii. Ale od 200 lat w Europie, a od ponad 100 w Polsce żyjemy w państwie niewyznaniowym, świeckim. Mamy dokument regulujący zasady tak skonstruowanego państwa – zwiemy go konstytucją. Sytuacja, w której urzędnik państwowy wysokiego szczebla pozwala sobie na taką uwagę (paradoksalnie mogę nawet założyć, że jego myśli i poglądy naprawdę układają się w takie słowa), powinna skutkować natychmiastowym zniknięciem kogoś takiego z przestrzeni władzy publicznej. Tyle że nie w Polsce w 2021 r. Tutaj zasłużył jeszcze na płomienną obronę i wsparcie przełożonego.

Taki wyskok nie wydarza się rzecz jasna nagle. I nie chodzi tylko o nieuprawniony klimat zażyłości polskiego państwa z instytucją Kościoła katolickiego, o latami postępujące rozmywanie granic, a raczej wpuszczanie poza dopuszczalne granice wpływów tej religijnej formacji, o usadawianie w strukturach państwa duchownych, o zreligijnienie uroczystości państwowych, samorządowych, niemal wszystkich. Księża najchętniej przejęliby nawet prowadzenie świeckich ceremonii pogrzebowych.

Chciałem się zatrzymać przy języku. Niemal od początku przewrotu 1989 r. nomenklatura kościelna, liturgiczna zaczęła przenikać do języka mediów, informacji, przekazu. Papieża zastąpił Ojciec Święty, na określenie czynności religijnych zaczęły wchodzić fachowe, liturgiczne terminy. Religia, ludzie religijni, hierarchowie mają święte czy nieświęte prawo wytwarzać swój język, w nim się otorbiać, ogradzać, chować i kryć. Rolą państwa laickiego jest umieć postawić tamę takiej ekspansji w przestrzeń wymiany informacji. Państwo ma obowiązek mówić do tych obywateli i obywatelek, którzy nie mają żadnego powodu znać i rozumieć pojęć teologicznych, liturgicznych, celebracyjnych. Ale o ile podczas startu rakiety w kosmos (niekoniecznie jakiegoś kolejnego dużego chłopca z gigantycznym ego, który ma miliardy, żeby sobie odlecieć) nie siedzi w studiu spec od silników rakietowych czy astrofizyk, który rzuca trajektoriami, wzorami itd., o tyle w przypadku uroczystości kościelnych niemal zawsze mamy księdza, rzucającego tymi wszystkimi eucharystiami, wniebowstąpieniami, kerygmatami czy problemem pochodzenia Ducha Świętego. Ministerialna fraza o cnotach niewieścich odwołuje się oczywiście do tradycji starszej niż chrześcijaństwo, bo do terminów znanych i opisywanych jeszcze przez Arystotelesa. Ale jak to chrześcijanie – Stagirytę stomizowali (św. Tomasz), a pojęcia przechrzcili, nadając im znaczenia odmienne, przeinaczone, w tym wypadku antykobieco zinterpretowane.

Rzucenie polskim kobietom w twarz edukacyjną koniecznością „ugruntowania cnót niewieścich” jest po prostu skrajnie chamskim atakiem politycznym, atakiem bezpardonowym po fali protestów z jesieni 2020 r., których inspiracją była całkiem inna galaktyka pojęć niż katolicki patriarchalny fanatyzm, który od stuleci miał dla kobiety wyznaczone i jedynie dozwolone miejsca w świecie, wyrażone najkrócej przez niemieckiego cesarza Wilhelma II: Kinder, Küche, Kirche (dzieci, kuchnia, kościół). Zjednoczona polityka zjednoczonej prawicy jest zjednoczonym wyrazem buty i braku rudymentarnego szacunku dla praw kobiet i dla kobiet samych. To polityka budowana na bezpardonowej potrzebie konfrontacji.

W prowadzeniu tej polityki biorą także udział kobiety – daleko nie szukając, była posłanka PiS, obecna sędzia trybunału Julii Przyłębskiej, Krystyna Pawłowicz. Ale nie traćmy z oczu głównych sprawców, wszystkich tych Czarnków, Skrzydlewskich, Glińskich, a przede wszystkim rozpychających się od lat na scenie politycznej, w kuluarach i gabinetach władzy biskupów. Za językiem pełnym „cnót” idzie realna przemoc wobec kobiet. W tej wizji świata nie ma miejsca na kobiety stanowiące o sobie, na kobiety niezależne, na kobiety wolne. A takich są pełne polskie miasta i wsie. Tym bardziej kuriozalnie wybrzmiewa to pohukiwanie fanatyków cofniętych o kilka epok.

W tytule są też czołgi, ale nie uda się już dzisiaj zająć tą kolejną chłopacką zabawą: kupmy czołgi za miliardy i nikogo o to nie pytajmy. Jak uzasadnia Kaczyński, „na wypadek, gdyby wydarzyło się nieszczęście”. Jakie, komu, gdzie, dlaczego? Nie wiadomo. A kto bogatemu zabroni strzec „swoich” niewiast? Może kiedy indziej o czołgach, ale w tytule dobrze brzmią.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 30/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy